Piotr Ścibor OCD

 

Wołania duszy do Boga
czyli psałterz św. Teresy

 

   Wołania duszy do Boga stanowią swoisty psałterz św. Teresy od Jezusa, zapis modlitwy osadzonej w radościach i  utrapieniach jej ziemskiej egzystencji. W jakim celu Święta przelewała swe doświadczenia modlitewne na papier?  Sama o tym pisze: „Ale kiedy wiem, że Ty, Panie, wszystko to widzisz, po co to mówię? Po to, mój Boże, że gdy  czuję dzisiaj, głębiej niż zwykle, gnębiącą mię moją nędzę i zaćmiony, jakby mgłą zaszły, mój rozum, próbuję, czy za  pomocą ręki i pisania jej nie zdołam go odszukać” (17, 2).


  Powiem Ci, co czuję


   Teresa „szukała swego rozumu” przez zapisywanie osobistej modlitwy, aby nie ulec subiektywnym doznaniom i  móc się od nich zdystansować. Potrzebowała, aby wiara oświeciła jej umysł dla właściwej interpretacji przeżyć  duchowych.
   Luis de Leon w pierwszym wydaniu pism św. Teresy (Salamanka 1588 r.) umieścił Wołania na ostatnich stronicach Twierdzy wewnętrznej, tytułując je: Wołania lub medytacje duszy o jej Bogu napisane w różnych dniach przez Matkę Teresę od Jezusa zgodnie ze stanem natchnienia jej ducha przez Pana po przyjęciu Komunii Świętej w roku 1569. Zakończenie tytułu nie do końca precyzyjnie określa czas tworzenia zapisek przez Teresę. Nie zawsze robiła je bowiem po przyjęciu Komunii Świętej, ale także w innych okolicznościach zapisywała swoje modlitwy.
  Nie zachował się rękopis pisma. Jako tekst bazowy dla wydań służy edycja Luisa de Leon. Forma literacka pisemka to solilokwium  lub soliloquium (etym. łac. solus loqui = mówić samemu). Oznacza ona rozmowę z samym sobą, monolog niewypowiedzianych rozmyślań i medytacji, których celem jest opisanie i zdefiniowanie własnych postaw. Zasadnicza różnica względem monologu wewnętrznego zasadza się na świadomości istnienia rzeczywistego odbiorcy, do którego adresowane jest wystąpienie. Święta znała ten gatunek literacki nie tylko z psalmów, ale też czytając Soliloquia przypisywane św. Augustynowi. Także mocno obecna jest ta forma wypowiedzi w Wyznaniach tegoż starożytnego autora. Przypomnijmy, że Wyznania stały się dla Teresy przełomową lekturą na drodze jej nawracania się ku realizacji woli Bożej w swym życiu. Również znane jej były pobożne monologi z Vita Christi, głównego dzieła Ludolfa z Saksonii, niemieckiego kartuza, pisane przez 40 lat i ukończone w 1374 r.
  Począwszy od trzeciego wołania (O nieszczęściu obrażania Boga) jej słowa mocniej wiążą się z tekstami biblijnymi, aczkolwiek najczęściej przez pośrednie nawiązywanie do cytatów z Pisma Świętego. Płyną z jej wnętrza już po ich duchowym przetrawieniu. Są w niej jakby w naturalny sposób zakorzenione. Teresa inspiruje się psalmami, Ewangeliami, listami św. Pawła i św. Piotra, Apokalipsą, a z ksiąg Starego Testamentu: Izajaszem, Ezechielem i księgami mądrościowymi.
  Wołania nie są skomponowane na zasadzie jakiegoś wcześniejszego planu. Stają się świadectwem spontanicznej modlitwy św. Teresy od Jezusa. Liczba „achów” i „ochów” jest tak duża, że już przez samo to słusznym jest określanie pisma jako ”wołania”. Samoczynnie nasuwają się porównania do dzieł św. Jana od Krzyża, w których mocno zarysowane są tęsknoty, jęki i wzdychania duszy za swym Oblubieńcem. Słowa kieruje do Boga (najczęściej przez: Wy, rzadziej: Majestat) mówiąc: Ojcze, Stworzycielu, Jezu, Odkupicielu, Bracie, Życie, Wszechmogący, Przyjacielu, Królu, Mądrości, Chryste, Oblubieńcze, Miłosierdzie. Pisze także do siebie samej i chrześcijan.
  W Świętej zaistniało błogosławione rozdwojenie: z jednej strony potrzeba zachowania przestrzeni intymnego i osobistego spotkania z Panem na modlitwie, a z drugiej gotowość do dzielenia się doświadczeniem spotkania z Oblubieńcem. Co do pierwszej potrzeby Święta pisała w liście do o. Gracjana następujące słowa: „...nie chciałabym, żeby mnie ktoś słyszał, jak rozmawiam z Bogiem ani mi przeszkadzał przebywać z Nim sam na sam... (n. 141. Do o. Hieronima Gracián w Sewilli Toledo, listopad 1576 r.). Inną stroną gorliwej wiary Teresy była troska o zbawienie dusz. W wielu miejscach swych dzieł daje świadectwo temu, że nie trzymała tylko dla siebie samej spostrzeżeń cudownych dzieł Bożych dokonanych w jej życiu. Teresa naucza modlitwy nie tylko jako teoretyk, ale w sposób praktyczny i mistagogiczny wprowadza czytelnika w swoje doświadczenie.


Czyń ze mną, co zechcesz


  Motywem najczęściej przywoływanym, od pierwszych do ostatnich stron Wołań, jest subiektywne przeżycie nieobecności Pana. To doświadczenie staje się dla Teresy sposobnością do wzmożonej tęsknoty za posiadaniem Boga. Ta postawa wzmacnia w autorce nadzieję na wieczną szczęśliwość w niebie po śmierci. „Ach, Panie, Panie! Jakże mi się dłuży to wygnanie! Jakie ciężkości znoszę, tęskniąc do mego Boga! Cóż pocznie, Panie, dusza zatrzymana w tym więzieniu? O Jezu! Jakże długie jest życie człowieka, choć mówią, że jest krótkie! Krótkie jest, prawda, w porównaniu z tym życiem bez końca, na które tu sobie zapracować mamy, ale długie jest, ach jak długie! – dla duszy pragnącej oglądać oblicze swego Boga!” (15, 1).
  Św. Teresa w poczuciu oddalenia od swego przeznaczenia, przyjmuje jednak sposoby trwania na mocnym fundamencie wiary, który już w obecnym życiu zapewnia przedsmak wiecznego szczęścia. Potrafi dobrze się odnaleźć na wygnaniu: „O Boże mój i Panie prawdziwy! Wielka to pociecha dla duszy, udręczonej w osamotnieniu, gdy wspomni, że Ty jesteś wszędzie! Ale gdy zapał miłości i gwałtowne tego bólu porywy więcej się wzmogą, cóż pomoże ta pociecha? Myśli wtedy się plączą, rozum się ukrywa, a prawda ta pocieszająca jakby mgłą zachodzi. Niczego już dusza nie rozumie, niczego nie widzi, tylko to jedno, że jest oddalona od Ciebie! I nie ma takiego leku, który by uśmierzył ból tego oddalenia. Bo serce, gorąco miłujące, nie chce żadnej rady ani pociechy, jeno od Tego, który ją zranił, od Niego tylko czeka lekarstwa. Gdy zechcesz, Panie, prędko zagoisz tę ranę, którą sam zadałeś...” (16, 1).
  Święta daje wyraz zachwytowi nad wielkością mocy Stwórcy wobec stworzenia: „O Boże mój! Boże, Boże Sprawco wszystkiego stworzenia! Czymże jest cały ten świat, w porównaniu z tym mnóstwem niezliczonych światów, które mógłbyś stworzyć, gdybyś chciał? Wszechmogący jesteś i niepojęte są sprawy Twoje” (8,10).
  Wyraźne w dziełku jest także dobitne ukazanie przerażenia brzydotą grzechu i możliwą niewiernością Bogu. Autorka chroni się przed tym zagrożeniem w oddaniu się do dyspozycji Boga, w pragnieniu służenia Mu i gotowości poddania się każdemu Jego działaniu w niej. Wyrazem tego jest bardzo augustiańska modlitwa Teresy na końcu pisma: „Niechaj Tobie służę na każdy dzień, a Ty czyń ze mną, co chcesz!” (17, 6). Temu oddaniu się towarzyszy pewność co do Bożego miłosierdzia, które zachwyca autorkę swą niezwykłą naturą: „O Boże duszy mojej, jakże skorzy jesteśmy do obrażania Ciebie! Ty zaś, jakże skory jesteś do przebaczania nam!” (10, 1). W oryginalnym tekście hiszpańskim to „bycie skorym do przebaczania” wyraźnie jest zaznaczone jako rzeczywistość zdecydowanie większa (hiszp. mayor) niż ludzka zdolność do grzechu. Moc Bożego miłosierdzia jest porównywana do wskrzeszania umarłych przez Jezusa. Jego płacz nad śmiercią przyjaciela Łazarza to dla Teresy obraz płaczu Jezusa nad trwaniem w grobie grzechu. Jest jednak ufność wobec możliwości wskrzeszania umarłych na skutek grzechu, nawet jeśli sami takiej potrzeby nie widzą: „Nie nad samym bowiem Łazarzem wylewał On litosne łzy swoje, ale i nad wszystkimi, po wszystkie wieki, grzesznikami, którzy, głusi na wołający ich wielki głos boskiej miłości, gardzą ofiarowaną im łaską zmartwychwstania i nie chcą wyjść ze swoich grobów. I moje grzechy także i tyle win, które przeciwko Tobie, o Dobro moje, popełniam, jasno wówczas stały obecne przed oczyma Twymi. Niech im już będzie koniec.,Panie! Niech już będzie koniec wszystkim grzechom i moim i wszystkich grzeszników! Wskrześ już tych umarłych! Niech głos Twój, Panie, z taką potęgą zabrzmi w ich uszach, by wróciło w nich życie, choć nie proszą o nie, by głosem tym ożywieni, wyszli z ciemności grzesznych uciech... I Łazarz nie prosił Ciebie, byś go wskrzesił. Wskrzesiłeś go na prośbę niewiasty grzesznicy. Oto i dziś klęczy przed Tobą takaż, i nierównie większa, grzesznica! Niech zaświeci nad nami Twoje miłosierdzie! Proszę Cię o to, choć taka nędzna, za tymi, którzy Cię prosić nie chcą” (10, 2–3).


  Nie tylko o mnie mi chodzi


  Troska św. Teresy o bliźnich widoczna jest także w tym, gdy pisze, że dobrą rzeczą jest zostawiać pociechy modlitwy, gdy jest konieczność posługi innym. Prawdziwa modlitwa w intymności spotkania z Panem daje właściwą energię do chwilowego zostawiania jej dla miłości bliźniego: „Miłość światowa uchyla się od towarzystwa drugich, lękając się, by jej nie pozbawiono tego, co posiada. Miłość Boża, przeciwnie, tym jest większa, im więcej Bogu przybywa miłośników i rozkosz jej to tylko zasępia, gdy widzi, że nie wszyscy cieszą się tym dobrem najwyższym. Stąd to, o Dobro moje, pochodzi, że duszę wśród najwyższych pociech, jakich przy Tobie używa, żal ogarnia na wspomnienie tych, którzy tymi pociechami gardzą, którzy je mają utracić na wieki. Tym żalem ściśniona, dusza szuka towarzyszów i ochotnie opuszcza swoje pociechy, skoro się jej zdaje, że zdoła w czym przyczynić się do tego, by inni zapragnęli ich i o nie się starać zechcieli... Bo to jest największa przysługa, jaką Ci oddać może dusza, gdy dla miłości bliźnich i dla ich zbawienia, Ciebie opuści! W istocie jednak nie opuszcza Cię, oddając się tym posługom, przeciwnie, pełniej Cię wówczas posiada!” (2, 1–2).
  Lektura Wołań może stanowić dla nas dobry rachunek sumienia co do intensywności i jakości naszej gorliwości w służbie Bogu i bliźniemu. Czy dostrzegamy w sobie samych chociaż trochę takiego dynamizmu wiary jak u św. Teresy od Jezusa?

 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates