Danuta Piekarz

 

Pójdę za Tobą, ale…

 

 

  

„A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: «Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz!» Jezus mu odpowiedział: «Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć». Do innego rzekł: «Pójdź za Mną!» Ten zaś odpowiedział: «Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!» Odparł mu: «Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże!» Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu!»Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego»” (Łk 9,57-62, por. Mt 8,19-22).

Mniej więcej w środku działalności publicznej Jezusa dwaj ewangeliści, Mateusz i Łukasz, ukazują nam dialog Mistrza z trzema rozmówcami. Mimo, że tematem wszystkich rozmów jest pójście za Jezusem, nie są to typowe opisy powołania. Nie znamy ani imion tych mężczyzn, ani ich zawodów, ani nawet nie wiemy, w którym mieście spotkali Pana. Ważny jest natomiast ten szczegół, że Jezus jest w drodze; Łukasz podkreśla to wyraźnie, natomiast w wersji Mateuszowej Jezus zaraz wsiądzie do łodzi i odpłynie na drugą stronę jeziora. W Piśmie Świętym droga może mieć także znaczenie symboliczne: może oznaczać postępowanie człowieka, jego życiowe wybory. Na drodze życia trzech mężczyzn stanął Jezus: to spotkanie wymaga od nich pewnej decyzji, zwłaszcza, że skoro Jezus jest w drodze, może się okazać, że ta chwila jest niepowtarzalną szansą.

 Pierwszy rozmówca (według Mateusza jest to uczony w Piśmie), chce wyraźnie zostać uczniem Jezusa, bo taki sens ma jego propozycja: „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. Odpowiedź Jezusa nie jest bynajmniej zachęcająca, ale bardzo realistyczna: Mistrz z pełną szczerością informuje rozmówcę, iż warunki życia Jego uczniów różnią się od tych, w jakich najczęściej żyli ówcześni nauczyciele i ich uczniowie; co więcej, podczas gdy nawet zwierzęta mają swoje mieszkania, ten, kto chce towarzyszyć Jezusowi w Jego wędrownym życiu, musi podjąć ryzyko bezdomności... jeśli nawet nie dosłownej, materialnej, to niemal na pewno duchowej, gdyż decyzja o zostaniu uczniem Mistrza z Nazaretu prawie wszędzie spotyka się z oporem i sprzeciwem ze strony otoczenia. Kto chce iść za Jezusem, musi być przygotowany na niespodzianki, na ciągłe zmiany sytuacji; to nie jest droga dla „miłośników ciepłych kapci”. Jak podkreśla F. Mickiewicz, te słowa są ostrzeżeniem przez ewentualnym rozczarowaniem kogoś, kto bez głębszego przemyślenia chce wiązać życie z Jezusem. On sam ostrzegał też przed pochopną decyzją: „Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14,28.33).

Warto też podkreślić, że ten pierwszy rozmówca sam chce zostać uczniem Jezusa, jak zresztą działo się zazwyczaj w tamtej kulturze: uczeń wybierał sobie nauczyciela, którego chciał słuchać. W przypadku Jezusa jest jednak inaczej, co widać wyraźnie w Jego słowach wypowiedzianych w Wieczerniku: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” (J 15,16). To Jezus – wbrew zwyczajom – sam decyduje, kogo powoła.

 W Ewangelii św. Marka znajdziemy jeszcze jednego bohatera, który sam pragnął dołączyć do grona uczniów: to opętany z Gerazy, uwolniony przez Jezusa. „Gdy wsiadał do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł przy Nim zostać. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: Wracaj do domu, do swoich, i opowiedz im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą. Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus mu uczynił, a wszyscy się dziwili”. (Mk 5,18-20) Dlaczego Jezus odmawia? Bo ten poganin nie znalazłby zapewne posłuchu na ziemi Izraela, czekałoby go wiele rozczarowań, tymczasem „wśród swoich” może zdziałać wiele dobra, bo umie do nich trafić, jak zapewne nikt z Apostołów.

 Wróćmy jednak do głównego tematu naszych rozważań. Drugi rozmówca, który słyszy od Jezusa „Pójdź za Mną” (w wersji Łukaszowej zaraz na początku, a w Mateuszowej jako odpowiedź na jego prośbę), przedstawia Jezusowi bardzo logiczne zastrzeżenie: chciałby jeszcze pogrzebać swojego ojca. Sprawa oczywista i święta...a jednak... i on usłyszy radykalne wezwanie: „Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże”.

Szokujące jest nie tylko polecenie rezygnacji z udziału w pogrzebie, ale jeszcze bardziej – nazwanie „umarłymi” tych, którzy mają wykonać to smutne zadanie. Różnie interpretowano to dziwne określenie; najczęściej uważa się, że umarli to ci, którzy – przynajmniej na razie – nie otwarli się na słowo Jezusa. Przypomnijmy bowiem, że w Ewangeliach słowa „żywy” i „martwy” nabiera niekiedy specyficznego znaczenia. Dla Jezusa córka Jaira „nie umarła, tylko śpi”, podobnie „Łazarz zasnął”. Natomiast syn marnotrawny, który przecież chyba cieszył się niezłym zdrowiem na obcej ziemi, „był umarły, a ożył”. Bowiem największym dramatem jest odejście od Ojca, zerwanie więzi z Nim. Niektórzy komentatorzy inaczej interpretują słowa o „umarłych”: dostrzegają w tych słowach myśl. iż wezwani przez Jezusa powinni uznać za umarłe wszystko, co zostawili w świecie, bo w Jezusie otrzymują nowe życie.

Dlaczego jednak Jezus nie pozwolił temu człowiekowi pogrzebać swojego ojca? Jezus był w drodze, a w tamtych czasach uroczystości pogrzebowe trwały około tygodnia, gdyż krewni i przyjaciele odwiedzali rodzinę zmarłego; widzimy wyraźnie tę sytuację po śmierci Łazarza w J 11. Gdyby więc ten człowiek poszedł do domu i pozostał do końca uroczystości, po powrocie nie zastałby już Jezusa w tym miejscu. Niektórzy widzą też jeszcze inny sens słów powołanego człowieka: być może jego ojciec jeszcze nie umarł, lecz jest stary czy schorowany i syn wyraża gotowość pójścia za Jezusem po śmierci ojca. Nie można też wykluczyć, że ten człowiek mógł mieć braci, którzy mogli zorganizować ceremonię żałobną.

Nie można jednak wnioskować na podstawie tej sceny, iż Jezus w ogóle zabrania udziału w podobnych uroczystościach: mamy tu szczególną sytuację powołania do oddania całego siebie dla Królestwa, które jest ważniejsze od innych wartości. Czasem aby spełnić życiową misję, trzeba zrezygnować nawet z bardzo szlachetnych zwyczajów. Przypomnijmy sobie proroka Ezechiela, który miał zapowiadać nadchodzącą klęskę narodu w bardzo dziwny sposób: nie okazując żałoby po śmierci ukochanej żony. Ten zaskakujący gest proroka miał być jakby „krzykiem protestu” skierowanym do tych, którzy nie dostrzegali nadchodzącego strasznego zagrożenia.

Trzeci rozmówca Jezusa występuje jedynie w Ewangelii Łukaszowej, Mateusz o nim nie wspomina. „Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu. Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”. Odpowiedź Jezusa, która może wydawać się dziwna, jest wyraźnym nawiązaniem do wydarzenia dobrze znanego tradycji karmelitańskiej: powołania Elizeusza przez Eliasza (1 Krl 19). Elizeusz, jak wiadomo, orał ziemię, a gdy Eliasz narzucił na niego swój płaszcz, poprosił proroka, by mógł jeszcze pożegnać się z rodzicami. Na to Eliasz: „Idź i wracaj, bo po co ci to uczyniłem?” Najczęściej interpretuje się odpowiedź Eliasza jako zezwolenie i podkreśla się, że Jezus „podnosi poprzeczkę”: skoro On jest w drodze, a głoszenie Królestwa jest sprawą naglącą i najważniejszą, trzeba być gotowym natychmiast wyruszać na misję. Są jednak komentatorzy, którzy traktują pierwsze słowa Eliaszowej odpowiedzi (dosłownie: idź wracaj) jako zakaz odejścia, zatem ich sens byłby identyczny jak w Ewangelii. Dlaczego jednak Jezus mówi o odwracaniu się podczas orki? Trzeba pamiętać, że orka w tamtych realiach wymagała wielkiej uwagi, gdyż ziemia była twarda i kamienista. Jeśli oracz nie panował nad pługiem, tylko rozglądał się, jego praca przynosiła marne efekty. Skoro rozmówca Jezusa ma być „rolnikiem” na „glebie” Królestwa, musi skierować wszystkie siły i całą uwagę na tę pracę.

Trzech ludzi spotkało Jezusa i podjęło z Nim rozmowę na temat pójścia za Nim. Ciekawe, że w żadnym przypadku ewangeliści nie podają nam, jaką decyzję podjęli ostatecznie. Czy pierwszy z nich nie uląkł się trudów wędrówki z Jezusem? Czy drugi i trzeci uznali, że bycie z Jezusem jest ważniejsze nawet od więzi rodzinnych? Tego nie wiemy. Ewangeliści milczą... może celowo. Powiedzieliśmy na początku, że nie znamy imienia żadnego z tych rozmówców Jezusa. Może przez tę anonimowość i brak informacji o ostatecznej decyzji powołanych ewangeliści chcą, by każdy z nas postawił się w ich pozycji? Czy jestem gotów dla Jezusa zrezygnować z wygody, podjąć ryzyko niespodzianek życiowych, narazić się rodzinie i bliskim, gdy trzeba podjąć decyzje zgodne z wiernością Ewangelii?

To nie są tylko pytania sprzed 2000 lat. Może dziś te pytania są jeszcze bardziej aktualne niż wtedy.

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates