Arkadiusz Smagacz - OCD artykuł

 

 

Arkadiusz Smagacz OCD

 

Modlitwa relacją przyjaźni.

Święta Teresa od Jezusa – przyjaciółka Boga.

 

Św. Jan Paweł II wprowadzając Kościół w trzecie tysiąclecie, pragnął, by było ono naznaczone szczególnym świadectwem świętości. Nie sposób jednak mówić o autentycznej świętości bez podkreślenia kluczowej roli, jaką w procesie duchowego wrastania odgrywa modlitwa. Święty to człowiek modlitwy. Inna droga ku świętości nie istnieje. W liście apostolskim Nuovo Millennio Ineunte, charakteryzując istotę modlitwy chrześcijańskiej, w sposób wyraźny Papież odwołał się do duchowej tradycji Karmelu Terezjańskiego. Wystarczy przytoczyć kilka najistotniejszych fragmentów, by bez trudu odkryć fundamentalne elementy terezjańskiej pedagogii modlitwy. Jan Paweł II mówiąc o perspektywie świętości, stwierdzał: „Podłożem pedagogiki świętości powinno być chrześcijaństwo wyróżniające się przede wszystkim sztuką modlitwy (...). Dobrze jednak wiemy, że także modlitwy nie należy uważać za coś dokonanego. Modlitwy trzeba się uczyć, wciąż na nowo niejako przyswajając sobie tę sztukę od samego boskiego Mistrza, jak pierwsi uczniowie: «Panie, naucz nas się modlić» (Łk 11, 1). W modlitwie toczy się ów dialog z Chrystusem, dzięki któremu stajemy się Jego przyjaciółmi: « Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was» (J 15, 4)” (NMI 32). I nieco dalej uzupełnił i pogłębił definicję modlitwy: „Modlitwa może się rozwijać niczym prawdziwy dialog miłości i doprowadzić do tego, że człowiek zostanie całkowicie owładnięty przez Boskiego Umiłowanego, że będzie wrażliwy na wszelkie poruszenia Ducha i z dziecięcą ufnością zawierzy się sercu Ojca” (NMI 33).

Uczyć się modlitwy od boskiego Mistrza”, „toczyć na modlitwie dialog miłości”, „stawać się dzięki modlitwie przyjacielem Boga”, „trwać w Bogu”, „pozwolić się owładnąć Umiłowanemu”, „rozbudzać w sobie wrażliwość na tchnienie Ducha Świętego”, „zawierzać się jak dziecko Ojcu” – to wszystko przynależy z natury rzeczy do karmelitańskiego doświadczenia życia modlitwy.

W drodze ze św. Teresą od Jezusa

Dziecko, gdy pragnie się czegoś nauczyć, spontanicznie patrzy na swoich rodziców i zaczyna ich naśladować. Początkowo niezgrabnie i nieudolnie. Wspierany jednak troskliwą pomocą i wskazówkami, uczy się rzeczy nowej, zdobywa nową umiejętność życia. Mistrzem nie staje się już pierwszego dnia, ale powoli rozpoczyna i z cierpliwością uczy się. Ważne są wytrwałość i systematyczne przyswajanie sobie nowej sztuki. Jako dzieci Karmelu pragniemy zapatrzeć się dzisiaj na naszą matkę, św. Teresę od Jezusa. Na tę, która prowadzona przez Ducha mądrości, potrafiła odczytać znaki czasu, stając u narodzin nowej rodziny zakonnej we wspólnocie Kościoła powszechnego, Karmelu terezjańskiego zwanego również Karmelem bosym.

Pragniemy zobaczyć w naszej duchowej matce mistrzynię modlitwy. Teresa jednak nie jest – i musimy to sobie bardzo mocno uświadomić już na samym początku – profesorem naukowej dyscypliny, którą moglibyśmy nazwać oracjologią, czyli nauką o modlitwie. Teresa nie jest zza biurkowym teoretykiem modlitwy (oracjologiem), lecz życiowym praktykiem. Nie naucza nas z wysokości katedry, – choć jako Doktor Kościoła miałaby do tego pełne prawo – lecz z głębi osobistego doświadczenia. Teresa swojego magisterium o modlitwie nie realizuje w ściśle określonej szkole modlitwy, gdzie grzeczni i zdyscyplinowani uczniowie słuchają przynudzającego nauczyciela, który już od początku wykładu zagubił wątek tego, co naucza. Teresa uczy nas niejako w drodze, pośród niezliczonych codziennych spraw, pośród tego, co możemy nazwać szkołą życia. Święta dzieli się tym, co sama przeżywa i mówiąc o Bogu, budzi głód i pragnienie spotkania z Nim. To żywe doświadczenie modlitwy przenosi na papier, na karty swoich pism: Księgi życia, Drogi doskonałości, Twierdzy wewnętrznej, by wspomnieć tylko o tych najważniejszych i bezpośrednio odnoszących się do tematu modlitwy. W rzeczywistości bowiem Teresa zawsze pisze o modlitwie, bo zawsze pisze z perspektywy swojej bardzo osobistej relacji z Bogiem.

Definicja” modlitwy

By móc coś więcej powiedzieć o modlitwie w doświadczeniu św. Teresy i już na samym początku nie wejść na drogi, na których nigdy ona sama nie była, trzeba nam przyjrzeć się krytycznie, tzn. w konfrontacji z tekstem oryginalnym, temu, co zostało określone jako definicja modlitwy według naszej świętej Matki Założycielki. Samo słowo „definicja” używamy tutaj jedynie w cudzysłowie, bowiem nie jest to ściśle rzecz ujmując jasno sprecyzowana i nienaruszalna forma definicyjna. Wypadałoby tu bardziej mówić o opisaniu doświadczenia modlitwy, które jest udziałem św. Teresy. Sama to podkreśla, pisząc: „Modlitwa według mnie nie jest niczym innym…”, a kilka chwil wcześniej: „To tylko mogę powiedzieć, o czym wiem z własnego doświadczenia”. Jesteśmy oczywiście w Księdze Życia w rozdziale 8, punkcie 5. Co św. Teresa pragnie nam przekazać opisując własne, bardzo osobiste, doświadczenie modlitwy? Fragment ten w tradycyjnym tłumaczeniu bpa Henryka Piotra Kossowskiego z końca XIX w. brzmi następująco: „Modlitwa bowiem wewnętrzna nie jest to, zdaniem moim, nic innego, jeno poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie i wylana, po wiele razy powtarzana rozmowa z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje” (Ż 8,5). Jak to zdanie zostało przetłumaczone w nowej krytycznej edycji wydawnictwa Flos Carmeli (Księga mojego życia, Poznań 2008)? Tłumacz zdecydował się na następującą wersję: „Modlitwa myślna nie jest niczym innym – moim zdaniem – jak nawiązywaniem przyjaźni, podejmując wielokrotnie nawiązywanie jej sam na sam z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje”. Tłumaczenie jest całkiem poprawne, ale moim zdaniem zbyt dosłowne i przez to za bardzo techniczne. Straciło w porównaniu do wcześniejszego piękno wyrazu. Jedno jednak trzeba podkreślić z całą mocą: terezjańska definicja modlitwy została oczyszczona z piętna rozmowy („po wiele razy powtarzana rozmowa”). Św. Teresa o rozmowie bowiem w tym miejscu nic nie mówi. Nie w rozmowie upatruje istotę modlitwy. Nie w sile słów. Od razu niejako ustrzega nas przed pójściem drogą gadatliwości i wielomówstwa na modlitwie (por. Mt 6,7). To droga dla nas niebezpieczna, bo w naszych rękach, a precyzyjniej w słowach, składa kontrolę nad relacją z Bogiem. Milczenie przed Panem wybija nas z panowania nad nami samymi i pozwala Jemu przejmować stopniowo kontrolę nad naszym sercem i życiem. Co więc Teresa o modlitwie mówi? W jej rodzimym języku kastylijskim brzmi to następująco: „Que no es otra cosa oración mental, a mi parecer, sino tratar de amistad, estando muchas veces tratando a solas con quien sabemos nos Ama”. Jak to przetłumaczyć? Proponuję poniższy przekład: „Modlitwa myślna, według mnie, nie jest niczym innym jak relacją przyjaźni, wiernym trwaniem na samotności z Tym, o którym wiemy, że nas kocha”.

Tratar de amistad – relacja przyjaźni

Pierwszy akcent w takim oddaniu myśli św. Teresy pada na relację przyjaźni. Tę relację można jeszcze trafniej i wierniej oddać jako „utrzymywanie z kimś kontaktów” (a to nie takie proste) lub, co jest chyba sednem doświadczenia Teresy, „bycie w stosunku przyjaźni do kogoś” (czyli, że trzeba wytrwać i nie wystarczy tylko początkowy zachwyt). Ze strony Boga można oddać hiszpańskie wyrażenie tratar de amistad jako traktowanie człowieka z przyjaźnią, obchodzenie się z nim po przyjacielsku. Jakiekolwiek by nie były poszukiwania, jak najbardziej trafnego polskiego odpowiednika, jedna rzecz jawi nam się bezsprzecznie i niepodważalnie. Kluczem do zrozumienia terezjańskiej pedagogii modlitwy jest przyjaźń. A ona nie jest rzeczywistością statyczną (nie wystarczy ją tylko zawrzeć i... na tym poprzestać), ale bardzo dynamiczną (trzeba o nią nieustannie troszczyć się, a często po prostu walczyć w pocie czoła). W tekście, który otacza „definicję” modlitwy, jeszcze kilkakrotnie znajdziemy odwołanie do przyjaźni. Oto te fragmenty: „Boga nikt jeszcze nie obrał sobie za przyjaciela, by On mu za to nie odpłacił (…). Prawda, że ty Go może nie miłujesz. W istocie bowiem do prawdziwej miłości i do trwałej przyjaźni potrzeba, aby z obu stron równe było usposobienie i warunki; ze strony Pana wiemy, że nie może tu nie dostawać niczego”lecz Teresa pociesza, by się tą nierównością w miłości i przyjaźni nie zrażać i – „pomnąc jak wiele tobie zależy na przyjaźni Boga i jak wielce On ciebie miłuje, przemagaj samego siebie i znoś tę ciężkość, jaką ci sprawuje dłuższe obcowanie z Tym, który jest tak różny od Ciebie” (Ż 8,5) I trochę dalej pozostawi nam piękne wezwanie do Boga (pkt 6), którą przytaczamy w całości: „O nieskończona dobroć mojego Boga, przecież w tym, co powiedziałam, widzę jakby naocznie wierny obraz Twojego postępowania ze mną i mojego zachowania się względem Ciebie! O rozkoszy aniołów, gdy na ten obraz patrzę, z radości rozpłynęłabym się w miłości! Prawdziwie, więc Ty znosisz tego, który znieść nie może, byś Ty z nim mieszkał! O jaki to z Ciebie dobry przyjaciel, Panie mój, jakże go [tzn. człowieka] obsypujesz darami swojej miłości, znosisz go i czekasz czy w końcu nie podźwignie się do wysokości Twojej, a tymczasem tak cierpliwie znosisz niskość jego! Zaliczasz mu w zasługę, Panie mój, krótką chwilę, którą poświęci Twojej miłości i za jeden moment skruchy zapominasz to, czym Ciebie obraził. Jasno to poznałam na samej sobie, Stworzycielu mój, i nie rozumiem, dlaczego cały świat nie stara się o złączenie się z Tobą tak ścisłą, poufną przyjaźnią”.

Dygresja o sposobie pisania Świętej

Zanim jeszcze bardziej zagłębimy się w temat bosko-ludzkiej przyjaźni, zwróćmy uwagę na inny charakterystyczny element terezjańskiej pedagogii modlitwy: sposób pisania św. Teresy. Święta o modlitwie pisze i jednocześnie modli się. Czyni tak, jak dobry instruktor pływania, który nie wykłada tej umiejętności w auli uniwersyteckiej, tylko zabiera ucznia nad wodę. Sam do niej skacze, aby na własnym przykładzie pokazać techniki pływania i powoli w tę wodę wprowadzić swojego ucznia. Uczeń patrząc na mistrza przekonuje się, że można nauczyć się pływać i nie bać się nawet najgłębszej głębi. Podobnie św. Teresa. Pisze nam o modlitwie, przywołuje różne przykłady, by nam tę rzeczywistość modlitwy lepiej zobrazować. Pomyślmy tu np. o czterech rodzajach podlewania ogrodu (Ż 11), które to sposoby pomagają nam zrozumieć lepiej proces modlitwy: od jej mozolnych i trudnych początków (ciągnięcie wody ze studni) aż do zalewu Bożą obecnością (obfity i całkowicie niezależny od nas opad ulewnego deszczu). Już wspomnieliśmy, iż jej nauczanie sztuki modlitwy wypływa z osobistego doświadczenia. To prawda, ale strony pism terezjańskich są również miejscem, gdzie Święta się modli. Czytelnik staje się, nawet tego nie zauważając, świadkiem modlitwy samej Teresy. Zaczyna słyszeć ów dialog miłości, który toczy się między dwojgiem przyjaciół: Bogiem i Teresą. Byliśmy tego świadkami przed chwilą. Teresa mówiła nam, iż modlitwa jest dla niej relacją przyjaźni i kilka zdań dalej modlitewnie wołała do Boga: „O jaki to z Ciebie dobry przyjaciel, Panie mój”.

Modlitwa kierowana bezpośrednio do Boga wkracza w pisma św. Teresy nie jako literackie upiększenie tekstu lub próba ubogacenia go duchowymi treściami. Ona wkracza w nie jako czynnik determinujący i przekształca jej sposób mówienia o modlitwie. Tok narracji Teresa przemienia w środek umożliwiający czytelnikowi kontakt z jej modlitwą. Celowo wprowadza go w świat swojego dialogu z Bogiem. Ten dialog jest prosty i szczery, wolny od wyrafinowanej złożoności, a dokonuje się w obecności czytelnika. Wszystko to sprawia, że czytający nie może dłużej pozostać w postawie biernego świadka. Nie ma już miejsca na brak zainteresowania i obojętność. Ten dialog dąży do porwania czytelnika, do włączenia go w tę rozmowę. Teresa pragnie wprowadzić tego, kto będzie czytał jej słowa, w przestrzeń obecności Boga. Pragnie, aby niesiony jej słowami i prowadzony jej sposobem modlitwy, sam stanął w obecności głównego bohatera dzieł Świętej tj. samego Boga.

W kluczu przyjaźni, czyli w prawdzie

A wszystko to dzieje się w kluczu przyjaźni. Teresa wie, że o przyjaźni nie wystarczy tylko mówić i pisać, ale o wiele ważniejsze jest jej urzeczywistnianie, stawanie się przyjaciółmi. Dlatego też przyjaźń daje św. Teresie klucz nie tylko do zrozumienia modlitwy, ale także do zrozumienia życia. Teresa nie tylko jest na modlitwie przyjacielem Boga. Przyjaźń przekracza czasowe ramy modlitwy i staje się sensem jej życia i działania. Święta jest przekonana, że wygrała decydującą rozgrywkę o życie w momencie, gdy stało się ono życiem modlitwy, nieustannym i wyrażanym na wiele sposobów przeżywaniem relacji przyjaźni z Bogiem (tratar de amistad). Przyjaźń bowiem nakazuje całkowitą obecność, całkowite otwarcie się na drugą osobę, z tym wszystkim, co wnosi się ze sobą. Przed przyjacielem trzeba stanąć w nagiej prawdzie, całej prawdzie! Nie ma sensu ukrywania czegokolwiek, zakładania maski, strojenia odpowiednich min do sytuacji. Przyjaciela nie pozyskuje się pięknymi słówkami albo milusińskimi uśmieszkami. W Księdze życia, już na samym początku wykładu o modlitwie dla początkujących, Teresa uświadamia czytelnika w zdecydowanych słowach o konieczności prawdy w relacji z Bogiem: „Duchowość, nie budowana na prawdzie, lepiej byłoby, by wcale nie wszczynała modlitwy wewnętrznej (...). Od czczych, bezmyślnych dewocji zachowaj nas, Boże” (Ż 13,16). O, tak! Zachowaj nas, Boże!

W powyższym stwierdzeniu streszczają się doświadczenie i przekonania św. Teresy. Prawda, o której mówi, jest Osobą: „Chodzić w prawdzie w obliczu samejże Prawdy” (Ż 40,3). Nie wolno nam zakłamać swojej postawy przed Bogiem i wobec Boga. Relacja przyjaźni (z każdym, a z Bogiem przede wszystkim!) domaga się prawdy i szczerości aż do bólu. I tym samym dotykamy kolejnego bardzo istotnego elementu bogatej pedagogii modlitwy terezjańskiej. Fundamentem, na którym buduje się całe życie duchowe (tzn. życie w ogóle), jest pokora, czyli – jak to rozumie sama Święta – chodzenie w prawdzie: przed Bogiem, wobec samego siebie i wobec drugiego człowieka. Możemy sparafrazować słowa Chrystusa i powiedzieć, iż szybciej przejdzie wielbłąd przez ucho igielne niż człowiek fałszywy wejdzie na drogę autentycznej modlitwy (i miłości!). Można oczywiście zawsze pozostać modlącym się faryzeuszem, ale to nie rozwiązanie dla Teresy, która chyba niczego tak gorąco nie nienawidziła jak faryzeizmu i hipokryzji. I mam nadzieję, że i nas „duchowy postęp” na drodze modlitewnego faryzeizmu i czczej bezmyślnej dewocji nie interesuje.

Jeśli cenimy sobie prawdę w pokorze, to posłuchajmy na nowo św. Teresy: „Cała bowiem ta duchowa budowa stoi – jak wam mówiłam – na fundamencie pokory; kto nie założył w sobie naprawdę tego fundamentu, temu Pan nie pozwoli wznieść się wysoko, dla własnego nawet dobra jego, bo tym głębszy byłby z takiej wysokości budowy upadek. Jeśli więc chcecie, siostry, aby dobry był i mocny wasz fundament, starajcie się każda być najmniejszą, niewolnicą wszystkich, pilnie upatrując, jak i czym mogłybyście jedne drugim zrobić przyjemność czy oddać jaką usługę. Cokolwiek uczynicie w tym duchu, więcej uczynicie dla siebie samych niż dla innych, mocne przez to i trwałe kamienie kładąc w wasz fundament, aby wam się twierdza wasza nie zawaliła”(TW VII 4,8).

Miłość, oderwanie i pokora

Jeśli rozpoczęliśmy już mówić o pokorze jako fundamencie modlitwy, to trzeba powiedzieć jeszcze o dwóch innych elementach, bez których budowanie gmachu życia duchowego byłoby łudzeniem i oszukiwaniem siebie. W Drodze doskonałości – dziele przeznaczonym dla młodych, początkujących w modlitwie karmelitanek – Święta wyjaśnia kilka ważnych rzeczy: „Prosiłyście właśnie, bym wam co powiedziała o modlitwie. Uczynię zadość żądaniu waszemu, ale w nagrodę proszę was, byście to, co tu powiem, często odczytywały i z ochotną wolą spełniały. Nim jednak zacznę mówić o tym, co należy do życia wewnętrznego, to jest o modlitwie, chcę pierwej dotknąć pewnych rzeczy, których koniecznie przestrzegać powinni wszyscy pragnący oddawać się modlitwie (…) Trzy rzeczy tylko szerzej tu objaśnię, bo niezmiernie wiele na tym zależy, byśmy dobrze zrozumiały, jak bardzo nam potrzebne jest ich przestrzeganie; byśmy w ten sposób mogły cieszyć się tym pokojem, wewnętrznym i zewnętrznym, który nam Pan nasz tak usilnie zaleca. Pierwszą z tych trzech rzeczy jest: miłość obopólna między nami; drugą: zupełne oderwanie się od wszystkich rzeczy stworzonych; trzecią: prawdziwa pokora, która, choć ją wymieniam na końcu, jest przecie główną i inne w sobie zamyka”(DD 4,3-4).

Po pierwsze miłość. Modlitwy nie można wyrwać z kontekstu życia, uczynić z niej odizolowanej wyspy, na którą odpływam w wyznaczonym terminie. Spędzam na niej miło czas na duchowych pogaduszkach z Panem Bogiem, strojąc przy tym piękne minki i starannie dobranymi słówkami zapewniając Go o swojej do Niego i do wszystkich bez wyjątku ludzi miłości (o ile nie staną na drodze mojego życia). Ale czas modlitwy się kończy. Wsiadam do łódki, opuszczam wyspę i wracam na rzeczywisty, stały ląd, a tam... życie toczy się swoim, jakże różnym od modlitewnego, biegiem. W celu uniknięcia życiowego dualizmu Teresa zaczyna wykład o modlitwie od formacji oranta w cnotach chrześcijańskich, bowiem to właśnie przez nie wyraża się praktyka życia człowieka wierzącego. Św. Teresa mówi przede wszystkim o wzajemnej miłości w myśl zasady, którą trzeba nam dobrze sobie przyswoić: miłość i modlitwa są ze sobą istotowo i nierozerwalnie powiązane. Modlitwa jest wyrazem miłości, a miłość coraz dojrzalsza jest owocem modlitwy. Modlisz się, to znaczy kochasz. Postępujesz na drodze modlitwy, to znaczy postępujesz na drodze miłości. Ludzi, których spotykasz na co dzień, nie interesuje, ile czasu spędzasz na modlitwie, ale czy i jakbardzo kochasz. Oni to odkryją w twojej postawie. Łatwo rozszyfrują i zdemaskują modlitewno-życiowego faryzeusza.

Druga sprawa to zupełne oderwanie się od wszystkich rzeczy stworzonych, a to ściśle wiąże się z relacją przyjaźni z Bogiem. Trzeba usunąć to wszystko, co tej przyjaźni szkodzi i uniemożliwia jej wzrost. I tutaj kryje się terezjańska asceza. Nie chodzi o wyrzeczenie dla wyrzeczenia, dla umartwienia swego grzesznego i złego ciała. Ale chodzi o to, by stawać się bardziej przyjacielem Boga, o ile oczywiście nam na tej przyjaźni zależy. Jeśli nas to nie obchodzi, to jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy (por. 1 Kor 15,32). O trzeciej rzeczy tj. o pokorze wspomnieliśmy już wystarczająco w naszych rozważaniach.

I patrzeć, i oglądać Go...

Miłość, oderwanie, pokora. Bez nich relacja przyjaźni z Bogiem jest ułudą. Ale jest jeszcze coś pierwotniejszego. Przyjaźń, czyli modlitwa rodzi się w spotkaniu. Szczęśliwym jest ten, kto patrzy na przyjaciela, kto słyszy jego głos, kto czuje bliskość jego obecności... Gdzie szukać, gdzie odnaleźć, gdzie zobaczyć Boskiego Przyjaciela? Posłuchajmy naszej świętej Mistrzyni: „Wiecie, że Bóg jest wszędzie; jasną zaś i niewątpliwą jest prawdą, że gdzie jest król, tam jest i dwór jego, więc gdzie jest Bóg, tam jest i niebo. Możecie zatem bez żadnej wątpliwości wierzyć, że gdziekolwiek jest Boski Majestat Jego, tam jest i wszystka chwała Jego. Święty Augustyn powiada, że szukał Boga wszędy wkoło siebie, aż wreszcie znalazł Go w samym sobie. Czy mały to będzie, sądzicie, dla duszy roztargnionej pożytek, gdy zrozumie tę prawdę i przekona się, że na to, aby mogła rozmawiać z Boskim Ojcem swoim i cieszyć się obecnością Jego, nie ma potrzeby wzlatywać aż do nieba ani modlić się głośno? On bowiem tak blisko jest, że i bez głosu ją usłyszy; nie potrzeba jej skrzydeł, aby latała szukając Go, ale dość jej udać się na samotność i patrzeć, i oglądać Go obecnego we własnym jej wnętrzu”(DD 28,2).

Kto pragnie głębi życia modlitwy, musi obrać kurs ku głębi własnego serca. Życie duchowe jest podróżą w głąb najintymniejszej komnaty naszego serca, gdzie mieszkanie swoje obrał sam Król (por. TW I 1,1). Tylko determinacja w szukaniu Tego, który jest w nas obecny i który pragnie naszej obecności, pozwoli nam wejść w rzeczywistość modlitwy. Św. Teresa jako mistrzyni modlitwy i przyjaciółka Boga, chce tak naprawdę dać nam jedną (ale jakże arcyważną!) wskazówkę: „Patrzcie, na Tego, który patrzy na was!” Kto trwa w spojrzeniu boskiego Przyjaciela, pozwala się owładnąć Jego miłości, rozpala się żarem Ducha i zawierza się jak dziecko sercu Ojcu. Kto trwa w spojrzeniu Umiłowanego, prawdziwie żyje!

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates