Dr Danuta Piekarz

 

Pilnuj swojej lampy!

 

 

 

Dziwna jest ta przypowieść o dziesięciu pannach. Komentatorzy najpierw uspokajają nas, że opisuje ona realia weselne tamtych czasów, po czym sami zaczynają głowić się nad różnymi szczegółami.

Nie zrozumiemy jednak tej przypowieści, jeśli nie wiemy, jak zawierano małżeństwo w Izraelu w czasach Chrystusa. Otóż dokonywało się to w dwóch etapach. Pierwszy moglibyśmy nazwać zaręczynami (najważniejszą kwestią była umowa pomiędzy rodzicami pary młodej), gdyby nie to, że pod względem prawnym miał on skutki małżeństwa: do zerwania tego związku był konieczny list rozwodowy, mimo że młodzi jeszcze nie mieszkali razem i nie żyli ze sobą. Po upływie pewnego czasu, mniej więcej roku, urządzano wielkie (tygodniowe!) wesele w domu rodziców pana młodego – lub w jego domu, jeśli mieszkał sam – uroczyście przeprowadzając pannę młodą, pod dach, pod którym miało odtąd upływać jej małżeńskie życie.

Jezus zaczyna swoją przypowieść, mówiąc o dziesięciu pannach, które wyszły na spotkanie oblubieńca. Gdzie one były? Gdyby czekały na niego w domu panny młodej, byłoby dziwne, że zaraz po przyjściu pana młodego „zamknięto drzwi” i zaczęło się wesele. Zatem wielu uważa, że panny czekały w domu – lub pod domem – pana młodego, który udał się po oblubienicę (zdaniem innych oblubienica już była u jego rodziców, a on miał nadejść z własnego domu). Miały wyjść mu na spotkanie, by stanowić orszak, który wprowadzi oblubieńca do domu weselnego. Zakładały widocznie, że może nadejść już po zmroku, skoro przyniosły lampy. Nie wiemy, czy były to lampki oliwne, czy specyficzne pochodnie – kawałki drewna, koniec których owijano kawałkami materiału namoczonymi w oliwie. W każdym razie na pewno były to takie lampy, do których była potrzebna oliwa.

Nikt chyba jednak nie przypuszczał, że nadejście pana młodego opóźni się tak bardzo, iż nawet przejęte swą rolą dziewczęta ze ślubnego orszaku zmorzy sen. Pan Jezus nie tłumaczy nam, dlaczego – rzecz chyba niezwykła – oczekiwanie przeciągnęło się aż do północy. Nie wiemy też, czyje wołanie „Oblubieniec nadchodzi” obudziło śpiące panny. Pięć z nich, roztropnie przygotowanych na dłuższe czekanie, dolało oliwy do lamp i poprawiło (lub wymieniło) ich knoty. Dla pozostałych było to jednak gorzkie przebudzenie. W ciemnej nocy odkryły, że brakuje im oliwy do lamp; nie przewidziały, że trzeba będzie tak długo czekać. Ich roztropniejsze koleżanki nie miały jednak zamiaru dzielić się z nimi swoją oliwą i można to łatwo zrozumieć: gdyby ostatecznie wszystkim zabrakło oliwy, powitanie pana młodego okazałoby się katastrofą. Odesłały ich więc do sprzedawców. Niektórzy widzieli w tym zdaniu czystą ironię, bo niby kto miałby sprzedawać oliwę w środku nocy? Inni jednak uważają za całkiem prawdopodobne, iż kupcy mogli liczyć na ewentualnych klientów, wiedząc, że w pobliżu zaczyna się wielkie wesele.

Pięć panien wyrusza więc, by kupić oliwę i wygląda na to, że z powodzeniem, skoro pojawią się ponownie pod koniec przypowieści. Natomiast pozostałe pięć dziewcząt wita oblubieńca, wprowadza go na ucztę weselną i drzwi zostają zamknięte. Dziwne jest to zakończenie przypowieści: spóźnione panny pukają do drzwi i słyszą od pana młodego „nie znam was!” Nie zgadza się to zbytnio ze wschodnimi zwyczajami weselnymi, gdzie nawet „przyjaciel przyjaciela” był miłym gościem i raczej nie zamykano drzwi dla przybyszów, chyba że na wielkich ucztach możnowładców, gdzie zapewne liczba zaproszonych gości była dokładnie określona. Dziwne jest też, że skoro dziewczęta czekały przed domem oblubieńca, prawdopodobnie były z nim umówione, więc musiał widzieć je wcześniej, a jednak odcina się od wszelkiej znajomości z pięcioma pannami.

Jezus nie przejmuje się tym, że pewne szczegóły nas dziwią, nie ma zamiaru ich tłumaczyć, bo nie taki jest jego cel. On opowiada przypowieść, zatem zadaniem czytelnika jest odgadnięcie jej głębszego sensu, przesłania, jakie autor ukrył w swoim opowiadaniu, niekoniecznie realnym pod każdym względem. Poważnym problemem dla dzisiejszego czytelnika jest ustalenie, w jakiej mierze należy traktować to opowiadanie jako czystą przypowieść (a zatem należało by uchwycić jej główne przesłanie, nie wchodząc w szczegóły), a w jakiej mierze jest to alegoria, w której każdy szczegół opowiadania ma swój odpowiednik „na innej płaszczyźnie”. Na przestrzeni dziejów próbowano niekiedy przesadnie alegoryzować tę przypowieść, usiłując identyfikować kupców, osobę wołającą „Oblubieniec nadchodzi” itd. Nie można przesadzać w tym kierunku, bo to zaprowadzi nas donikąd. Na pewno niektóre elementy tej przypowieści mają wymiar alegoryczny, ale nie można rozciągać takiej interpretacji na wszystkie drobiazgi.

Przede wszystkim odgadnijmy główne przesłanie przypowieści. Zdaniem komentatorów w pierwotnym kontekście, tzn. podczas działalności publicznej, Jezus chciał podkreślić, że mimo iż On zaprasza wszystkich do Królestwa Bożego, niektórzy z własnej winy nie wchodzą do niego. Jednak po wniebowstąpieniu Pańskim ta przypowieść szybko nabrała dodatkowego znaczenia: oczekiwanie na powrót Oblubieńca skojarzono z oczekiwaniem na powtórne przyjście Chrystusa, po którym zacznie się uczta w niebie. To oczekiwanie może okazać się dość długie, dlatego trzeba być przygotowanym na taką ewentualność i nie tracić gorliwości.

W średniowiecznych interpretacjach najczęściej utożsamiano oliwę z dobrymi uczynkami. Wydaje mi się jednak, że jest to zbyt wąskie rozumienie: przecież liczba dobrych uczynków nie „wypala się” z upływem czasu, a przed tym właśnie ostrzega nas Jezus. Może raczej trzeba tu widzieć szerzej jakość, autentyzm naszej wiary, z czym łączy się też wytrwałość wobec przeciwności, zdolność cierpliwego oczekiwania w duchowym mroku na radosne przyjście Pana.

Takiej próby nie przetrwa ten, czyja wiara jest jedynie grą pozorów, „odmawianiem paciorków”, bez potwierdzenia w codziennym życiu. Sam Jezus przestrzega przed tym niebezpieczeństwem, podając nawet szczególnie wyrazisty przykład człowieka, któremu Bóg tak zaufał, że dał mu moc czynienia cudów, a ten człowiek znieważył Bożą dobroć, żyjąc niegodziwie. Jezus ostrzega, że w dniu ostatecznym nawet uczynione cuda nie obronią tego, kto żył wbrew Bożym wskazaniom. „Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości” (Mt 7,22n). My moglibyśmy dodać, parafrazując przypowieść: „Czyż nie czekaliśmy na Twój powrót?” „Tak, ale ile była warta oliwa w waszych lampach... Gdzie byliście, gdy nadszedłem?”

Św. Łukasz przytacza nam w swojej Ewangelii podobne słowa Jezusa, jeszcze lepiej pasujące do kontekstu przypowieści. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam!, lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!” (Łk 13,25nn). Jak tamte panny, które przez swoją niefrasobliwość nie spełniły swojego zadania i nie weszły na weselną ucztę, choć ich funkcja zdawała się im to gwarantować, podobnie mogą zawieść się ci, którzy myślą, że wejdą do nieba „po znajomości”, bo oni przecież „znali” Jezusa. Tak, znali... ale z tego nic nie wynikało, dlatego ta ich znajomość może raczej okazać się okolicznością obciążającą: słyszałeś słowa Jezusa, ale nic nie zrobiłeś, by wprowadzić je w życie, by naprawdę zostać Jego uczniem. Dlatego choć myślisz, że znasz Mistrza, usłyszysz od Niego: „Nie znam cię”. Takie zdanie „Nie znam cię” wypowiadał w starożytności rabin, gdy uważał, że ktoś nie zasługuje, by być dalej jego uczniem.

I drzwi zostaną zamknięte. W tekstach rabinackich zamknięcie drzwi było obrazem zaprzepaszczenia przez kogoś dobrej okazji. Nieraz zdarza się nam w życiu, że tracimy dobre okazje. Tej jednak, okazji wejścia na wieczną ucztę, absolutnie nie wolno zaprzepaścić. 

 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates