Rozważania na XII Niedzielę Zwykłą – 25.06.2017

 

 

  Fragment książki - Michel Quoist- "MODLITWA I CZYN" -  wydanej  przez    Wydawnictwo Sióstr  Loretanek - 2002 

      

     BEZ NIEPOKOJU I TROSK 

  

     Jeżeli nie chcemy doprowadzać przedwcześnie do utraty swoich sił, nie  powinniśmy żyć przygnieceni troskami. Trudności życiowe jednak nas  oblegają, atakują od zewnątrz sprawiają, że się chwiejemy, przenikają do  naszego wnętrza, dręczą umysł i serce. Nie będziemy mogli dłużej się  opierać i przezwyciężać przeszkód, jeżeli nie nauczymy się oddawać  natychmiast i szczerze naszych trudności Panu Bogu. Potrzeba nam  długiej praktyki oddawania się, aby nauczyć się w każdej chwili życia  wymieniać nasza ludzką bezsilność na wszechmoc Bożą. Owocem tego  wyrzeczenia niezawodnie będzie pokój i osiągnięcie celu życia w Bogu.

 

   Nie układa się brudnej bielizny w stosie czystej. Nie kładzie się zgniłego owocu w skrzynce owoców świeżych.

    Jeżeli chcesz żyć w pokoju, zawsze czysty i silny, nigdy nie zatrzymuj w sobie choćby jednej troski przeszłej, obecnej lub przyszłej, bo to, co zamknięte zaczyna fermentować.

   Nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę zapomnieć o trosce, wmówić sobie, że jej nie ma. Gdy się ją stłumi, może chwilowo nie dać znać o sobie, ale pewnego dnia znowu się odezwie, bo przecież żyje w tobie. Przyjrzyj się jej dobrze, odkryj jej początek, przyczyny, ale nie próbuj z nią walczyć samotnie. Pochwyć ją i oddaj Panu.

  Z dnia na dzień nie uwolnisz się od niej. Będziesz musiał szczerze i wytrwale sprawdzać prawdziwość swego oddania się i ponawiać ten dar, aż stanie się zupełny. Jeżeli jednak zdecydujesz się nawet na chwilę nie zatrzymywać w sobie żadnej troski i natychmiast opróżniać serce dla Boga, staniesz się wolny i silny nieskończoną mocą Pana. 

  Może przeszłość cię dręczy? Taka czy inna wina...? Dlaczego? Już one nie w twojej mocy. Za takimi wyrzutami sumienia kryje się zraniona próżność, pycha. Tylko żal jest dozwolony, bo dyktuje go miłość, a miłość posilona przebaczeniem patrzy w przyszłość.

  Oddałeś winę, oddaj także wyrzuty sumienia, a nawet żal... One cię krępują.

 

  Przejmuje cię przyszłość? Boisz się jutra, jakiegoś spotkania, pracy, pokusy...? Dlaczego? I przyszłość nie jest w twojej mocy, więc się przedwcześnie nie dręcz. Oddaj Bogu przyszłość całą i w szczegółach i żyj chwilą obecną.

 

  Teraźniejszość cię niepokoi? Przeszkody cię trwożą...? Dlaczego? One są niczym, ważny jest tylko sposób podchodzenia do nich.

  Stoisz przed murem; po co nieustannie bić w niego głową? Popatrz na niego spokojnie. Jest mocny, za wysoki i nie do przebycia. Pogódź się z nim. Ofiaruj przeszkodę Bogu, ofiaruj swój zawód, że nie możesz sobie z nią poradzić, i... pójdź inną drogą.

 

  Niektórzy nadmiernie obciążają swój samochód, zwalniają bieg, przedwcześnie zużywają silnik i niszczą karoserię. A ty? Możesz nieść ciężar jednego dnia i Pan daje ci na to łaskę, ale nie dorzucaj do tego ciężaru dnia wczorajszego i jutrzejszego. Nie otrzymałeś łaski na przeciążenie...

 

  Tym razem nie ma innego wyjścia. Trzeba przyjąć trudności: chorobę, wady, wizytę nie w porę, pracę... brak pieniędzy na koniec miesiąca, wychowanie dzieci, jakąś decyzję do powzięcia... Nie bierz się od razu do walki: przyjmij przeszkodę i oddaj ją Panu całkowicie, jak najpełniej, razem z troską, którą sam sobie stwarzasz: czy mi się uda, jak z tego wybrnę, jakie wybrać rozwiązanie; zważywszy na twą nieśmiałość, obawę, kipiącą złość, twoje upokorzenie albo reakcję otoczenia: co mówią, co powiedzą. Wszystko oddawaj wiernie, wytrwale. Po upływie minuty, jeżeli trzeba działać natychmiast; po całym dniu lub tygodniu, jeżeli masz więcej czasu - zdecyduj i działaj z Bogiem. Z czasem spostrzeżesz, że trudność jest mniejsza, niż myślałeś, przeszkoda nie taka znowu trudna, bo Bóg o wiele jaśniej widzi i jest o wiele mocniejszy niż ty!

 

  Mówisz Bogu, że Mu ufasz, a spędzasz czas na dowodzeniu Mu czegoś wręcz przeciwnego, sam sobie stwarzając Troski!

 

  Przeważnie człowiek jest nieszczęśliwy wewnętrznie i w życiu mu się nie powodzi po prostu dlatego, że chce żyć na swój własny sposób, na ludzką modłę i licząc na własne siły. Gdy jednak odda się w ręce Boga, wówczas Bóg sam bierze się do dzieła i powodzenie (niekoniecznie w sensie ludzkim) jest pewne i całkowite. To tak jak dziecko, które chcąc za dużo unieść, męczy się, upada i kaleczy. Dopiero gdy uzna, że jest dzieckiem, ojciec niesie jego ciężar, a nawet i samo dziecko bierze na ręce.

 

  Pan nie bierze przemocą ciężaru twych trosk, twych narzędzi do budowania, twego oręża do walki, twego trudu.  

 

  Jest tu, obecny w twoim życiu, ale jest dyskretny, czeka, byś Mu sam dał swoje zmartwienia, byś Mu powierzył jakąś pracę. Po co aż tyle pracy zatrzymywać dla siebie? Po co walczyć, prosząc Go o pomoc? Dlaczego nie dajesz Mu nieść WSZYSTKIEGO, WSZYSTKIEGO do zrobienia, dlaczego nie dajesz i swego serca, i rąk, by się sam nimi posłużył?

 

  Chrystus na Kalwarii, zanim pogrążył się w noc śmierci, powiedział do Ojca: "Oddaję ducha mojego w ręce Twoje"; ducha obciążonego wszystkimi grzechami, wszystkimi cierpieniami, wszystkimi troskami świata; w trzy dni potem Ojciec zwrócił Mu życie nowe, chwalebne, świetlane... Zmartwychwstanie!

 

  Każdego wieczoru zgadzaj się umrzeć wszelkim troskom, prawdziwym czy też urojonym. Złóż wszystko pokornie w ręce Ojca, byś rano zbudził się wolny od wszelkiego niepokoju, świeży, czysty, otwarty na życie, które na ciebie czeka. "W ręce Twoje polecam ducha mojego; Ty mnie uwolnisz, Panie, Boże wierny" (Ps 30,6). "Spokojnie zasypiam, kiedy się położę, bo tylko Ty jeden, Panie, pozwalasz mi żyć bezpiecznie" (Ps 4,9).

 

Jeżeli chcesz być wolny,

młody,

radosny,

pełen pokoju,

silny i zwycięski,

co dzień, co chwila, "zrzuć swą troskę na Pana, a On cię podtrzyma"(Ps 55,23).    

 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates