Ciągle nowy dzień

 Obiad na jutro ugotowany. Mąż w pracy, syn na zajęciach. Dochodzi siedemnasta, żeby zdążyć na Mszę Świętą w Karmelu, powinnam już wyjść. Jeszcze tylko wieszam pranie i … Nieszpory. Dobrze, że nikogo nie ma, ale teraz za późno na autobus. Do parafii jeszcze zdążę.

Najważniejsza chwila dnia, „najuroczystsza chwila” jak pisała św. Faustyna, a ja, kiedy to pierwszy raz przeczytałam nie rozumiałam jeszcze dlaczego. Teraz to chwila oczekiwana. Spotkanie z Jezusem: radość, nabieranie siły, cierpliwości, nadziei, miejsce konsultacji zamierzeń, chwila zatrzymania się w biegu. Kiedy mogłam chodzić na poranną Eucharystię nie wiedziałam, że to łaska. Dziesięć minut po zakończeniu kościelny wychodzi, aby zamknąć kościół. Dlatego warto jechać do Karmelu…

 Po Mszy jadę do Mamy. O tej porze to 40-50 minut. W rękawiczce przesuwam różaniec-obrączkę. Odmawiam koronkę do Miłosierdzia Bożego w intencji „dzisiejszego” kapłana. Dojeżdżam po dziewiętnastej i zmieniam córkę na dyżurze przy babci. Była 24 godziny, teraz ja zostaję na 48. Dzięki Bogu, za wstawiennictwem św. Józefa, zdrowie Mamy bardzo się poprawiło. Po zdiagnozowaniu zapalenia stawów i leczeniu, trwające od miesięcy, obezwładniające ataki bólu minęły, ale sama już mieszkać nie może. Wieczorne czynności, leki. „Dobranoc Mamo” – gaszę światło.

 Czas na podziękowania i przeprosiny. Czym mnie dziś, Boże, obdarowałeś? Po pierwsze żyję, w domu zgoda, wszyscy mniej więcej zdrowi (syn właśnie zdrowieje), obowiązki dnia udało się wykonać. Pozwoliłeś mi na spotkanie w Eucharystii… Jesteś. A ja? Może dziś niedostatki miłości niezbyt wielkie, ale tych drobnych zaniedbań, słabości nazbierałoby się… Rośnie ilość zadań, które chciałabym wykonać, ale nie daję rady… Czas przyznać się, że nie jestem Tobą, mogę znacznie mniej… Zmiłuj się nade mną… Noc spokojną i śmierć szczęśliwą…

 W nocy nie trzeba już wstawać tak często jak przedtem, ale rano zaspałam, więc najpierw śniadanie i leki dla Mamy, a potem Jutrznia. Odkąd skończyłam pół wieku rozruch poranny jest coraz trudniejszy. Dziś po raz pierwszy od pół roku udało się Mamie wejść do brodzika. Alleluja! Dzięki Panie! Jeszcze sprzątanie, zakupy, gotowanie i już pół dnia minęło. Mama odmawia różaniec z Radiem Maryja. Siadam przy stole, dziś nie powtarzam słów, ale daje się ogarnąć modlitwie. Obiad, leki południowe, sprzątanie, bo miejsca mało. Rozmawiamy o świecie z telewizora, o tym co u nas w domu, znamy się przecież całe moje życie… Pojutrze jadę do domu, żeby tam nadrobić zaległości. Znowu czas na Nieszpory. Niedługo zacznie się nowy dzień. Dziś pojadę do Karmelu.

 

Środa-czwartek, Barbara

 

 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates