Rozważania na I Niedzielę Wielkiego Postu – 05.03.2017 

 


        Fragment książki Sióstr Karmelitanek Bosych z Zakopanego  -  "Piękno Karmelu" -    wydanej  przez  Wydawnictwo    Karmelitów  Bosych - 2013:  

 

   KARMEL JEST USTRONIEM DLA ZAKOCHANYCH W  BOGU

   

   Fakt, że istnieją zgromadzenia zakonne zajmujące się wychowaniem dzieci  czy młodzieży, poświęcające się opiece nad chorymi czy ubogimi, jest dla  wielu ludzi jeszcze całkiem łatwy do przyjęcia. Lecz sens istnienia zakonów  kontemplacyjnych, czyli oddanych przede wszystkim modlitwie, jest w  pojęciu licznych osób, i to nawet praktykujących katolików, całkiem  niezrozumiały.

   Tymczasem sprawa jest bardzo prosta, najprostsza, jak tylko może być.  Zakony kontemplacyjne, tak jak wszystkie inne zakony w Kościele, powstały z miłości. Można by nawet powiedzieć, że z nadmiaru miłości. W taki sposób widziała to nasza święta Matka Teresa: 

 

  "[...] czuję pragnienie, aby skoro Bóg ma tylu nieprzyjaciół, a tak niewielu przyjaciół, tych niewielu przynajmniej prawdziwymi byli Jego przyjaciółmi. Postanowiłam zatem uczynić choć to maluczko, co uczynić zdołałam, to jest wypełniać rady ewangeliczne jak najdoskonalej i tę gromadkę sióstr, które tu są za mną, skłonić do tego, aby czyniły podobnież, ufna w dobroć Boga, który nigdy nie opuści tych, którzy mężnym sercem wszystko opuszczą dla niego" (Dd 1,2). 

 

  Trzeba o nich powiedzieć to samo, co Kościół mówi o wszystkich zakonach, a co zostało przytoczone w poprzednim rozdziale. Racją istnienia zakonów jest miłość, jaką Bóg kocha człowieka, i miłość, na którą człowiek chce odpowiedzieć Bogu. Na pytanie więc: "po co istnieją zakony kontemplacyjne"? - odpowiedź jest tylko jedna: "po to, by można było więcej i lepiej kochać; kochać Boga i kochać człowieka". Zakon kontemplacyjny jest szkołą miłości, jest jest "pracownią" miłości.

  Karmel, o którym chcę mówić, istnieje przede wszystkim dla samego Boga, dla Jego radości. Ponieważ zaś radością Boga jest szczęśliwy człowiek, Karmel istnieje także dla świata.

  Kiedyś przyszła do nas miła, inteligentna dziewczyna i prosiła o przyjęcie. Gdy zapytałyśmy, co ją skłania do obrania takiej drogi, oświadczyła, że chce swoim rodzicom "odpłacić pięknym za nadobne". Oni zniszczyli jej szczęście, przekreślając na zawsze plany małżeńskie związane z człowiekiem, którego - jak się wyraziła - kochała do szaleństwa; ona za to chce im zrobić na złość, wstępując do zakonu. Odpowiedziałyśmy jej, że do nas można wstąpić jedynie z wielkiej miłości do Boga. Wszelka inna pobudka (tym bardziej taka, jaką ona przedstawiła) nie może być brana pod uwagę. Jedynie wówczas, gdyby do szaleństwa miłowała Boga tak, jak tego młodego człowieka, z którym chciała się połączyć, mogłybyśmy ją przyjąć do naszej Wspólnoty.

  Karmel bowiem jest takim ustroniem dla zakochanych w Bogu. Przychodzi się tutaj, by już na zawsze z Nim zamieszkać, by z Nim spędzić całe życie, by zaspokoić głód serca spragnionego miłości poprzez dawanie jej Ukochanemu. 

 

"Kogo prócz Ciebie mam w niebie?

Gdy jestem z tobą, nie cieszy mnie ziemia.

Niszczeje moje ciało i serce,

Bóg jest opoką mojego serca

I mym udziałem na wieki" (Ps 73). 

 

  Czyż nie jest on Tym, który najbardziej ze wszystkich istot powinien być kochany miłością "do szaleństwa"? Wprawdzie małżeństwo jest ustanowione od Boga i ono również jest pięknym darem, jednak kochając człowieka, nie zaspokoimy naszych pragnień bycia w pełni kochanymi ani do końca nie obdarujemy go miłością, ponieważ wszyscy jesteśmy słabi. Tymczasem gdy chodzi o Jezusa - Umiłowanego dusz konsekrowanych - możemy być pewne, że pomimo naszej kruchej kondycji, On nas nigdy nie zawiedzie i jest wierny do końca. I nasza miłość, która nigdy nie dorasta do Jego piękna, wielkości i dobroci, nieustannie będzie podtrzymywana i umacniana Jego Miłością - stałą i pewną.

  Życie zakonne to poświęcenie się Miłości. Oczywiście nie jest ono nieprzerwanym zachwytem, stałym upojeniem. "I w miłości nie żyje się bez bólu", mówił Tomasz a Kempis, autor Naśladowania Chrystusa. Miłość w życiu zakonnym wyraża się na co dzień pragnieniem i szukaniem dobra innych, pełnieniem zwykłych, prostych prac i obowiązków, podobnie jak to ma miejsce w życiu rodzinnym. Jednak podczas gdy w małżeństwie często pierwszy zapał miłości stygnie (choć nie powinien i nie zawsze się tak dzieje), osoba ukochana powszednieje, traci urok - życie zakonne nastawione jest ze swej natury na to, by miłość powiększyć i ubogacać, żeby jej płomień coraz bardziej rozpalać. Boga i tylko Jego można kochać bez zastrzeżeń i bez granic, toteż przed sobą mamy nieskończoność.

  Karmel jest, można powiedzieć, swoistą "pracownią artystyczną", w której pracuje się nad odkrywaniem coraz nowych wyrazów miłości, nad wydobywaniem z własnego serca melodii oddania i uwielbienia, które byłyby miłe Sercu tego, któremu pragnie się sprawić radość całym swoim życiem.

  Miłość do Ukochanego nie byłaby jednak pełna, gdyby nie łączyła się z Nim w Jego zainteresowaniach i troskach. Tymi zainteresowaniami naszego Boga są losy ludzi, Jego dzieci.

  Gdy św. Teresę od Dzieciątka Jezus, karmelitankę bosą, zapytano, dlaczego wstąpiła do Karmelu, odpowiedziała krótko i treściwie: "Przyszłam, aby ratować dusze, a przede wszystkim modlić się za kapłanów" (Rps A 69v).

  Zbawiać dusze w czterech ścianach klasztoru, gdy nie ma się do czynienia niemal z żadnym człowiekiem poza własnymi siostrami?

  A jednak! W tej współpracy z Jezusem istotne jest bowiem nie tyle to, z kim żyjemy, ale jak żyjemy i w jaki sposób kochamy tych, których Jezus postawił na naszej drodze. Popatrzmy na św. Teresę, jak ona próbowała wcielać tę miłość w konkretne, codzienne życie.

 

   "Powinnam szukać podczas rekreacji, podczas pozwolenia na odwiedziny, towarzystwa sióstr, które mi są najmniej miłe, spełniać przy tych zranionych duszach zadanie dobrego Samarytanina. Jedno słowo, jeden miły uśmiech często wystarczają, żeby rozradować smutną duszę; ale to absolutnie nie po to, by osiągnąć ten cel, chcę praktykować miłość bliźniego, bo wiem, że szybko bym się zniechęciła: słowo, które wypowiem w najlepszej intencji, będzie być może zinterpretowane zupełnie na opak. Dlatego, żeby nie tracić czasu, chce być miła dla wszystkich (a szczególnie dla sióstr najmniej miłych), żeby uradować Jezusa" (Rps C 28 r-v).

 

   I proszę mi wierzyć, że tym, co przyprowadziło każdą z nas do tego zamkniętego domu modlitwy było między innymi właśnie przekonanie, że tutaj, w zapomnieniu o sobie i "ukrytym" apostołowaniu, możemy służyć umiłowanemu Bogu, czyniąc dobrze drugiemu człowiekowi. Paradoks? Ileż takich pozornych paradoksów zawiera życie duchowe!

 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates