dr Danuta Piekarz

 

„Widziałem cię pod drzewem figowym”

 

  W Ewangelii Janowej łatwo można dostrzec, iż autor rzadko ukazuje nam Jezusa mówiącego do tłumów, woli przedstawiać Jego spotkania z jednostkami, najczęściej reprezentującymi sposób myślenia grup, do których należą: Jezus rozmawia z Samarytanką, z dworzaninem królewskim (prawdopodobnie poganinem), czy też z Nikodemem, reprezentującym (na początku) postawę wielu mędrców Izraela. W tych spotkaniach widać więc typowe reakcje danej grupy: ironię Samarytanki wobec Żydów, opory Nikodema, wiarę pogan, którzy „wierzą, choć nie widzą” (dworzanin dopiero później przekonał się, że jego syn został uzdrowiony).

  Znamienny jest też opis powołania pierwszych uczniów: poznają oni Jezusa w różnych okolicznościach, jedni od razu spotykają Jego samego, inni docierają do Niego zachęceni przez tych, którzy już zachwycili się Mistrzem z Nazaretu. I rzecz ciekawa, każdy z nich wypowiada niezwykle głębokie zdanie o Jezusie, można by rzec: każdy kolejny uczeń odkrywa coraz głębsze prawdy o Mistrzu. Komentatorzy są zgodni, że jest to pewien zabieg teologiczny ewangelisty, bowiem wiemy z innych Ewangelii (ale też z dalszego ciągu Ewangelii Janowej), że uczniowie bardzo mozolnie, na przestrzeni długiego czasu, odkrywali, za Kim poszli, a pełną prawdę poznali dopiero po zmartwychwstaniu. Jan zatem ukazuje nam jakby streszczenie tej długiej drogi poznawania tożsamości Jezusa.

  Ostatnim z powołanych jest Natanael. To imię występuje tylko w tej Ewangelii, nie znajdziemy go w żadnym wykazie apostołów w innych Ewangeliach (Jan nie umieszcza takiego spisu). Czyżby Natanael nie był apostołem? Przecież ewangeliści opisują nam tylko kilka powołań apostołów, czyżby więc tutaj Jan opisał nam historię drugorzędnej postaci? Wydaje się, że prawda jest inna: otóż Natanael dowiaduje się o Jezusie od Filipa, tymczasem we wszystkich wykazach apostołów (z wyjątkiem Dz 1) obok Filipa występuje Bartłomiej, które to imię nigdzie nie pojawia się w Janowej Ewangelii. Dlatego najczęściej uważa się, że Natanael to drugie (a może pierwsze?) imię apostoła Bartłomieja, lepiej znane ewangeliście. Nie byłoby to nic nadzwyczajnego w ówczesnej kulturze: znamy przecież Szymona Piotra, Jana Marka… Imię „Natanael” znaczy „Bóg dał”. I rzeczywiście, temu człowiekowi Bóg dał naprawdę wiele.

  Przyjrzyjmy się więc historii powołania Natanaela. „Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy – Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu”. Znamienny jest czasownik „znaleźliśmy” użyty przez ewangelistę. Greckie heurisko to ten sam czasownik, który tradycja przypisała Archimedesowi, gdy odkrył swoje słynne prawo; miał on zawołać: „Heureka! – znalazłem!” (bardziej znane w błędnej formie „eureka”). W ciągu całej Ewangelii wielokrotnie Jezus znajduje kogoś lub ktoś znajduje Jezusa i jest to odkrycie o stokroć ważniejsze od Archimedesowego. Czy jednak już wtedy Filip mógł widzieć w Jezusie spełnienie proroctw? To bardzo wątpliwe, raczej był pod wrażeniem niezwykłego Nauczyciela. Tego entuzjazmu jednak nie podziela Natanael.

  „Rzekł do niego Natanael: „Czy może być co dobrego z Nazaretu?” Czytając to zdanie nasuwa się nam podejrzenie, że Nazaret miał złą opinię w ówczesnym Izraelu. Sens jest jednak inny: Nazaret był małym, nieistotnym miasteczkiem, jego nazwa nigdzie nie występuje na kartach Starego Testamentu. I z takiej mieściny miałby pochodzić oczekiwany Mesjasz? „Odpowiedział mu Filip: Chodź i zobacz”. Ciekawe, że Filip niemal powtarza (choć może nigdy ich nie słyszał) słowa Jezusa wypowiedziane do pierwszych uczniów: „Chodźcie i zobaczcie”. Filip więc sugeruje Natanaelowi, by przekonał się na własne oczy, gdyż będzie to skuteczniejsze niż cudze słowa. „Jezus ujrzał, jak Natanael podchodzi do Niego, i powiedział o nim: „Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu. Powiedział do Niego Natanael: Skąd mnie znasz? Odrzekł mu Jezus: Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod figowcem. Odpowiedział Mu Natanael: Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!” Zadziwiające jest to powitanie Natanaela przez Jezusa. Chyba żaden bohater Ewangelii nie usłyszy od Jezusa tak pięknej pochwały. Na czym polega ta uczciwość Natanaela? Prawdopodobnie wyraża się ona także w tym, jak przyjmuje on prawdę o Jezusie. Czytając Ewangelię Janową zobaczymy, z jakim oporem ze strony rodaków wciąż spotyka się Jezus, jak trudno im przyjąć nowość Jego nauki, a zwłaszcza wyjątkowość Jego Osoby. Wspomniałam wcześniej Nikodema: ileż oporów musiał Jezus przełamać, by ten człowiek, który „wiedział swoje”, skapitulował wobec Mistrza i stał się Jego wiernym uczniem. Natomiast postawa Natanaela jest w pewnym sensie wzorcowa. Można powiedzieć, że Natanael reprezentuje tych Żydów, którzy przychodzą do Jezusa z otwartym sercem. On również ma swoje zastrzeżenia (Mesjasz z Nazaretu???), ale poddaje się natychmiast wobec oczywistości faktów, świadczących na korzyść Jezusa. A te fakty są dla nas bardzo tajemnicze.

  Co zdarzyło się pod drzewem figowym, gdzie Jezus widział Natanaela? Niestety, nawet najlepsi komentatorzy nie potrafią udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Zauważają jedynie, że obok winorośli właśnie figowiec jest symbolem Izraela (por. np. „Juda i Izrael mieszkali bezpiecznie, każdy pod swoją winoroślą i pod swoim figowcem” 1 Krl 5,5). Natomiast w tekstach rabinów czytamy, że pobożni Izraelici siadali pod figowcem, by studiować Prawo Pańskie. Może właśnie to czynił Natanael? Może rozważał Słowo Pana, gdy nagle wydarzyło się coś niezwykłego, o czym nie wiedział nikt poza nim… i właśnie Panem? Dlatego ten Nauczyciel z Nazaretu, który wiedział o wydarzeniu pod figowcem, musiał być kimś niezwykłym.

  Powtarzam jednak: to są tylko nasze przypuszczenia, pewne jest jedynie to zdumienie Natanaela wobec wiedzy Jezusa. Wszystkie opory znikają w jednym momencie, kolejny uczeń składa najpiękniejsze wyznanie wiary (jak powiedzieliśmy, trudno przyjmować jego historyczną wiarygodność na samym początku drogi). Należałoby spodziewać się pięknej pochwały ze strony Mistrza… tymczasem pamiętajmy, że w Ewangelii Janowej Jezus nigdy nie chwali nikogo za wiarę, lecz jakby podnosi poprzeczkę, ukazując jeszcze szersze horyzonty. Przypomnijmy sobie, co usłyszy Tomasz, gdy złoży niezwykłe wyznanie wiary wobec Zmartwychwstałego: „Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29).

  Podobnie jest w przypadku Natanaela: „Odparł mu Jezus: Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod figowcem? Zobaczysz jeszcze więcej niż to. Potem powiedział do niego: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących nad Syna Człowieczego”. Aby zrozumieć odpowiedź Jezusa, trzeba przypomnieć sobie dzieje biblijnego patriarchy Jakuba, opisane w Księdze Rodzaju. Otóż Jakub „we śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy się wspinali i schodzili po niej na dół” (Rdz 28,12). Patriarcha widział więc pewien pomost pomiędzy niebem a ziemią, możliwość łączności… a teraz Jezus przedstawia siebie jako drabinę Jakubową, bo w Nim otwiera się droga do nieba. Sen Jakuba stanie się rzeczywistością na oczach Natanaela i innych uczniów.

  W odpowiedzi Jezusa znamienne jest to przejście z liczby pojedynczej (”uwierzyłeś”) do mnogiej („ujrzycie”). Bowiem wydarzenie pod figowcem było szczególnym przywilejem dla Natanaela, fundamentem dla jego wiary, natomiast także inni dostrzegą w Jezusie Tego, który prowadzi do Ojca. Natanael wyrusza w drogę za Mistrzem. Zobaczymy go jeszcze raz w ostatnim rozdziale Ewangelii, gdy będzie uczestnikiem cudownego połowu ryb i spotka Zmartwychwstałego.

  Ks. A. Pronzato napisał taki apel do Natanaela wyruszającego za Jezusem: „Natanaelu, nie łudź się, już nie odnajdziesz swojego figowca. Popełniłeś fatalną nieostrożność, gdy ukryłeś się w jego cieniu. Nie podejrzewałeś, że to jest najpewniejszy sposób, by wystawić się na widok, by dać się uchwycić przez Jego spojrzenie przywykłe do szperania wśród drzew w poszukiwaniu owoców, które Go interesują. Jeśli naprawdę nie będziesz mógł obejść się bez swojego drzewa, wiara umożliwi to, by ono podróżowało wraz z tobą: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna” (Łk 17,6). Oto jedyne drzewa – morwa i figowiec – jakie uczeń może zabrać ze sobą: te, które zostały wyrwane przez jego wiarę. Widzisz, Natanaelu, co się ryzykuje, dając się dostrzec pod figowcem. Odtąd wszyscy powinni mieć możliwość widzieć ciebie, jak idziesz w towarzystwie Mistrza… i drzew. A ty będziesz miał prawdziwy autorytet tylko wtedy, gdy będziesz w stanie, przez twoją „malutką” wiarę, znaleźć posłuch u… roślin”. (A. Pronzato, „Vogliamo vedere Gesù”.

  Warto podjąć te słowa włoskiego pisarza np. przy rachunku sumienia. Jak mocna jest moja wiara? Czy potrafiłaby przenieść… choćby stokrotkę?

 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates