Piotr Ścibor OCD

Podniety miłości Bożej

czyli prawdziwy pokój serca

Podniety miłości Bożej jedno z Dzieł mniejszych św. Teresy od Jezusa zasługuje na szczególną uwagę ze względu na swoiste tematyczne dopełnienie wcześniejszych pism poruszających zagadnienie modlitwy, pokoju serca i przyjaźni z „Tym o którym wiemy, że nas miłuje” (Ż 8, 5).

Pierwsze wydanie pojawiło się na terenie hiszpańskich posiadłości we Flamandach (dzisiejsza Belgia) w 1610 r.; zawdzięczamy je wiernemu przyjacielowi św. Teresy, o. Hieronimowi Gracjanowi (Gracián). Nadał mu tytuł Conceptos del amor de Dios sobre algunos palabras de los Cantares de Salomon, dosłownie tłumacząc: Myśli (lub medytacje, poglądy) o miłości Boga na podstawie niektórych słów Pieśni Salomona. Pierwotnie to dzieło nie miało rozdziałów. Wprowadził je o. Gracjan w swym brukselskim wydaniu.

Przypuszcza się, że początek pisania Podniet miłości Bożej można ulokować na czas przed sierpniem 1567 r., gdy św. Teresa wyrusza na fundację do Medina del Campo. Jako czas ostatecznej autorskiej redakcji przyjmuje się 10 sierpień 1575 r., gdy o. Domingo Bañez aprobuje w Valladolid tekst pisma. Nie posiadamy autografu dzieła. W prologu do pierwszego wydania o. Gracjan pisze, że jeden ze spowiedników św. Teresy nakazał jej pod rygorem posłuszeństwa spalić rękopis, twierdząc, że o takich sprawach niewieście nie wypada pisać i niech milczy jak św. Paweł nakazał. Powyższą prawdziwość relacji potwierdzają też zapisy z procesu beatyfikacyjnego Teresy z 1595 r.

Podniety miłości Bożej nie są krytycznym komentarzem biblijnym do Pieśni nad Pieśniami, bardziej medytacjami inspirowanymi tekstem. Dlatego trafnie jest mu nadane pierwotne zatytułowanie mówiące o przypuszczeniach, przemyśleniach.

W historii interpretacji biblijnej tekstem Pieśni nad pieśniami posługiwano się niejednokrotnie jako obrazem – symbolem relacji między Bogiem a Izraelem, Chrystusem a Kościołem, Bogiem a duszą ludzką. Szczególną rolę odegrali tutaj Ojcowie Kościoła z Orygenesem na czele. Św. Teresa, w swoisty sposób, wpisuje się w tę tradycję widząc w księdze biblijnej obraz miłosnej więzi między Bogiem a osobą ludzką. Tekst pisma to pewnego rodzaju medytacje mistyczne, które jednak w niewielkim zakresie posługują się tekstem biblijnym,lecz raczej idą w kierunku własnych przemyśleń Teresy, opartych o jej bogate doświadczenie życia duchowego. Sposób pisania jest bardzo charakterystyczny dla stylu św. Teresy: duża ilość dygresji, odchodzenie od pierwotnych pisarskich założeń, wprowadzanie słów osobistej modlitwy, pisanie według wówczas aktualnego natchnienia...

Św. Teresa od Jezusa w tekście pisma analizuję różne rodzaje pokoju w sercu ludzkim. Wskazuje na fałszywy pokój, gdy człowiek lekceważy przykazania Boże i jest pod wpływem iluzji jakie roztacza świat i ciało przez pragnienie honorów, zaszczytów i bogactw. Później jako przeciwstawny tym rzeczywistością ukazuje prawdziwy pokój w biblijnym obrazie pocałunku Boga. Budowany jest on na zasadzie walki z egoizmem i „przynętami” ze strony świata. Gdy człowiek osiąga prawdziwy pokój, staje się prawdziwym panem nad rzeczami tego świata. Słabość ludzka przemienia się w siłę Bożą w człowieku. Także w pełnej jedności znajdują się wymiary życia kontemplacyjnego i aktywnego.

Bierzemy, co Pan da

Tłumacząc się podjęcia dzieła duchowego komentarza opartego na interpretacji mistycznej słów Pieśni nad pieśniami św. Teresa pisze: „My z prostotą (hiszp. humillarnos – stając się pokorni) bierzemy, co Pan da; a czego nie da, o to się nie troszczmy, ale raczej weselmy się na myśl, że tak wielkiego mamy Boga i Pana, iż jedno słowo Jego zawiera w sobie tysiące tajemnic, których my i początku dojść nie zdołamy” (PN 1, 2). Można powyższe słowa odnieść do każdego podejmowanego dzieła duchowego. Teresa ma świadomość bogactwa miłości Boga przyjmowanego na sposób prosty. Czy cieszysz się odrobinami, które masz na dziś, czy raczej ciągle próbujesz aspirować do stanów, wyobrażeń o swej dojrzałości, świętości? Tak postępując tracisz orientacje w tym, co dobre jest na dziś. Radość prostoty duchowego odczytywania odrobin dzisiejszego dnia to jest to, co możemy uczyć się od Teresy. Nie trzeba żyć alienacją, ale radością czerpania z życia pełnego bogactwa ukrytych łask. Można cieszyć się w nadziei, także tym czego jeszcze nie mamy, cecha charakterystyczna tych, którzy żyją wiarą a nie tylko gorliwie deklarują, że ją mają.

Pocałunek to znak pokoju

«Niech mię pocałuje pocałunkiem ust swoich» Pocałowanie bowiem, jak wiadomo każdemu, jest znakiem pokoju i wielkiej przyjaźni między dwojgiem wzajemnie siebie miłujących. Jakie zaś są różne rodzaje pokoju, to w dalszym ciągu postaramy się za pomocą Bożą rozważy“ (PN 1, 10). Przyjaźń i pokój. Dwa wymiary więzi między człowiekiem i Bogiem na bazie obrazu pocałunku. Czułość i bliskość. Odnajdujesz taką postawę wobec siebie w doświadczeniu modlitwy wewnętrznej? Nie ma mowy o przyjaźni bez jej obecności.

Bo Bóg stał się Człowiekiem

Prosiła, jak sądzę, o to wielkie zjednoczenie, które się spełniło, gdy Bóg stał się człowiekiem i o tę przyjaźń, jaką On zawarł z rodzajem ludzkim” (PN 1, 10). Wcielenie jest radykalnym zbliżeniem do człowieka. Pocałunkiem, jaki Bóg udzielił wszystkim ludziom w narodzeniu Zbawiciela. Pocałunek niezależny od decyzji ludzkich, nawet tych grzesznych, aczkolwiek w błogosławiony sposób zmieniające je przez miłosierdzie Boże i pokutę. Istnieje pewna tajemnica Wcielenia jako fundamentalnego zjednoczenia. To nie coś abstrakcyjnego, ale rzeczywistość ujawniająca radykalną bliskość Boga dla naszej kondycji ludzkiej. Jego przytulenie pełne przyjaźni wobec każdego stanu duchowego, w jakim się znajdujesz. Na takim egzystencjalnym fundamencie zjednoczenia jest możliwa realizacji aktualnego jednoczenia z Bogiem.

Strach o siebie

Jest wreszcie inny jeszcze rodzaj dusz – i na tych już zakończę – którym przypatrzywszy się, zobaczymy, że one w różny sposób zaczynają robić rzeczywiste postępy, ale się zatrzymują w pół drogi. Nie dbają także o sądy ludzkie i o dobrą u świata opinię, ale mało są wyćwiczone w umartwianiu i w zaparciu się woli własnej, a skutkiem tego i im, choć inaczej niż tamtym, strach o siebie zawsze, że tak powiem, siedzi za skórą. W zasadzie mają postanowienie i gotowość cierpienia dla miłości Boga, i z tego względu mogą się na oko wydawać doskonali i święci, ale gdy się zdarzy jaka sprawa ważna, w której chodzi o chwałę Bożą, u nich, choć sobie tego nie przyznają, wypływa na wierzch wzgląd na własny interes. Zdaje im się, że nie boją się świata, tylko Boga, ale nastręczającego się w danym razie cnotliwego i świętego przedsięwzięcia podjąć nie śmieją albo podjętemu przez drugich przeszkodzą, lękając się i wywlekając rozmaite niebezpieczeństwa, które by z niego mogły wyniknąć. Chętnie by pociągały do Boga dusze ludzkie, byle by same nie potrzebowały zadawać sobie trudu i narażać się na niebezpieczeństwa, ani zdobywać się na taką wiarę, by wpływała na ich postanowienia… Niejednokrotnie w innych pismach dawałam wam, córki, odpowiednie w tym względzie przestrogi, i mówiłam wam o tego rodzaju duszach małodusznych, o szkodzie, jaką ta małoduszność im wyrządza, i o wielkim zysku, jaki by miały, gdyby się chciały zdobywać przynajmniej na wspaniałe pragnienia, kiedy nie mogą dokonywać czynów wspaniałych“ (PN 2, 28 -29). Św. Teresa zaprasza do podjęcia pewnego świętego ryzyka, który owocuje prawdziwym pokojem i szczęściem. Konieczne jest przełamywanie strachu, który w nieunikniony sposób pojawi się tam, gdzie jest obecne wezwanie do przełamywania swoich drobnomieszczańskich zabezpieczeń.

Drogą do realizacji tego świętego ryzyka jest prawdziwe zawierzenie siebie Bogu, a nie jakieś wspaniałe, na dystans podziwiane ideały; bardziej paląca staje się wtedy potrzeba personalnej więzi ze Stwórcą. Z takiej jedności uzyskuje się siłę i moc do dobrego wyjścia ze swych egocentrycznych przyzwyczajeń. Jest przez to możliwa żywa i uświęcająca relacja, której potrzebujemy do prawdziwie twórczego życia i błogosławionej ucieczki od nudnej religijności. W ten sposób może się ujawniać wiara nie tyle jako słowna deklaracja, ale uobecniona jedność z planami Opatrzności. Takiej integracji z Panem i ze sobą samymi potrzebujemy, aby nie dać się złudzie fałszywego pokoju, tzw. świętego spokoju, który ze świętością i ostatecznie ze spokojem nie ma nic wspólnego.

Pokój, który napełnia odwagą

Skutki błogosławionego powierzenia siebie Bogu to święty pokój, dobro i szczęście: „ Mówmy już teraz, Oblubienico święta, o tym, o co ty prosisz, o tym świętym pokoju, który napełnia duszę odwagą do podjęcia walki z wszystkim, co jest na świecie i nie pozbawia jej przy tym ani na chwilę wewnętrznego spokoju i bezpieczeństwa ... Nie ogląda się też na żadne strachy, jeno z wiarą mocną zabiera się do dzieła, nie troszcząc się o własny pożytek i spokój, bo czuje to dobrze i widzi, że na tym właśnie zapomnieniu o sobie wszystko jej dobro i szczęście polega“ (PN 3,1). Pokój płynący z życia kontemplacyjnego nie osadza duszy w bezczynności, wręcz przeciwnie, harmonijnie spaja się z działaniem zewnętrznym. Aktywność w posłudze miłości bliźniego ma prawdziwy smak i zapach płynący z wnętrza przemienionego serca. Posiada także solidną trwałość, mocniejszą od wszelkiego nerwowego i ilościowego działactwa. Z czystego źródła płynie właściwa proporcja działań. Człowiek staje się spójny i bezpieczny od jakichkolwiek form wypalenia się, bo posiada nieustanny dostęp do pokoju Bożego, który przekracza wszelki umysł ludzki (por. Flp 4, 7) .

Owoce z drzewa miłości Bożej

Zdaje się bowiem, że im więcej będzie oddana życiu czynnemu, tym mniej będzie mogła się cieszyć życiem bogomyślnym, ale to tylko pozornie. W duszy do tego stanu podniesionej, Marta zawsze idzie w parze z Marią. Bowiem w jej życiu czynnym i na pozór zewnętrznym działa to, co wewnątrz jest i sprawy życia czynnego, gdy z tego korzenia wyrastają, są prawdziwym i wonnym kwieciem, bo rodzą się na drzewie miłości Bożej. Dla Niego też samego, bez żadnego względu na samą siebie, wydaje je dusza, za czym i woń tego kwiecia daleko się rozchodzi, na pożytek wielu, nie przemija prędko, ale wielkie i długotrwałe sprawia skutki” (PN 7, 3). Wiara działająca w modlitwie to rzucenie się w jej przestrzeń; zostawienie Bogu możliwości działania przez jej obecność.

Na koniec tego artykułu zostawiam czytelnikom mocną zachętę do odwagi jaką zostawiła nam, nasza święta Matka: „Gdy poczujecie w sobie pokusę... małoduszności, przyzywajcie (hiszp. acometer – napaść, nacierać) na pomoc wiarę i pokorę i wbrew wszelkim strachom, śmiało przyłóżcie rękę do dzieła, wierząc niezachwianie, że Bóg może wszystko” (PN 3, 5).

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates