Rozważania na XIX Niedzielę Zwykłą - 13.08.2017

 

   

     Fragment książki Joyce Rupp - "Modlitwa osobista" -  wydanej  przez  Wydawnictwo WAM - 2009: 

 

  DUCHOWA PRZEMIANA 

 

   "Nie sądzę, bym mogła kiedykolwiek zostać przemieniona" - wyrzuciła z  siebie kobieta, która regularnie przychodziła po duchowe pokierowanie.  Doceniałam jej szczerość, ale uwaga ta mocno mnie zdziwiła. Kiedy  słuchałam dalej, odkryłam, że uważała duchową przemianę za zbyt  szlachetne przedsięwzięcie i będące poza jej zasięgiem. Zachęciłam ją, żeby  zrobiła przegląd wyborów dokonywanych przez nią każdego dnia i żeby  zauważyła, jak upodabniają ją one do Chrystusa. Robiąc to, miała zobaczyć  swoją historię przemiany. Dzięki tej radzie uświadomiła sobie, że w życiu jest  oddaną sługą, wierną małżonką, kochającą matką, osobą codziennie  medytującą i mocno zaangażowaną w szerzenie sprawiedliwości na świecie. Była naprawdę przemieniana w miłość dzień po dniu, lecz pozwoliła, by pozorny ogrom procesu przestraszył ją, doprowadzając do myślenia, że przemiana nie jest dla niej możliwa.

 

  Może Apostołowie również kwestionowali, czy mogą zostać duchowo przemienieni, gdy Zmartwychwstały Chrystus rozesłał ich z nakazem: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! (Mk 16,15). Wcześniej Jezus wydał podobne polecenie podczas swej działalności publicznej, kiedy mieli pójść przed Nim: Wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: (...) Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów (Łk 10,14a). Nalegając, by uczniowie prowadzili proste życie, Jezus radził im, żeby cały czas skupiali się na prawdziwym celu swojej podróży i nie dali się rozproszyć ani zaabsorbować niczemu, poza przesłaniem dobrej Nowiny. Mówił im właściwie: "Pamiętajcie wszystko, co wam powiedziałem o dobroci, nieosądzaniu, miłosierdziu, przebaczeniu i sprawiedliwości dla wszystkich. Idźcie, bądźcie osobami wielkiej miłości. Uczcie tej miłości nie tylko przez to, co mówicie, lecz przez to, jak żyjecie".

 

  Żyć jak apostoł wielkiej miłości to, oczywiście, onieśmielające wyzwanie. Stawanie się coraz bardziej podobnym do Chrystusa pociąga za sobą czasem żmudny i powolny proces. Obyśmy nie poddawali się zwątpieniu, kiedy niewiele zdaje się wskazywać na nasze pragnienie, by być przemienianymi w miłość. Niezależnie od tego, jak ubodzy czujemy się wewnętrznie, zawsze coś możemy dać innym. Studnia Bożej miłości w nas nigdy nie wysycha. Duchowy pokarm z tej studni napełnia nasze serca i zawiera dobroć, którą dzielimy się, kiedy wykorzystujemy swoje dary na rzecz przemiany świata.

 

  Przemiana to nie zawsze przyjemny proces. Podróż modlitwy bywa niekiedy kłopotliwa, trudna i bezlitosna, gdy Duch Święty ściga nas powołaniem, byśmy byli osobami, jakimi zostaliśmy stworzeni. Poprzez codzienne porozumiewanie się z Bogiem wzmacniana jest i na nowo pobudzana nasza zdolność wnoszenia miłości Chrystusa do każdej dziedziny życia. Dzięki modlitwie możemy prowadzić życie świadome celu, które opisuje Linda McNamar:

 

 

 

  Rozwijanie poczucia osobistego nadrzędnego celu i dochowywanie wierności naszym najważniejszym wartościom pozwala widzieć nasze życie w szerszym kontekście... Prowadząc życie świadome celu, rozpoznajemy, iż nasza kariera zawodowa to coś więcej niż tylko praca dla pensji, a nasze więzi z innymi to coś więcej niż samo przebywanie razem. W każdej sytuacji znajduje się coś wartościowego dla nas, czego możemy się nauczyć. Każdy dzień stanowi początek w wybranej przez nas pracy i każdego dnia możemy zostać odnowieni. Każdego dnia możemy zapytać samych siebie, czy tam, gdzie się właśnie znajdujemy, żyjemy zgodnie ze swoim najwyższym celem. Odpowiedź na to pytanie powie nam, czy zostać, czy odejść. Wizja i cel nadrzędny nie pochodzą z tego, co robimy, lecz jak robimy. Wspaniałość Ducha może przez nas zostać wyrażona w każdej sytuacji.

 

 

 

  O wszystkim przesądza to, jak podchodzimy do Boga, życia i modlitwy. Niedawno dostałam list od czytelniczki na temat jednej z moich publikacji. Zauważyła ona: "Przyznajesz się do tego, że jesteś mniej doskonała, masz wątpliwości, mówisz niemiłe rzeczy, przyznajesz się także do dłuższych okresów ciemności w duszy. Dzięki swojej gotowości otwarcia się na publiczną ocenę umożliwiłaś mi spojrzenie w samą siebie z większą cierpliwością, przebaczeniem i mniejszym potępieniem... Właśnie obchodziłam siedemdziesiąte pierwsze urodziny... Nadal się uczę, dalej wzrastam i po prostu staję się lepsza przez cały czas". Podoba mi się ten list, nie tyle z powodu osobistej pochwały wobec mnie, lecz entuzjastycznego zgodzenia się z wciąż rozwijającą się więzią z Bogiem. Modlitwa nigdy się nie kończy. Nasz wzrost nigdy nie jest ukończony. Rozdawanie naszej dobroci nigdy nie zostanie wypełnione. Nasza podróż ze Świętym wciąż trwa i trwa.

 

 

 

  Kiedy benedyktyn Bede Griffiths nauczał na temat medytacji i życia, zapytał: "Co możemy zrobić?". Sam podał odpowiedź: "Możemy być znakiem. Cokolwiek się wydarza, stawajmy się znakiem Boskiej radości i źródłem Bożej miłości". Griffiths wiedział z własnego doświadczenia, że ostatecznym celem modlitwy jest dzielenie się taką miłością, która promieniuje Boskim blaskiem.

 

 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates