Rozważania na XXI Niedzielę Zwykłą - 26.08.2018

 

    Fragment książki Eremity - "Wprowadzenie do modlitwy  mistycznej" - wydanej przez  Wydawnictwo eSPe - 2011   

 

EUCHARYSTIA TO BÓG ROZDARTY

  

Wiem, że ranię Cię nawet wtedy,
kiedy Cię wzywam
najsłodszym imieniem.
Niech przynajmniej śpiew ozłoci
naszą samotność:
odczuwam przymus śpiewania Ci,
tak jak ty -
bycia dla mnie litościwym.

  Nadszedł moment, aby rozważyć tajemnicę Eucharystii. Spotykają się w niej dwa ubóstwa: człowieczeństwo Jezusa upokorzonego z powodu drwin, jakimi obrzucono Jego miłość do słabych, i nasze człowieczeństwo zranione przez grzech.
  Zwróćmy uwagę na niezwykłą delikatność tego spotkania: Chrystus nie staje przed nami w jakiejś przerażającej wszechmocy kosmicznej. To stanie się podczas sądu nad narodami (por. Ap 19,11n), po pojawieniu się na niebie chwalebnego krzyża i upadku gwiazd podczas chrztu ognia (por. Mt 24,29-31). Teraz natomiast, w Eucharystii, Jezus chce ustanowić bliską więź z grzesznikiem, który się ukorzy. W tajemnicy uniżenia Pan staje się nam bliski, używając materii chleba ubogiego i rozdartego, tak jak rozdarte zostało jego ciało podczas męki. W tym stanie łączy się z naszymi rozdarciami.
  Czy powinien nas może przerażać sąd Tego, który każdego dnia staje przed nami rozdarty? W momencie, w którym rozdarty wierzący, czyli grzesznik, łączy się z rozdartym Bogiem, rozdarcia grzesznika zasklepiają się i przemieniają w łaskę.
  To dlatego, że moc rozdartego Chrystusa tkwi w samej potędze życia, czyli w miłosierdziu.
  Zatem to w rozdarciach naszej duszy kryje się wielka prawda życia mistycznego! Ta prawda jest częścią tajemnicy eucharystycznej.
  Aby zrozumieć to nieco lepiej, musimy pomyśleć o Jezusie historycznym - takim, jakiego ukazuje Pismo Święte, a nie nasza wyobraźnia. Jak objawił się ludzkości człowiek Jezus?
  Chcąc żyć w Palestynie, wybiera najbardziej pogardzaną przez Żydów prowincję, Galileę. Tam postanawia żyć w najbardziej pogardzanej wiosce, Nazarecie. O tej miejscowości mówiono, że nie może z niej pochodzić nic dobrego ("Czyż może być coś dobrego z Nazaretu?", J 1,46). Planuje zrodzić się wskutek poczęcia pozornie nieprawego. Ponadto w swoim drzewie genealogicznym ma trzy jawnogrzesznice: Tamar żyła w związku kaziorodczym z teściem; Rachab była prostytutką z Jerycha, Betsaba - nałożnicą króla Dawida, który rozkazał zamordować jej męża, Uriasza (por. Mt 1,3-6).
  W karierze Jezusa możemy dopatrzeć się następujących zaszczytów: rodzi się w grocie pasterskiej; prześladowany, musi ukryć się poza granicą państwa; wraca i pracuje jako cieśla przez ponad trzydzieści lat; postanawia się nie żenić ani nie jest kapłanem podobnym do kapłanów Starego Przymierza (por. Hbr 7,4; 8,4); porzuca pracę i pozwala się utrzymywać bogatym kobietom (por. Łk 8,2-3); nie wybiera uczniów spośród kapłanów ani spośród uczonych w Prawie; uparcie pozostaje człowiekiem swego ludu, narażając się na obelgi: "Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników" (Łk 7,34); swoimi słowami gorszy tradycjonalistów i zostaje ekskomunikowany przez władze religijne (por. J 9,22); krewni uważają Go za szaleńca (por. Mt 3,21.31; Mt 12,46-50); zostaje publicznie stracony, opuszczony nawet przez swoich przyjaciół; Jego egzekucja odbywa się za zgodą wszystkich władz narodowych i obcych, politycznych i religijnych; na znak hańby jest stracony pomiędzy dwoma złoczyńcami; zostaje pogrzebany w cudzym grobie, wybudowanym dla innego człowieka; po powstaniu z martwych ukazuje się niegdyś opętanej kobiecie, którą posyła, aby ta dodała otuchy innym uczniom (por. J 20,16-18).
  Tak postanowiła zapisać się w historii ludzkiej druga Osoba Trójcy Świętej, Słowo Boże, Sędzia tego świata, szafarz łaski usprawiedliwiającej.
  Co chcieli udowodnić nam ewangeliści, przekazując wszystkie te kłopotliwe szczegóły?
  Chcieli przypomnieć, że Jezus do tego stopnia upodobał sobie ostatnie miejsce, miejsce Stworzyciela rozdartego, że żaden człowiek - choćby nie wiem jak uniżył się w pokorze - nigdy Mu tego miejsca nie odbierze.
  My wielbimy Boga, który na ziemi postanowił obyć się bez sukcesów i bez poszanowania; temu, kto jest zdolny, aby Go przyjąć i pokochać, On udziela daru bycia dzieckiem Bożym przez adopcję. A w konsekwencji przyznaje mu również pozycję spadkobiercy owej chwały, która wynosi Jezusa w raju.
  Temu natomiast, kto przywiązany jest do własnej godności, myśl, że miłość Chrystusa wiąże się z zadawaniem ran swojej reputacji, zmysłom i duszy, wydaje się nie do przyjęcia.
 A zatem Eucharystia, w której Jezus jest obecny pośród nas dzisiaj, wcale nie jest sprzeczna z postacią Jezusa historycznego!
  Przede wszystkim przypomina nam ona, że Bóg o ludziach pomyślał już w wieczności - miał w zamyśle ludzką strukturę fizyczną i psychiczną, w które wpisane są kruchość i ubóstwo. To one, a nie zdolności i przedsiębiorczość, stanowią pilastry życia wewnętrznego, które nigdy nie zostaną zniesione podczas ziemskiej egzystencji.
  Co zatem stanie się z naszą kruchością i niedostatkami, jeśli będą musiały trwać przez całe życie? Staną się one jedynym kanałem, którym popłynie do nas miłość Chrystusa. Jego krew przedostaje się z Jego żył do naszych tylko poprzez nasze rozdarcia (por. 1P 2,24). Oto dlaczego św. Paweł uczy, że jeśli musimy się czymś chlubić, chlubmy się naszymi słabościami, aby zamieszkała w nas moc Chrystusa (por. 2Kor 12,9-12).
  Musimy zaakceptować rzeczywistość, w której łaska Boża przebiega nie przez naszą sprawność, lecz przez nieudolność, zaakceptowaną i podporządkowaną Jego miłosierdziu. To wszystko dokonuje się właśnie w Eucharystii. Kto zaś chce sprowadzić ją do biesiadnej kolacyjki, ten gubi aspekt ofiarno - odkupieńczy i ogromnie zubaża tajemnicę śmierci Chrystusa.
  To misterium jest przede wszystkim przejawem miłości Ojca; jest początkiem dzieła naszego zbawienia nie poprzez ideologie albo odkrycia naukowe, ale poprzez cichą miłość. Miłość, która posuwa się do zakwestionowania przed ludźmi relacji z Synem, znieważonym, wykpionym i zabitym w imię Boga niczym nikczemnik.
Jezus nie tylko zgodził się, by Go uważano za przeklętego przez Pana, ale wręcz wykorzystał tę sytuację do uświęcenia wyszydzającej Go ludzkości.
  Na krzyżu nadal modlił się do Ojca i wierzył w królestwo Boże, bo my w obliczu krzyża przestajemy wierzyć.
  Jak Jezus mógł zbawić świat, jeśli nie przez utożsamienie się z ludzkością rozdartą przez grzech i przyjęcie na siebie ostatecznej konsekwencji naszych grzechów, czyli śmierci? Nie było innego sposobu w tej niepojętej ekonomii zbawienia.
  To samo dotyczy Eucharystii: kiedy ja przyjmuję Jezusa Chrystusa w sakramencie, On przyjmuje mnie. Ja spożywam Jego, ale On również mnie spożywa. Ja jednak jestem kęsem zatrutym wskutek moich grzechów. Jezus zatem wchłania moją truciznę i w tej samej chwili umiera. Oto doskonałość prawdziwej ofiary. Cena zapłacona przez Syna Bożego jest najwyższa ze wszystkich możliwych, a płaci On ja każdego dnia podczas każdej Mszy Świętej.
  Dlaczego ten fakt mnie ocala? Ponieważ Jezus Chrystus obdarza mnie łaską mistycznej śmierci (umieram z Nim), a zatem w owej chwili nie należę już do samego siebie, ale staję się jednym ciałem z Nim i razem z Nim otrzymuję od Ojca ducha usprawiedliwienia.
  I tak, podczas gdy Jezus umiera, stając się częścią mnie jako hostia, w tej samej chwili ja również umieram dla grzechu. Za grzech odpokutowuje Chrystus, który umiera za mnie, włączając mnie w swoją śmierć eucharystyczną; śmierć, owszem, tajemniczą, a jednak tak bardzo prawdziwą! Ogłasza ona bowiem koniec przekleństwa grzesznika i Boże usprawiedliwienie.
  Po śmierci Jezusa nastąpiło Jego zmartwychwstanie. Jeżeli więc w Eucharystii jestem z Nim jednym ciałem, On zmartwychwstaje wewnątrz mnie, a zatem również mnie wskrzesza do życia, czyniąc mnie nową osobą (por. Rz 8,9-11).
Zatem kiedy Jezus nas zbawił? W chwili swojej największej słabości, kiedy Jego rozdarte ciało umierało na krzyżu, On zaczął recytować Psalm 22 - modlitwę człowieka, który został upokorzony przez samego Boga: "Boże mój, czemuś mnie opuścił?".
  Jezus postanowił nas zbawić przyjmując na siebie piętno skazanych przez ludzki sąd. Mógłby nas zbawić, ściągając z nieba zastępy walczących aniołów (por. Mt 26,53), które pokonałyby Sanhedryn i pogańskie imperium. Nie chciał jednak działać w sposób, który uczyniłby Go podobnym do archanioła: nie tylko nie byłoby możliwe naśladowanie takiego Pana, ale i nie nauczylibyśmy się prawdziwej drogi jedności z Bogiem, drogi pokory w uniżeniu. Chrystus zaprzeczyłby sobie i logice Eucharystii, której przesłaniem jest rozdarte serce - umiejętność dawania siebie bez oczekiwania zapłaty.
  Jaka byłaby różnica, pomiędzy archaniołem wojownikiem a cezarem? Definitywnie i bezpowrotnie skończyła się historyczna epoka Jozuego, zaś chwalebna paruzja jeszcze nie nadeszła. Nikt nie może oceniać uczniów, zanim nie nauczy się ich mądrości uniżenia, czyli krzyża!
  Rozważanie tajemnicy Eucharystii niech będzie dla was pierwszą zasadą, ponieważ kryje się w niej - jak stwierdziła św. Teresa z Avila - istota objawienia chrześcijaństwa.
  Jeżeli to zrozumieliśmy, jesteśmy już gotowi na przebycie przez rozdarcia czy noc ciemną naszego życia. Potrafimy dostrzec w nich szlak wiodący ku komnacie weselnej Chrystusa.
  W tym miejscu czuję się w obowiązku ostrzec ciekawego czytelnika.
  Możesz czytać dalej albo możesz zrobić sobie przerwę. Zanim stawisz czoła drugiej części tej książki, wiedz, że miłość Boża do tej pory tylko pogłaskała twoje splątane przez wiatr włosy. Od tej chwili wniknie w twoje korzenie i zatrzęsie nimi u ich podstaw. Będę mówił o czułości Pana, ale też o drodze oczyszczenia.
  Tylko jeżeli masz tyle wiary, aby rzucić się nago do rzeki, możesz poczuć nurt popychający cię ku brzegowi o wiele bardziej pewnemu niż ten, który pozostawiłeś za sobą.

 

 

 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates