Jesteś moim pasterzem

Bardzo mnie to wzrusza!

 

 

 

 

 

 

 Dziś uroczystość św. Stanisława, patrona Polski. „Budzą się moje oczy jeszcze przed świtem…” (Ps 119,148), tak, ale tylko po to, by zażyć lek uśmierzający ból i znów zasnąć. Mam 81 lat. Jest to ostatni etap mojego życia. Codziennie dziękuję za nie Bogu. Ale moc już mnie opuściła. Od kilku lat jest mi coraz trudniej poruszać się. Bywa, że każdy krok to wysiłek i ból. Dziś wspominam nie tak dawne jeszcze wycieczki, spacery i podróże. Boże, jak ja biegałem po górach! Wszystko się skończyło. Nieuchronnie zbliża się kres mojego ziemskiego pielgrzymowania. Dziś inaczej odbieram słowa Psalmu 122: „Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano, pójdziemy do domu Pana”. Wszystkie niedomagania przyjmuję z pokorą, akceptuję i dziękuję Bogu za możność współuczestniczenia w dziele zbawienia i ofiarowania w różnych intencjach.
 Po godzinie wstaję. Dziś trochę wcześniej. Pierwsze kroki po schodach pokonuję bardzo powoli, ostrożnie. Porównuję swój wysiłek z drogą na Golgotę, by jednak stwierdzić, że brzemię moje jest lekkie (por. Mt 11,30). Od lat te same czynności: poranna kawa, śniadanie, toaleta. Mam jeszcze sporo czasu. Bez pośpiechu odmawiam Jutrznię. Dziękuję Bogu za spokojną noc, polecam dzień, który się rozpoczyna.
Wyprowadzam samochód i wyjeżdżam. Pomimo wieku i stanu zdrowia jeszcze pracuję. Staram się ulżyć w cierpieniach innym, często bardziej niesprawnym niż ja. Po drodze zamknięty szlaban. „Dziękuję Ci, Panie, za chwilę, którą mi dajesz”. Sięgam po różaniec. Och, jak szybko się otwiera! Nie zdążyłem nawet odmówić dziesiątki.
 Dziś nie pracuję w poradni, wykonuję tylko zabiegi. Praca płynie spokojnie. Rozmawiam z pacjentami o sensie cierpienia, o sprawach wiary. Czasem modlę się za nich dyskretnie. Dziś mam nawet czas na nawiedzenie kaplicy szpitalnej. Inaczej niż wielokrotnie, gdy tylko w pośpiechu przeżegnałem się, przechodząc obok niej. „Pan jest moim pasterzem” (Ps 22). Czytam Ewangelię. W medytacji przypominam sobie fragmenty o Dobrym Pasterzu. On zna swoje owce, a one go znają (por. J 10,14). On zagubioną odnajdzie, zranioną opatrzy. On zna mnie po imieniu. Bardzo mnie to wzrusza!
Zbliża się południe. Odmawiam modlitwę Królowo nieba wesel się i po 13 wracam do domu. Czuję zmęczenie. Obiad, krótka drzemka. Po koronce pomagam żonie. Jest coraz słabsza. Mamy dużo pracy: obieramy ziemniaki, mielimy mięso, kosimy trawę, odkurzamy. Jak dobrze, że już nie trzeba palić w piecu! Noszenie węgla bardzo mnie męczyło.
 Późne popołudnie. A może by tak pójść do kościoła? Niestety od dłuższego czasu coraz rzadziej uczestniczę we Mszy Świętej. Teraz udało się, pojechałem. Wracam. Jem kolację, oglądam jakieś wiadomości w telewizji i czuję, że narasta senność. Odmawiam jeszcze Nieszpory, choć często ziewam, a myśli ciągle gdzieś mi uciekają. Korzystam z rad św. Teresy od Jezusa i nie przejmuję się nimi. W modlitwie polecam Bogu intencje mojej wspólnoty Świeckiego Karmelu i za wstawiennictwem dzisiejszego patrona modlę się za mojego przyjaciela Stasia, który dziś obchodzi swoje imieniny. Już w łóżku modlę się w intencji dziecka poczętego, które duchowo zaadoptowałem. Powoli zasypiam.


Środa, 8 maja, Lechosław

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates