Dr Danuta Piekarz

 

Najdziwniejsze strony Ewangelii

 

Chyba nawet najbardziej uduchowiony czytelnik Ewangelii, rozważający nabożnie jej treść, odczuwa pewną konsternację wobec rodowodów Chrystusa, znajdujących się na samym początku Ewangelii św. Mateusza oraz w 3 rozdziale Ewangelii św. Łukasza (począwszy od wersetu 23). Bowiem jaki pożytek duchowy ma zaczerpnąć z tego, że „Jechoniasz był ojcem Salatiela, Salatiel ojcem Zorobabela...” itd.? Owszem, ci, którzy bardzo dobrze znają Pismo Święte, mogą przypomnieć sobie, co wiedzą o poszczególnych postaciach, ale nawet ta metoda nie jest w pełni zadowalająca, bo o wielu osobach z rodowodu nie wiemy zupełnie nic (mówiąc dokładniej: w Starym Testamencie znajdziemy informacje o bohaterach rodowodu od Abrahama do Zorobabela, dalsze postaci aż do Józefa nie są nam znane).

Warto jednak przyjrzeć się tym dziwnym stronom Ewangelii, by zrozumieć ich sens. Przede wszystkim czemu służy taka długa lista pokoleń? Zróbmy eksperyment zaproponowany przez pewnego profesora: przypomnijmy sobie imiona naszych dziadków... następnie pradziadków... prapradziadków... Widzimy, że nasza pamięć bardzo szybko się zatrzyma. Nie znamy historii naszej rodziny, nie potrafimy wymienić imion naszych przodków, także tych całkiem bliskich! Można by powiedzieć: jesteśmy słabo zakorzenieni w historii, nawet – a może zwłaszcza – tej osobistej. A dla ludzi Biblii była ona bardzo ważna, bo stanowiła fundament świadomości narodu jako potomków dwunastu synów Jakuba, z których rozwinął się naród wybrany. Każdy Izraelita wiedział, do którego pokolenia należy; było to istotne zwłaszcza w czasach przesiedleń, wygnania... Przynależność do konkretnego rodu stanowiła fundament jedności Izraela rozproszonego wśród różnych narodów. Nawiasem mówiąc, jeszcze dziś wielu Żydów potrafi powiedzieć, z którego pokolenia Jakuba się wywodzi; jest to istotne zwłaszcza w przypadku potomków Lewiego, czyli rodu kapłańskiego.

Zajrzyjmy więc do Ewangelii św. Mateusza. Pierwsze jej wyrażenie, które my tłumaczymy jako „rodowód”, brzmi dosłownie: „księga początków”. Uważny czytelnik zaraz zauważy, że przecież „początek” to pierwsze słowo Księgi Rodzaju (dosłownie właśnie Księgi Początku – Genesis!). Co więcej, także dwie inne Ewangelie zaczynają się od pewnej aluzji do pierwszej stronicy Biblii: Marek zacznie od „Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie”, a Jan od słynnego „Na początku było Słowo”. Ewangeliści sugerują nam zatem, że przez Jezusa dokonuje się nowe stworzenie, zaczyna się zupełnie nowa epoka.

Aby jednak zrozumieć rodowód zapisany w Ewangelii św. Mateusza, trzeba pamiętać, że ewangelista pisze przede wszystkim do wiernych pochodzących z judaizmu, do ludzi, którzy żyli dotąd w oczekiwaniu na obiecanego Potomka Dawida, wielkiego Króla, który zaprowadzi sprawiedliwość, czyli Mesjasza. Mateusz chce udowodnić czytelnikom, że Jezus jest spełnieniem tych oczekiwań i zaczyna od fundamentalnej kwestii: od wykazania, że Jezus jest rzeczywiście potomkiem króla Dawida, bowiem gdyby nim nie był, nie mógłby zrealizować obietnic związanych z tą dynastią (por. 2 Sm 7,12nn). Mateusz nie ogranicza się jednak do wykazania więzi pomiędzy Dawidem a Jezusem: prowadzi rodowód aż do Abrahama, ojca narodu wybranego. To Abrahamowi bowiem Bóg obiecał, że jego potomstwo będzie, jak gwiazdy na niebie i że przez niego otrzymają błogosławieństwo wszystkie ludy ziemi. Widzimy więc, że perspektywa rozszerza się także na inne narody: Jezus jest także spełnieniem obietnic dotyczących innych ludów. Ponadto wyliczając potomków Abrahama, dobrze znanych nam z Księgi Rodzaju, Mateusz sytuuje dzieje Jezusa na linii wielkiej historii Izraela, wskazując, jak zmierzała ona ku Niemu i jak Go zapowiadała (warto przypomnieć słowa Melitona z Sardes o Jezusie: „w Izaaku związany, w Józefie sprzedany...”).

Mateusz ciekawie dzieli rodowód: na trzy grupy liczące po czternaście pokoleń, a granicami są fundamentalne wydarzenia z dziejów Izraela: panowanie Dawida (X w. przed Chr.) i wygnanie babilońskie (VI w. przed Chr.) Dlaczego czternaście? Istnieją różne hipotezy na temat tej liczby, ale jedna wydaje się bardzo ciekawa. Otóż w starożytnym Izraelu nie znano cyfr, natomiast zapisywano liczby za pomocą liter, poszczególne litery miały określoną wartość liczbową. I gdybyśmy zapisali imię Dawida, pamiętając, że w j. hebrajskim zapisywano pierwotnie tylko spółgłoski, okazałoby się, że DWD ma wartość 4+6+4, czyli właśnie 14! Skoro więc do Jezusa prowadzą trzy czternastki, można by wnioskować, że jest On trzykrotnym (albo raczej tysiąc... krotnym) spełnieniem tego, co w nadziejach Izraela wiązało się z imieniem Dawida. Inni z kolei tłumaczą, że rodowód składa się z sześciu siódemek (liczb oznaczających pełnię), a Jezus inauguruje właściwą pełnię, siódmą siódemkę.

Inną zdumiewającą cechą tego rodowodu jest obecność w nim kilku kobiet. Zazwyczaj w rodowodach podawano jedynie imiona ojców (tak też będzie w rodowodzie zapisanym przez św. Łukasza). Tu jednak są... i to jakie! Oczywiście, na końcu czytamy o tej Najpiękniejszej, o Maryi, ale wcześniej w rodowodzie pojawia się Tamar, która uwiodła własnego teścia, by doczekać się potomstwa (pamiętajmy jednak, że w kulturze, z której się wywodziła, takie praktyki były akceptowane!), nierządnica Rachab, dobra i wierna Rut, ale wywodząca się z narodu znienawidzonych Moabitów, żona Uriasza, którą król Dawid sprowadził do pałacu, a gdy dowiedział się o jej brzemienności, wysłał na śmierć jej męża, by zataić grzech... Czy nie za dużo problemów, jak na ziemski rodowód Syna Bożego?! A jednak Jezus wszedł właśnie w taką historię, nie szukał idealnej rodziny, bo by jej nie znalazł. Jakże to pocieszające dla nas, gdy czasem z bólem i niepokojem myślimy o niektórych członkach naszej rodziny, o przodkach... Warto wtedy przeczytać jeszcze raz rodowód Jezusa, by zrozumieć, że nawet poprzez najboleśniejsze wydarzenia Bóg potrafi prowadzić historię i wydobywać z niej dobro.

Komentatorzy nieraz zastanawiali się, dlaczego Mateusz wymienia właśnie te kobiety. Jedni podkreślali, jak mówiliśmy, że niektóre z nich są grzesznicami... ale nie wszystkie! Inni zauważali, że pochodzą one z obcych narodów, zatem również ta obecność kobiet wskazywałaby na uniwersalność misji Jezusa... ale znów: nie wszystkie, bo przecież Maryja nie była cudzoziemką. Obecnie zauważa się często, że te kobiety łączy pewna niezwykłość jakiegoś aspektu ich małżeństwa czy macierzyństwa, a wtedy można by zrozumieć obecność w ich gronie Maryi, dziewiczej Matki.

Dziewicze narodziny Jezusa są zaznaczone przez Mateusza w bardzo ciekawy sposób: przez cały rodowód powtarza się struktura „X był ojcem Y” (a dosłownie zrodził, bo użyty tu czasownik może też oznaczać udział mężczyzny w przekazaniu życia), natomiast na końcu rodowodu formuła się zmienia: „Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się (dosł. został zrodzony) Jezus zwany Chrystusem”. Zatem Józef nie jest biologicznym ojcem Jezusa, Jezus „został zrodzony” z Maryi, a użyta strona bierna sugeruje tu działanie Tego, którego Imienia nie wypowiadano, czyli samego Boga.

Jednak mimo, że Jezus nie jest synem Józefa, jest to Jego rodowód, gdyż uznanie dziecka jako swoje (a wiemy, że Jezusa nazywano „synem Józefa”), niezależnie od biologicznego ojcostwa, powodowało włączenie noworodka we własną rodzinę.

Przejdźmy teraz do Ewangelii św. Łukasza, która umieszcza rodowód w innym kontekście: nie na początku, lecz gdy Jezus ma „około lat trzydziestu” i zaczyna swą misję. Układ tego rodowodu jest odwrotny: zaczyna się od Jezusa, by zejść aż do Adama. Oczywiście, nie łudźmy się, że będą tu wymienione wszystkie pokolenia, jest to pewien skrót, podobnie zresztą, jak u św. Mateusza. Dlaczego aż do Adama? Otóż Łukasz pisze swoją Ewangelię głównie do wiernych pochodzących z pogaństwa, zatem chce podkreślić nie tylko pochodzenie Jezusa od Dawida, ale zwłaszcza Jego pokrewieństwo z każdym człowiekiem jako potomkiem Adama. Pamiętajmy też, że św. Łukasz to współpracownik św. Pawła, który tak pięknie pisał o Chrystusie jako nowym Adamie: gdy przez pierwszego Adama przeszedł na wszystkich grzech i śmierć, przez nowego Adama przyszła tym większa łaska i życie (por. Rz 5). Paradoksalne jest zestawienie dwóch wyrażeń: Jezus, Syn Boży „był jak mniemano synem Józefa”, natomiast Adam jest nazwany „synem Bożym” (podobnie jak w kilku innych żydowskich pismach) jako ten, który został bezpośrednio stworzony przez Boga.

Zdaniem komentatorów 77 imion tego rodowodu jest nawiązaniem do judaistycznych wyobrażeń historii jako podzielonej dotąd na 11 okresów (tu każdy obejmuje 7 imion), a dwunasty okres przyniesie spełnienie Bożych obietnic. I oto ten czas nadchodzi wraz z Jezusem. Spójrzmy na imiona rodowodu, zaczynając od końca, by zachować porządek chronologiczny. Wiele imion od Adama do Abrahama znajdziemy w Księdze Rodzaju, często jednak są to tylko wzmianki w wykazach genealogicznych. Od Abrahama do Dawida rodowód u Łukasza odpowiada zasadniczo wersji Mateuszowej, choć pewne imiona są zapisane w nieco innym brzmieniu. Największa niespodzianka czeka nas jednak przy potomkach Dawida. Łukasz bowiem nie wymienia członków głównej linii królewskiej (Salomon, Roboam...), ale linii bocznej (Natan, Mattat...) Ta niezgodność między rodowodami trwa aż do ojca św. Józefa, który według Mateusza miał na imię Jakub, a według Łukasza, Heli.

Jak to wytłumaczyć? Komentatorzy podejmują różne próby, ale brakuje jak dotąd ostatecznego rozstrzygnięcia. Jedna z hipotez – moim zdaniem najciekawsza – wiąże się z przypuszczeniem, że Maryja nie miała braci, zatem w jej rodzinie brakowało męskiego potomka, który kontynuowałby linię rodową. W takich sytuacjach w chwili ślubu córki zięć był włączany prawnie do jej rodziny, by zachować ciągłość męskich potomków. Być może więc Mateuszowy rodowód podaje nam faktycznie przodków Józefa, a Łukaszowy rodowód przodków Maryi, którzy prawnie stali się przodkami Józefa, a to oznaczałoby, że Jezus pochodził z rodu Dawida zarówno ze strony Józefa (pod względem prawnym, nie biologicznym), jak i Maryi.

Oczywiście, to tylko hipoteza... Tak czy owak, trzeba pamiętać, że oba te rodowody wyjaśniają nam tylko połowicznie pochodzenie Jezusa, mówią one bowiem o Jego ludzkiej naturze. A wszyscy znamy też tę drugą część prawdy o Nim, którą wyznajemy w niedzielnym Credo: „Bóg z Boga, światłość ze światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego...” 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates