Rozważania na XVI Niedzielę Zwykłą – 23.07.2017

 


        Fragment książki Sióstr Karmelitanek Bosych z Zakopanego  -   "Piękno Karmelu" -    wydanej  przez  Wydawnictwo      Karmelitów  Bosych - 2013:  

      

   KLIMAT MODLITWY      

  

   Do wytworzenia specyficznego "klimatu modlitwy" służą, przede  wszystkim, trzy środki, którymi są: oddzielenie od świata,  samotność i milczenie.

 

  KLAUZURA

 

   Oddzielenie od świata nazywa się klauzurą. Polega ono na tym,  że nie wychodzimy nigdzie poza obręb naszego klasztoru i ogrodu  ani też nikt nie wchodzi do tych miejsc, w których spędzamy życie.  Zamykamy się dobrowolnie, z własnego wyboru, by w ten sposób całe życie ofiarować Temu, który i dla nas "zamknął się" w Tabernakulum. Zamykamy się z Nim i dla Niego, by Mu dotrzymać towarzystwa przez nieustanną modlitwę.
Wielu ludzi nie pojmuje tego zupełnie, wielu pyta: "Po co to wszystko? Czy nie można modlić się inaczej, niż tylko w zamknięciu?" Otóż właśnie to zamknięcie ułatwia ciągłą modlitwę. Jest ono tym "wynalazkiem", nienowym wprawdzie, bo wynalazkiem odkrytym już dawno do użytku "specjalistów" od modlitwy. Żyjemy przecież w wieku, w którym dokonuje się wielu odkryć, w którym żywi się szacunek dla tego rodzaju wysiłku umysłu ludzkiego, który tworzy coraz to nowe sposoby postępu technicznego. Po co to wszystko? Czy nie można po prostu sprzątać miotłą, jak dawniej, dokonywać obliczeń bez pomocy komputerów, orać pługiem?... Można, oczywiście , że można, odpowiedzą nam, ale te ulepszenia niezmiernie ułatwiają i przyśpieszają pracę. Przy ich pomocy pracuje się z mniejszym wysiłkiem, a lepszym skutkiem. Otóż takiej samej odpowiedzi możemy udzielić tym, którzy pytają o sens naszej klauzury. Łatwiej, prędzej, z innym - konkretnym - wysiłkiem możemy osiągnąć cel naszych pragnień, którym jest nieustanna modlitwa, gdy stosujemy ten środek, jakim jest klauzura.
  Zastanówmy się tylko przez chwilę: jeśli ktoś chce się pomodlić, idzie do kościoła, gdzie jest cicho, gdzie nie załatwia się codziennych spraw, nie gra muzyka, nikt nie zacznie z nim pogawędki... Jednym słowem, gdzie nic go nie rozprasza, nie przerywa skupienia, lecz wszystko pomaga, wytwarzając odpowiedni do modlitwy nastrój. Albo też klęka wieczorem przy łóżku i ukryje twarz w dłoniach, a wtedy wszyscy domownicy wiedzą, że nie można przeszkadzać, aż modlitwa się zakończy. Każdy z nas wie, że do modlitwy, choćby najprostszej, trzeba sobie stworzyć odpowiednie warunki. Skoro nawet pobożne odmówienie codziennego pacierza, jeżeli nie ma być tylko "odklepaniem" słów, ale modlitwą w pełnym tego słowa znaczeniu, wymaga skupienia, a co za tym idzie choćby chwilowego odejścia na samotność, to co dopiera taka modlitwa, która polega na zagłębianiu się umysłem i sercem w prawdy Boże. Cóż dopiero powiedzieć, jeśli ma ona być nieustanna! "Nie można - zauważa św. Teresa od Jezusa - rozmawiać zarazem z Bogiem i ze światem" (Dz 24,4).
  Można wprawdzie modlić się wszędzie. Wiele osób odmawia codzienny różaniec, udając się do pracy, w tramwaju, w autobusie czy na ulicy. Dla tych osób modlitwa jest czymś niewątpliwie ważnym w życiu, ale nie czymś jedynym. Oni nie są "specjalistami" w życiu modlitwy. Wykorzystują wszelkie warunki, jakie niesie im życie, by modlitwę kontynuować, lecz nie są nastawieni na danie jej w życiu jedynego miejsca, gdyż mają mnóstwo innych zajęć, które należą do ich powołania i poprzez te zajęcia głoszą chwałę Boga. My natomiast mamy "specjalizować" się w modlitwie, a wiemy, że każda specjalizacja rozpoczyna się od wynalezienia i stworzenia optymalnych warunków dla danego rodzaju zajęcia. Ani tramwaj, ani autobus, ani ulica nie stwarzają najlepszych warunków do modlitwy, jakkolwiek, na szczęście, bywają niejednokrotnie dobrze wykorzystywane przez ludzi głęboko religijnych. Natomiast osoby, których szczególnym celem jest dojście do wysokiego stopnia modlitwy (inaczej mówiąc: do zjednoczenia z Bogiem), muszą postawić wszystko na jedną kartę, sięgnąć po środek radykalny, drogo kosztujący, dlatego nie jest powszechnie stosowany.
  Niewątpliwie, klauzura wymaga wyrzeczeń i bywają chwile, zwłaszcza na początku, kiedy czuje się jej ostrze. Lecz trzeba pamiętać, że to Bóg jest tym, który wybiera "ludzi do klauzury". A skoro to On powołuje, zatem musimy uwzględnić coś, co pozwoli nam na tę sprawę popatrzeć inaczej. Tym czymś jest łaska. Łaska zawsze sprawia człowiekowi niespodziankę, nie da się jej bowiem zobaczyć, zmierzyć czy zważyć. Jest nieuchwytna, a jej działanie jest zaskakujące. Otóż osoby powołane do klauzury, choćby nawet przeżywały chwile, w których tęsknota za przestrzenią i swobodnym poruszaniem się dochodzi w nich do głosu, to jednak przedziwnym działaniem łaski tak się dobrze w tym pozornym "więzieniu" czują, takie są tutaj - można bez przesady powiedzieć - szczęśliwe, że za nic nie chciałyby stąd odejść. Normalnie dla każdego zamknięcie w ciasnej przestrzeni jest cierpieniem. Lecz to jest właśnie zdumiewające i świadczy o przedziwnych drogach łaski - a my znamy ten fakt z osobistego doświadczenia - że gdy ktoś jest przez Boga powołany do Karmelu, zamknięcie w klauzurze jest jego radością, czuje się tutaj jak przysłowiowa "ryba w wodzie". Potwierdzić to mogą wszystkie karmelitanki bose, które dziś żyją na świecie, świadczą o tym całe pokolenia tych zakonnic, które w ciągu czterech stuleci istnienia Karmelu żyły i uświęcały się w naszych klasztorach.

  Młodzi lubią ruch, zmiany, wycieczki, obozy... niejedna młoda dziewczyna myśli sobie: "Jakże ja wytrzymam w zamknięciu, skoro podczas żadnych wakacji nie mogłam wysiedzieć w domu?". Wiele spośród nas, które teraz są w Karmelu, też tak myślało. Jak już wspominałam, bywają chwile, kiedy nasze powołanie kosztuje, kiedy i inne sprawy wymagają poświęcenia i odwagi, ale o wiele więcej jest takich, które napełniają radością, pokojem - na myśl, że jest się tutaj na zawsze, że jest się z Bogiem i dla Boga.
  Dzięki Bogu, że nasze powołanie wymaga poświęcenia! Przyszłyśmy przecież tutaj oddać i wydać siebie do końca, a jest to wielką ofiarą. Byłoby więc rzeczą nielogiczną rządać, żeby to nic nie kosztowało. Lecz pragnę podkreślić, mimo wszystko klauzura jest naszą radością.
  Duszy powołanej i nastawionej na oddanie wszystkiego - według słynnego powiedzenia św. Teresy od Jezusa, naszej Matki - "Bóg sam wystarcza". On zastąpi nam góry i morze, zielone łąki i jeziora... bo, jak mówi św. Jan od Krzyża: "...góry, doliny samotne, zalesione, wyspy osobliwe, rzeki szumiące, świst wiatrów... tym jest mój Umiłowany" (PD, strofa 14)..
  Już św. Teresa od Jezusa, która wprowadziła klauzurę w klasztorach karmelitańskich, zauważa z podziwem, jaką radością dla jej córek jest znalezienie się "w tym świętym zamknięciu, którego już nigdy nie opuszczą... nikt nie zrozumie, kto sam tego nie doświadczył, jak wielkie jest nasze uszczęśliwienie gdy [...] ujrzymy się wreszcie za klauzurą...) (F 31,45-46).
  Istnieniu klauzury zarzuca się to, że wyobcowuje ze świata, zamyka w kręgu drobnych spraw, zacieśnia horyzonty.
  Zapytajmy najpierw, czy pośród ludzi żyjących na świecie, posiadających całkowitą swobodę poruszania się i utrzymywania kontaktów ze wszystkimi, nie spotyka się ludzi o ciasnych horyzontach? Przyznaję, że klauzura - jak każda forma życia wprowadzona i stosowana przez ludzi - niesie pewne niebezpieczeństwa, a jednym z nich jest to, że może zacieśniać, koncentrować człowieka na samym sobie. Jeżeli jednak istnieje takie ryzyko, to nie znaczy wcale, że takie jest jej normalne oddziaływanie. Owszem, to właśnie klauzura pomaga spojrzeć szerzej na wielkie sprawy Kościoła i ludzkości. Patrzy się wtedy jakby z samolotu szybującego nad ziemią, a nie z własnego podwórka. Klauzura bowiem oddala od spraw ludzkich po to, aby nas do nich zbliżyć z innej strony. Patrzy się wówczas już nie sercem skupionym na własnych interesach, dążeniach, cierpieniach, ale z perspektywy, którą otwiera wyrzeczenie się wszystkiego. Jak ktoś trafnie stwierdził, odchodzi się, aby lepiej widzieć.
  Odczuwają to instynktownie odwiedzające nas osoby, nasi krewni i przyjaciele. Gdy żyłyśmy pośród nich, takim samym życiem jak oni, nie przychodziło im na myśl zwierzać się nam, szukać u nas pociechy czy rady. Teraz przychodzą, by je uzyskać. Kiedyś byłyśmy pełne swoich własnych spraw i trosk, podobnych do tych, jakie mieli ci, którzy nas otaczali. Nie miałyśmy w sercu niejako miejsca na przyjęcie problemów naszych bliźnich. Będąc w środku tych spraw, zaabsorbowane nimi jak wszyscy, nie potrafiłyśmy spojrzeć na nie z pewnym obiektywizmem, które teraz naszemu spojrzeniu daje wyrzeczenie. Przedtem żyłyśmy dla siebie, teraz zaś "zostawiłyśmy siebie", by żyć dla drugich. To daje sercu swobodę i wolność zajęcia się sprawami bliźnich, zaś spojrzeniu - większą jasność i zdolność wnikania w głąb.
  Nie, doprawdy, klauzura nie czyni nas obcymi wobec świata i obojętnymi na jego cierpienia. Ona jest po to, by dać duchowi wolność, wyzwolić go nie tyle od spraw świata, ale przede wszystkim od samych siebie, od egoizmu, zbytniego zajmowania się sobą, pragnienia posiadania, od zainteresowań nieistotnych, od myśli zaśmiecających wyobraźnię i pamięć, a służy temu, aby mogły one wypełnić się Bogiem.
  Dlatego nasze zamknięcie, domagając się tego dzieła oczyszczenia, przygotowuje nas na przyjęcie, całym sercem, wielkich spraw Kościoła świętego i ludzkości
  Oto, co na temat klauzury myśli Kościół święty, który daje nam klauzurę i możność życia w niej.

  "Nie można mówić, [...] że to oddzielenie od spraw i wydarzeń świata w jakiś sposób stoi na przeszkodzie pełniejszemu rozwojowi miłości względem wszystkich ludzi. Nie wolno uważać mieszkańców eremu za obcych w ciele Kościoła (Paweł VI). Albowiem, gdy pustelnicy, oddaleni od wszystkich, oddają się jedynie kontemplacji Boga, czują, że pewnego rodzaju konieczność miłowania wszystkich ludzi sercem samego Boga przynagla ich do troski o ich zbawienie, do wspomagania całego kościoła rozproszonego po świecie, poprzez swoje modlitwy i uczynki pokuty. Stąd ci, co oddają się jedynie kontemplacji, z większą miłością i w sposób wyższy przeżywają w swoich sercach udręki i bóle wszystkich ludzi. Wiedząc, że w sercu Matki Kościoła są miłością, otwierają szeroko swego ducha, by móc ogarnąć nim wszystkie możliwe trudy, cierpienia i nadzieje swych braci, jacy tylko istnieją na świecie. A gdy oddaleni od zgiełku świata zdają się być głusi na wołanie braci, oni łączą głosy, wzdychania i jęki wszystkich ludzi z głosem Chrystusa i Kościoła w modlitwie liturgicznej. Zwłaszcza zaś z ofiary Eucharystycznej czerpią siły do ich składania w milczeniu i pokorze dusz swoich za braci"

  A oto nowsza wypowiedź, zaczerpnięta z adhortacji Ojca Świętego Jana Pawła II:

  "Klauzura symbolizuje zatem tę 'izdebkę' ludzkiego serca, w której każdy powinien trwać w jedności z Panem. Przyjęta jako dar i wybrana jako dobrowolna odpowiedź miłości, jest miejscem duchowej komunii z Bogiem oraz braćmi i siostrami, w którym ograniczoność przestrzeni i kontaktów zewnętrznych sprzyja wewnętrznemu przeżywaniu wartości ewangelicznych" (VC 59).

 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates