Jak św. Teresa od Jezusa radziła sobie z trudnościami? Studium w świetle Księgi Fundacji

Święta Teresa z Avila

Wobec trudności człowiek może reagować bardzo różnie. Często włącza się w nas myślenie, że w tej sytuacji nie ma rozwiązania, że nie da się już nic więcej zrobić. Innym razem, choć wiemy, co powinniśmy zrobić, to czujemy się bezsilni, aby zadziałać albo ogrania nas ogromny lęk paraliżujący dobre decyzje i pragnienia. Innym znów razem działamy zbyt pochopnie, bez zastanowienia, bez mądrego rozeznania albo też gaśnie w nas zapał, ponieważ jesteśmy sami z naszym krzyżem.

Pośrodku tych naszych rożnych prób radzenia sobie z trudnościami przychodzi Jezus i mówi: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Łk 9,23). Zdanie, które zmienia wszystko. Po pierwsze rozbija jak bańkę mydlaną ową iluzję, że chrześcijanin uniknie trudności, ale po drugie upewnia, że nie będziemy w tym sami, że On nas nauczy jak nieść krzyż, mamy tylko Go naśladować.

Rodzina karmelitańska odnajduje wyraźne ślady Zbawiciela w osobie i nauczaniu św. Teresy od Jezusa. Otwieramy jej kolejne księgi, aby zobaczyć jak mamy naśladować Chrystusa, jak mamy nieść krzyż naszych trudności w codzienności. Zatem przypatrzmy się z bliska naszej Świętej z Awili, a dokładniej jej historii opisanej w Księdze fundacji, a odkryjemy ślady Jezusa. Ślady, po których poszła ta Święta karmelitanka, dojrzała chrześcijanka, czyli te konkretne wskazówki jak radzić sobie z trudnościami oraz jak brzemię staje się realnie lekkie i słodkie. I nie myślmy czasem, że to zbyt odlegle czasy i odmienny świat życia klauzurowego. Podejmując się dzieła fundacji 17 klasztorów Teresa pozwoliła, że ostatnie 20 lat jej życia stanie się mozaiką: pozyskiwania pieniędzy i zatargów, długich i męczących podroży w nieznośnych mrozach i upałach, niedospanych nocy i troski o podstawowe utrzymanie, załatwiania pozwoleń i negocjowania z możnymi tego świata, budowania ścian i strojenia kaplic, chorób fizycznych i wątpliwości duchowych i wielu innych. Czytając tę księgę można się naprawdę zadziwić ilością cierpień, jakie musiała znieść chociaż „najcięższe [utrapienia] pomijam tu milczeniem” (F 26,2). Zobaczmy zatem w jaki sposób poradziła sobie z tym nawałem trudności, który nas ludzi XXI wieku niejednokrotnie przerasta.

1. Aby pełnić wolę Bożą

Chcąc odpowiedzieć na to pytanie jak Święta Fundatorka Karmelu radziła sobie z trudnościami życia, należy umieścić je na linii: pełnić wolę Bożą. Celem, jaki sobie stawia w życiu, to nie przezwyciężenie tego co trudne czy uniknięcie cierpienia, ale pełnienie woli Bożej. Tu kryje się świętość, której szuka.

„Bo na czym polega najwyższa doskonałość? […] Na tym, by wola nasza tak była zgodna z wolą Boga, iżby nie było takiej rzeczy, której Bóg chce, a my byśmy jej nie chcieli całą wolą naszą, i równie ochotnie przyjmowali rzeczy gorzkie jak i rzeczy przyjemne, wiedząc, że taka jest Jego wola” (F 5,10).

To bardzo ważne dla nas! Umieszczenie naszych cierpień w takiej optyce zmienia dużo. Teresa nie uczy nas cierpiętnictwa. Nie szuka trudności na siłę, nie komplikuje sobie i innym życia, chyba że wymaga tego wypełnienie woli Bożej. Pierwszy zatem krok będzie zawsze polegał na jasno rozeznanej woli Bożej.

1.1 Dla większej chwały Bożej i dobra ludzi

To jest klucz dla odkrycia woli Bożej. Zadając sobie pytanie o to, co jest wolą Bożą, odpowiedzi szuka w tym, co będzie dla większej Jego chwały i dla dobra chrześcijan. A jeśli to odkryje, to trudności, jakie musi przejść, aby dotrzeć do odkrytego celu, nie są już istotne. W 18 rozdziale, przy okazji fundacji w Salamance, mówi o tym wprost:

„Za nic sobie miałam trud wszelki, pomnąc w czyjej służbie go ponoszę i radując się tą myślą, że w tym nowym domu Pan będzie odbierał cześć i chwałę i sam w nim będzie mieszkał w Najświętszym Sakramencie […]. Nie ma, sądzę, tak wielkich trudów i cierpień, których by nam godziło się ulęknąć, jeśli w zamian za nie możemy takim wielkim dobrem społeczność chrześcijańską obdarzyć” (F 18,5).

Przed fundacją w Villanueva de la Jara Bóg przekonuje ją na modlitwie mówiąc, że „będzie z niego [klasztoru] wielkie pomnożenie Jego służby i pożytek dusz” (F 28,15). Nic istotniejszego dla Świętej w przekonaniu, że coś jest zgodne lub nie z wolą Boga. Pokrzepia ją świadomość, że w klasztorze, który buduje w trudach będzie „kwitła chwała Boża” (F 30,14).

 Jej otwartość na poznanie i gotowość pełnienia woli Bożej wyrażały jej modlitwy. Teresa prosi, aby Jezus jej objawił swoją wolę. Nie była wszystkiego pewna od początku.

„Pewnego dnia po Komunii, polecałam tę sprawę [fundację w Villanueva de la Jara] Bogu, jak to po wiele razy czyniłam, błagając o oświecenie…” (F 28,15).

Aby jasno poznać wolę Bożą: „Pewnego dnia, po Komunii świętej, pogrążona w tych wątpliwościach i nie mogąc się zdobyć na żadne postanowienie co do tych fundacji, błagałam Pana, aby mię raczył oświecić, iżbym we wszystkim tym umiała poznać i spełnić Jego wolę” (F 29,6). Najpierw prosi o poznanie woli, a kiedy otrzymuje światło, czego chce Pan Bóg, idzie za tym, nie zważając na cierpienia, zmęczenie czy choroby. Zabiera się do dzieła, choć „ciało się bardzo tego lękało” (F 28,17).

Jeden z fundamentalnych tekstów, który wyraża prawdę, jaką Święta wyciąga po przebytych fundacjach i jest niezwykle pedagogiczny to:

„Jak wiele na tym zależy, byśmy nigdy nie zważali na żadną słabość zdrowia, ani żadnym nie zrażali się przeciwieństwem, gdy chodzi o spełnienie jasno poznanej woli Boga. On bowiem mocen jest słabych uczynić silnymi i chorych zdrowymi; a gdyby tego nie uczynił i cierpienia nie odjął, znak to, że z samegoż cierpienia będzie większy dla duszy naszej pożytek. A więc, skoro nam objawi wolę swoją, idźmy za nią, patrząc tylko na cześć i służbę Jego, a o samych sobie zapominając (…) Tą drogą idąc, wierzajcie siostry, nigdy nie doznacie szkody, nigdy was nic złego nie spotka” (F 28,18).

Spełnić odważnie jasno poznaną wolę Bożą. Bóg da do tego potrzebne siły, a jeżeli cierpienia pozostaną, to znaczy, że są one cenniejsze dla chwały Bożej i pożytku duszy. „Zupełnie byłam pewna, że wszystkie te przeciwności zrządzone są dla większego naszego dobra” (F 31,22). Jej rozumienie jest cały czas takie: „Bóg dopuścił na nas to zło, aby wyszło z niego większe dobro” (F 28,5).

1.2. Od gorzkiej miłości własnej do „słodkiego krzyża”

W swojej refleksji Święta sięga do korzeni tego, co nazywamy trudnością i mówi o miłości własnej. W tym wzrastaniu trzeba będzie ujarzmić swoją miłość własną, co związane jest z wielkim trudem wewnętrznym. Najlepszym lekarstwem na miłość własną jest posłuszeństwo przełożonemu lub spowiednikowi (F 5,11-12). Bez tego miłość własna, niezwykle sprytna, zawsze wytoczy silniejsze argumenty wobec rzeczy nawet oczywistych, które są istotne w hierarchii naszych wartości (por. F 5,12). Trud posłuszeństwa wynika z trudu pokonania miłości własnej. Konsekwentnie posłusznym, Teresa obiecuje zwycięstwo. „Dla nabycia zaś i posiadania tego skarbu nie ma, wierzajcie, pewniejszej drogi nad tę, byśmy go, trudząc się i kopiąc, dobywali z tej kopalni posłuszeństwa” (F 5,13).

 Taka postawa wiemy dobrze nie jest prosta, bo „takie zrzeczenie się wszelkiej woli własnej wydaje się nad wyraz trudne” (F 5,10). Nie chodzi tu tylko o to, aby przygryźć wargi i wykonać to, co trudne, ale aby „czynić to z wewnętrznym zadowoleniem” (tamże). Taką przemianę wobec tego, co trudne dla naszej woli może dokonać jedynie miłość, bo tylko „miłość, gdy jest doskonała ma tę moc” (tamże). Wówczas „najsroższe utrapienia, gdy wiemy, że znosząc je będziemy przyjemnymi Bogu, stają się dla nas słodkie” (tamże). Powyższy tekst trafnie pokazuje pedagogię Teresy. Pozwalając zrozumieć dynamikę ucznia chrystusowego krzyża. Nie jest to naiwne podejście wobec krzyża, jakie czasami implikuje się chrześcijanom: „Powinieneś cieszyć się z cierpienia”. Teresa mówi z doświadczenia, że tutaj potrzebne wzrastanie ku „doskonałej miłości”, bo dopiero ona „ma tę moc”, aby obietnica Jezusa o słodkim krzyżu się spełniła. Tak się stało w życiu Świętej, która wyznaje: „to, co im się wydawało trudnym, w moich oczach było rzeczą tak łatwą” (F 3,3).

1.3. Od lęku i wątpliwości do gotowości na wszystko

Święta jest świadoma, że takie podejście nie jest łatwe. Wspomina, że ona sama nie zawsze tak postępowała, że dopiero po łasce nawrócenia w 1554 r. (kiedy miała 39 lat) Bóg dał jej ogromną odwagę. „Ja za dawnych lat, tak będąc niecnotliwą i słabą, nieraz wyznaję, poddawałam się wątpliwościom i strachom” (F 28,19). Po otrzymanej łasce pisze, że „nie pamiętam takiego zdarzenia, by mi ten Boski Mistrz nasz, z samego tylko miłosierdzia swego, nie użyczył łaski zwyciężenia tych pokus i rzucenia się całą istnością moją ku temu, w czym uznam większą chwałę Bożą, choćby to była rzecz najtrudniejsza” (F 28,19). Święta wie, że nie ma do czynienia z aniołami, kiedy zwraca się do sióstr czy czytelników (nas). Uprzedza, że mogą na początku pojawić się pokusy na tej drodze przezwyciężania trudności. Dwie główne pokusy to: wątpliwość (przeciwko wierze) i paraliżujący strach (przeciwko nadziei). Ale Pan Bóg daje „łaskę zwyciężenia tych pokus”, a z tą łaską człowiek jest w stanie rzucić się cały do dzieła wypełniania woli Bożej „choćby to była rzecz najtrudniejsza”. Dlatego Święta będzie co jakiś czas powtarzać, że to dzięki łasce, a nie jej wysiłkom. „Bóg niczego więcej od nas nie żąda, prócz takiej ochotnej na Jego wolę gotowości, a gdy ją w nas znajdzie, sam potem zdziała wszystko mocą swoją” (F 28,19).

Cecha nawróconego chrześcijanina w podejściu do cierpienia: „Choć bowiem natura nieraz się wzdryga wobec grożącego jej cierpienia, nigdy jednak nie ulega zmianie chęć i gotowość do cierpienia dla miłości tak wielkiego Pana i Boga mego”(F 31,12). Kiedy duch ochoczy, ale ciało słabe Święta modli się w ten sposób: „Tak też Jemu mówię w chwilach podobnej pokusy, by nie zważał na te wstręty mojej ułomności, ale kazał, co chce, abym czyniła dla Jego chwały, a ja bez ociągania się spełnię, co każe”(F 31,12). Nawet w oschłościach Teresa zawsze pragnęła pełnić wolę Bożą. To tajemnica jej głębokiej wiary. „W chwilach bowiem najgłębszego nawet zniemożenia i oschłości ta żądza spełnienia jedynie woli Bożej, nigdy ani na chwilę we mnie nie ustała” (F 29,6).

1.4. Trudności jako pedagogia Boża

Sytuacje trudne w życiu człowieka mają dla Świętej wartość pedagogiczną co najmniej z czterech powodów:

– Są miernikiem naszej miłości: to pośród trudności okazuje się moc miłości, a nie w cichym kącie, gdzie nie ma problemów. „Nie w ukryciu cichego zakątka, tylko wśród walk i pokus, okazuje się moc miłości” (F 5,15), aczkolwiek nie chodzi tu o bezmyślne wystawianie się na okazje. Teresa mówi tu o pewnym zysku, jaki człowiek odnosi z tych trudnych sytuacji. „Zysk dla duszy bez porównania jest większy”; „Zysk w tym jest, że okazje, na jakie będziemy wystawieni, pokażą nam, czym jesteśmy i jak daleko starczy cnota nasza” (F 5,15). Za przykład daje św. Piotra, który dopiero po upadku poznał siebie i zaufał Bogu, co uczyniło go prawdziwie mężnym, aż po męczeństwo (por. F 5,15).

– Mobilizują do większej gorliwości: w trudach i niewygodach często objawi się większa gorącość ducha. „Doprawdy, widziałam to na oczy i z doświadczenia o tym się przekonałam, że więcej bywa gorącości ducha, a nawet i wewnętrznego wesela, gdy ciału ciasno i niewygodnie, niż gdy ono przestronne ma pomieszczenie i wczasów używa” (F 14,5).

– Uczą zaufania do Bożej opatrzności: napotkane trudności na drodze zgodnej z wolą Bożą Święta stara się czytać po Bożemu: Co Pan chce mi przez to powiedzieć? W przypadku Toledo pisze: „I mogła ta fundacja przyjść do skutku bez żadnego trudu, gdyby układy z Alonsem Alvarezem były się powiodły; a oto Pan zrządził, że się nie powiodły, że owszem zupełnie się rozbiły, aby klasztor nasz powstał w ubóstwie i w ciężkiej walce z trudnościami” (F 15,8). Bóg wie lepiej niż ja dlaczego tak się dzieje w moim życiu. Taka postawa jest wyrazem wiary i ufności. „Mimo to wszystko nie zachwiałam się ani na chwilę w mej ufności; zupełnie byłam pewna, że wszystkie te przeciwności zrządzone są dla większego naszego dobra, że jakkolwiek diabeł kładzie nam przeszkody dla udaremnienia naszej fundacji, Bóg przecie w końcu zwycięży i sprawę swoją do pomyślnego skutku przywiedzie” (F 31,22). Oschłości i słabości przed wyruszeniem na fundacje odczytuje jako zaproszenie do jeszcze większej ufności. „Nigdy w życiu moim nie czułam się tak słabą i małoduszną jak wówczas; zupełnie, rzec mogę, nie poznawałam siebie. Nie opuszczała mnie wprawdzie ufność, z jaką każdego czasu polegam na Panu; ale w przyrodzonym usposobieniu moim czułam się zupełnie inna niż bywam zwykle” (F 25,1).

– Pokazują wyraźnie, że to nie człowiek, ale Bóg dokonuje wielkich rzeczy: Święta jest świadoma, że trudności, jakie napotykamy w życiu pozwalają nam i innym spokornieć i przekonać się, że to dzięki Bogu zdobyliśmy kolejny szczyt. Swoje trudności Teresa podsumowuje stwierdzeniem, że „z tego każdy przekonać się może, że najczęściej nie ja czynię to, co się działa w tych fundacjach, ale Ten, który mocen jest zdziałać wszystko” (F 29,5). „Pan, rozumiałam to dobrze, usuwał nieco rękę swą ode mnie, zostawiając mię samej sobie, abym jasno poznała, że odwaga moja, jaką przedtem miewałam, nie ze mnie była, jeno z Niego” (F 25,1). To, że w zakładaniu fundacji miała pod górkę odczytywała wręcz jako znak, że to podoba się Bogu, co wzbudzało w niej radość (por. F 27,21). „Wolę, gdy założenie nowego klasztoru kosztuje mnie wiele trudów i prześladowań i chętniej o takich fundacjach opowiadam” (F 28,38).

1.5. Walka duchowa

Zakładanie fundacji to szerzenie Królestwa Bożego tutaj na ziemi. Dlatego naturalne, że szatan będzie robił wszystko co może, aby zniszczyć to dzieło, najlepiej jeszcze w zalążku, w łonie Świętej Matki Teresy. Jest świadoma, że pełniąc tak konsekwentnie wolę Bożą uczestniczy w walce duchowej z szatanem. Pisze, że wie „już z doświadczenia, jakie przeszkody diabeł zwykł nam wzniecać, ile razy spostrzeże, że zabieramy się do fundacji nowego klasztoru” (F 18,2). Nie tylko Pan Bóg wie, że jej klasztory są budowane dla chwały Bożej i dobra ludzi. „Wielka z niej [fundacji] ma być chwała Bogu, kiedy diabeł tak jej nie cierpi” (F 18,2). O fundacji w Burgos wspomina, że „diabeł kładzie przeszkody dla udaremnienia naszej fundacji” (F 31,22), ale ufa, że „Bóg w końcu zwycięży” (F 31,22). Tak też się stało.

Podsumowanie

Pierwsza zasadnicza nauka, jaką warto zapamiętać brzmi: wszystko co św. Teresa chce nam powiedzieć na temat konfrontowania się z trudnościami życia, będzie zmierzało do tego, aby poznać i wypełnić wolę Bożą. Tę zasadę Bóg wyrył w jej nawróconym sercu kiedy fundowała klasztory: „nigdy nie uczyniłam nic takiego, w czym bym widziała najmniejszą niezgodność z wolą Pańską. Szłam w tym zawsze za radą moich spowiedników. Nie pamiętam nawet, by kiedy choć na chwilę myśl mi przyszła odstąpienia w czymkolwiek od tej zasady” (F 27,15). Zobaczymy teraz jak konsekwentnie swoją zasadę wprowadzała w życie: cokolwiek na mnie spadnie ja chcę i będę pełnić wolę Bożą potwierdzoną w Kościele.

2. Proś, słuchaj i bądź posłuszny

Kolejnym krokiem, jaki czyni człowiek mający w sobie pragnienie pełnienia woli Bożej jest rozpoznanie jej, nazwanie po imieniu w swojej codzienności. Chrześcijańskie pokonywanie trudności zgodne z wolą Bożą wymaga w pierwszym rzędzie pokornego proszenia: „Czego chcesz Panie?” i wsłuchania się w to, co On ma do powiedzenia. Nasza Święta postawę prośby i wsłuchiwania przyjmuje przede wszystkim na osobistej modlitwie, a usłyszane słowa i natchnienia konsultowała dla pewności z Kościołem (przełożonymi, spowiednikami, kierownikami duchowymi).

2.1. Modlitwa prośby

Świętość i mądrość Teresy z Awili nie zwalniała jej z pokornego proszenia, czy wręcz bombardowania nieba modlitwami. Nie była wszystkiego pewna od początku. „Pewnego dnia po Komunii, polecałam tę sprawę [fundację w Villanueva de la Jara] Bogu, jak to po wiele razy czyniłam, błagając o oświecenie…” (F 28,15). „Ja z mojej strony – wspomina fundacje w Sewilli – z większą jeszcze żarliwością uciekałam się do Pana i siostry pobudzałam, aby czyniły podobnież, błagając Go, aby ich nie pozostawiał bez własnego schronienia; i wielkiego św. Józefa o to prosiłyśmy, i Najświętszą Pannę, ustawiczne w tym celu odprawiając na ich cześć nabożeństwa i procesje” (F 25,3). Jej pokorna prośba nie raz stawała się podatnym gruntem, aby usłyszeć bezpośrednie słowa od Boga. Tak było i w przypadku Sewilli „Aż pewnego dnia, gdy znowu na modlitwie błagałam Boga, by wejrzał na te oblubienice swoje, tak gorąco pragnące Jemu służyć, i dał im wreszcie ten dom, którego potrzebują, Pan rzekł do mnie: Już was wysłuchałem; zdaj się na Mnie” (F 25,4). Aby jasno poznać wolę Bożą: „Pewnego dnia, po Komunii świętej, pogrążona w tych wątpliwościach i nie mogąc się zdobyć na żadne postanowienie co do tych fundacji, błagałam Pana, aby mię raczył oświecić, iżbym we wszystkim tym umiała poznać i spełnić Jego wolę” (F 29,6). W Burgos: „Poszłyśmy a Mszę św., polecając tę sprawę naszą [kupna domu] Bogu…” (F 31,36). Tę samą sprawę polecały siostry we wspólnocie św. Jozefowi (F 28,7; 31,36).

Warto zaznaczyć, że Święta nie zadowala się jedynie modlitwą prośby i czekaniem, aż jakiś dobry człowiek zapuka do drzwi z propozycja np. domu pod klasztor. Ufając, że Bóg wysłucha i pokieruje, zabiera się do konkretnego działania. „Ufając tedy w skuteczność tylu próśb naszych (…) poczęłam szukać domu odpowiedniego. Ale choć kilka ich upatrzyłam i o każdy po kolei traktowałam, układy za każdym razem się rozbijały w chwili, kiedy się zdawało, że już dochodzą do skutku” (F 25,3).

2.2. Gdy Bóg zaczyna odpowiadać

Teresa wielokrotnie otrzyma w trudnych momentach wewnętrzne słowa od Boga. Tak to rozumie po latach doświadczeń: „Ile razy która fundacja ma być połączona z wielkimi trudnościami, Pan znając wielką nędzę moją, zawsze mi dodaje ducha słowem i okazaniem boskiej mocy swojej. Przeciwnie, gdy rzeczy mają pójść łatwo, nic mi nie mówi, jak to już w kilku fundacjach zauważyłam” (F 31,4).

Były to autentyczne słowa Boga skierowane osobiście do Teresy. Słowa, które wyryły się w jej wnętrzu i które były niezwykle skuteczne. Za każdym razem będzie płynęła z nich ogromna siła, radość, umocnienie, pewność, co do woli Bożej, choć nie wszystko od razu było rozwiązane i podane jak na tacy. Święta tak charakteryzuje skutki potęgi słowa Bożego: „Przenika do duszy, umysł oświeca, aby poznał prawdę i wolę pobudza do ochotnego jej spełniania” (F 28,16). Bardzo często słowa były podobne do tych, jakie Jezus kierował do uczniów dodając im odwagi. W Palencji Teresa usłyszy: „Czego się boisz? Kiedy cię pomoc moja zawiodła? Jaki zawsze byłem dla ciebie, taki jestem i dzisiaj… Słowa te nowej dodały mi odwagi” (F 29,6); a w Burgos: „Wśród tego powszechnego strapienia (…) Pan rzekł do mnie te słowa «Teraz, Tereso, bądź mężna!»”(F 31,26). Słowa te ponadto przyniosły pokój (F 31,49). Co ciekawe, czasami słowa Boże dawały Teresie konkretne rozwiązania: „że dostaniemy dobry dom” (F 25,4); żeby „zabrała z sobą Regułę i Konstytucje” (F 17,3); albo pomaga w wyborze konkretnego domu: „ten jest dom, który wziąć powinnaś”, ponieważ działo się w nim wiele złego (por. F 29,18). Wobec jej niezdecydowania względem fundacji w Palencji i Burgos i kiedy to jak wspomina: „błagałam Pana, aby mię raczył oświecić, iżbym we wszystkim tym umiała poznać i spełnić Jego wolę”, usłyszała następujące słowa od Pana, który „jakby z wyrzutem, rzekł do mnie: Czego się boisz? Kiedy cię pomoc moja zawiodła? Jaki zawsze byłem dla ciebie, taki jestem i dzisiaj. Nie ociągaj się z założeniem tych dwu fundacji” (F 29,6; por 31,4). I zaraz po tym tekście dodaje: „O Boże wielki! Jakże różne są słowa Twoje od słów człowieka! W tejże chwili taką uczułam w sobie odwagę i tak silne postanowienie, że chociażby świat cały stawał mi w drodze, nie zdołałby mnie powstrzymać. Nie zwlekając ani chwili, przystąpiłam do dzieła” (tamże). Innym razem rozeznaje na modlitwie jak ma odpowiedzieć na zaproszenie do ufundowania klasztoru w Pastranie przez księżną Eboli: „Usłyszałam głos Pana, bym się nie wzbraniała od tej jazdy. Chodzi bowiem o coś więcej, niż o samą tę fundację” (F17,3). W Villanueva de la Jara: „bym się nie wahała już przystać do założenia tego domu(F 28,15).

Na tych słowach, które usłyszy na modlitwie Święta będzie opierała swoją ufność, czekając na ich wypełnienie. Pierwsze słowa „Oczekuj a zobaczysz wielkie rzeczy”, zrozumiała dużo później, że była to obietnica dotycząca Reformy, rozprzestrzenienia się nowych fundacji po całej Hiszpanii. Słowa te rozbrzmiewają swą mocą szczególnie w momentach doświadczania ciemności, kiedy pragnie widzieć jasno, kiedy nie wie jeszcze wszystkiego, kiedy Bóg chce aby ufać. Teresa czyta swoje życie w świetle słów od Jezusa, czeka na ich wypełnienie. A nam chciałaby powiedzieć: Zaufaj Bogu, bądź cierpliwy. W ciężkiej i niebezpiecznej podroży do Burgos „na ubezpieczenie się miałam Słowo Pana, który rzekł byśmy się nie bali jechać dalej, bo On będzie z nami” (F 31,16). O tej samej fundacji, wobec trudności ze strony biskupa miejsca, ona wciąż bezwzględnie ufa Bogu. „Pomnąc na słowa, jakie usłyszałam od Pana i na zalecenie Jego, bym za Niego broniła tej Jego sprawy, tak byłam pewna pomyślnego jej skutku, że wszystkich tych przykrości jakby wcale nie czułam” (F 31,26).

Piękne słowa otrzymała przed fundacja w Burgos, w momencie gdy już postanowiła, że nie pojedzie ze względu na chorobę i porę zimową: „Nie bój się tego zimna. Ja jestem żarem prawdziwym. Diabeł wszystkie siły swoje wytęża, aby przeszkodzić tej fundacji, ty dla Mnie wytęż twoje, aby przyszła do skutku. Nie wahaj się pojechać tam sama; wielki będzie z tego pożytek” (F 31,11).

Nie zapominajmy, że postawa wsłuchiwania w wolę Bożą, najpierw dokonywała się w kontakcie z tekstem biblijnym. Teresa jest prawdziwym świadkiem światła i siły, jakie daje człowiekowi Pismo Święte. Pomimo, że Biblia nie była w XVI w. tak dostępną jak dzisiaj, Święta wielokrotnie wyraża się, że czytanie Słowa Bożego „umacniało ją” (Ż 5,8), „pocieszało” (Ż 15,10, 23,15), pozostawiało na niej „silne wrażenie” (Ż 3,5). W swoich wyprawach w Biblii wielokrotnie odnajduje zwierciadło do zrozumienia i wyrażenia osobistych doświadczeń. W wielu sytuacjach czerpie z postaci biblijnych. Dwa przykłady: W drodze z Malagonu do Beas, będąc osłabiona chorobą i z gorączką porównuje się do Eliasza, który uciekał przed królową Jezebel, i wypowiada jako modlitwę jego słowa: „Panie, skąd wezmę siły, bym zdołał wytrzymać to wszystko? Ty sam racz w to wejrzeć”. I Teresa dodaje: „Lecz oto Pan, widząc mię taką słabą, w jednej chwili uwolnił mię i od gorączki, i od wszystkich moich bólów” (F 27,17). A w konflikcie związanym z Reformą, porównuje siebie do Jonasza. „Ja sama byłam przyczyną całej tej zawieruchy i że gdyby mnie jak Jonasza wrzucono do morza, ustałaby nawalność” (F 28,5).

2.3. Posłuszeństwo – gwarant, że Bogu się to podoba i siła wobec trudności

Od początku pisania Księgi fundacji św. Teresa jest wrażliwa na temat posłuszeństwa, jako jeden z istotnych w początkach i kontynuacji tego Bożego dzieła. Samą czynność pisania umieszcza na tej linii: choć jej się nie chce, choć jest to utrapieniem, to bierze pióro do lewej ręki w duchu posłuszeństwa. „Posłuszeństwo dodaje siły” (F prol 2). Cały rozdział 4 poświęcony temu właśnie tematowi pokazuje, jak było to dla niej ważne.

To, co usłyszała na modlitwie chciała zawsze dać do oceny Kościołowi w osobie przełożonych i kierowników duchowych. Ich zdanie odczytywała jako wolę Bożą, nawet jeśli to ślepe posłuszeństwo kosztowało ją sporo. „Nie żałuję i nie uważam za stracone” trudów, które „ponosiłam przez posłuszeństwo” (F 27,22).

Świadomość, że pełni wolę Bożą dodawało jej skrzydeł. Tak pisze o korespondencji z Generałem, o. Rubeo: „Za każdą fundacją objawiał mi listownie niezmierną swoją radość z powstania nowego klasztoru. Zadowolenie jego było zaiste największą dla mnie w trudach moich osłodą; pominąwszy, że bardzo go kocham, zdawało mi się, że Pana samego pocieszam, przyczyniając pociechy przełożonemu” (F 27,19).

Choć nie jest to takie naiwne chodzenie za głosem przełożonych, Teresa udaje się do nich jakby na końcu drogi rozeznania, kiedy sprawę przemodliła, przemyślała, skonsultowała. Widać to wyraźnie w przypadku Burgos: najpierw zapoznała się z pozwoleniem, które dała rada miasta, potem myślała jak „spiesznie korzystać z pomyślnych okoliczności”, a na końcu pisze po potwierdzenie do Prowincjała o. Gracjana (por. F 31,15). To ważne w naszym kontakcie z przełożonymi czy spowiednikami.

Podsumowanie

Myślę, że tego proszenia o objawienie woli Bożej i wsłuchiwanie się w głos Boży w ciszy modlitwy wewnętrznej często nam brakuje szczególnie, gdy spadają na nas trudne sytuacje. Jesteśmy jak uczniowie na morzu, którzy krzyczą: „Panie ratuj, giniemy” i zaczynamy biegać, panikować, radzić się innych, a zapominamy o Nim, który chce słuchać i mówić do nas. Nie koniecznie w taki sam sposób jak do Świętej, ale na pewno chce objawiać nam swoją wolę. Lektura Pisma Świętego i doradztwo duchowe wydaje się być niezastąpione w tej wędrówce.

3. Nie działaj sam

Utarło się w nas takie przekonanie, że człowiek, który prosi o pomoc i sam sobie nie radzi w jakiejś sytuacji, jest słaby. Nic bardziej mylnego. W drodze na Górę Karmel nie ma samotnych wilków. Jeśli chcę wejść na jej szczyt, muszę nauczyć się współpracować z innymi. I nie chodzi jedynie o to, aby ktoś mi współczuł, płakał ze mną, kiedy ja płaczę, smucił się, kiedy ja się smucę. Współczucie nie wystarczy do pokonania trudności. Potrzebuję wspólnoty, która mnie podźwignie. Potrzebuję kogoś, kto ze mną zapłacze, ale potem powie: „Już dosyć. Bierz się w garść! Poszukaj rozwiązania!”

Nasza Święta z Awili idzie po tej właśnie linii. Choć z natury posiadała nieprzeciętną zdolność w pokonywaniu trudności, wrodzoną odwagę, siłę przekonywania i spryt, to jednocześnie podkreślała potrzebę wsparcia w innych osobach. Przychodzą takie chwile, że czujemy się bezradni, a wszelkie naturalne zdolności zawodzą. Teresa pisze wprost, że czasami człowiek wewnętrznie krzyczy o pomoc. „Potrzeba mi było kogoś, co by umiał dodać mi otuchy; pod jego wpływem otrząsnęłabym się z niedołęstwa mego” (F 29,3). Tworzenie więzi z drugim to przecież logika tajemnicy Wcielenia. Bóg posługuje się konkretnymi osobami, aby wypełnić swoją wolę. „Wszędzie dawał mi [Pan] znaleźć kogoś, kto by mi w wykonaniu dzieła Jego dopomógł” (F 29,8).

3.1. Bóg działa przez każdego człowieka

Teresa ma tę niezwykłą siłę przekonywania, pociągania innych do dzieła, w którym wypełnia się wola Boga, bez względu na cierpienia. Święta jest jak rzeka, która wchłania wszystkie inne napotkane rzeki i strumienie, aby wspólnie wpłynąć do morza, które się nazywa „Bądź wola Twoja”.

Teresa ma bardzo rozlegle znajomości. Posiada wielką zdolność do zjednywania sobie ludzi. Ze wszystkich sfer społecznych i stanów kościelnych lgną do tej kobiety, którą poprzedza sława świętości. Jedni chcą ją zobaczyć z powodu swej pobożności, inni ciekawości, ale mało kto nie zostaje urzeczony jej osobą. Święta dzięki tym znajomościom będzie potrafiła otworzyć niemal wszystkie drzwi w Królestwie Hiszpanii i w Kościele, aby dopiąć swego (czyli wypełnienia woli Bożej). Przytoczę kilka przykładów. Do Generała Zakonu o. Rubeo pisze list, aby przekonać go do fundacji klasztorów braci. Pisze ten list, choć wie dobrze, że Generał nie tak dawno sprzeciwił się tej idei. „Napisałam do O. Generała list błagalny, przedstawiając mu, jak umiałam najlepiej, moje racje: że wielka stąd będzie służba Boża, że trudności przewidywane nie są dostatecznym powodem do zaniechania takiej dobrej sprawy” (F 2,5). List poskutkował. Troskę Teresy o wpływowe znajomości widać jak na dłoni przy fundacji Pastrany. Obawiała się odmówić na otrzymane zaproszenie „byśmy nie straciły łask u księcia Ruy Gómeza, który u króla i w całym kraju wielkie miał wpływy i znaczenie” (F 17,3), a jego małżonka „iżby się nie obraziła, z czego mogłyby wyniknąć bardzo złe dla nas następstwa” (F 17,3). Innym razem wychodzi bez szwanku z opresji dzięki poparciu samego króla Filipa II (por. F 28,6).

3.2. Porada u „ludzi godnych zaufania”

Wyjątkową rolę zarówno w rozeznaniu i wypełnianiu woli Bożej odegrali w życiu Świętej „ludzie godni zaufania”, czyli jej spowiednicy i kierownicy duchowi. Teresa z jednej strony nie zwraca uwagi na krytykę, na to, co mówią o niej i jej dziele, ale z drugiej strony szuka znajomości mądrych osób, które jej pomogą. W pierwszym rzędzie są to właśnie kapłani, którzy pomagają jej rozeznać wolę Bożą. „Mając niezmienny zwyczaj nigdy nie przedsiębrać niczego według mego własnego widzenia, nie zasięgnąwszy wpierw zdania ludzi godnych zaufania, chciałam pomówić o tej sprawie z moim spowiednikiem” (F 28,10). Radziła się, aby mieć pewność, co do swoich osobistych przemyśleń czy otrzymywanych Bożych natchnień. To, co Święta rozeznała na modlitwie chciała zawsze poprzeć rozeznaniem spowiednika. Ludzie, u których się radziła to teolodzy z najwyższej półki, jeśli chodzi o ówczesną teologię. Wystarczy wymienić takie sławy jak: o. Vincente Barron, o. Baltazar Alvarez, o. Dominik Bañez, o którym wspomina, że „mając zdanie i radę jego, pewna byłam, że wszystko się dobrze ułoży” (F 3,5).

3.3. Wspólnota mocna Bogiem

Na szczególne wsparcie Święta mogła liczyć od swoich sióstr, które wprost nazywa fundatorkami. O wsparciu wspólnoty w drodze do Sewilli pisze: „Miałam ich ze sobą sześć, a były to dusze takie, że z nimi śmiało poszłabym choćby do Turków, pewna tego, że wszędzie znajdą w sobie, czyli raczej że Pan im da męstwo do zniesienia wszelkich dla Niego katuszy” (F 24,6). Skąd taka siła w tych młodych siostrach?

Radzenie sobie w trudnych warunkach Teresa chciała uczynić znakiem charakterystycznym dla wspólnot terezjańskich. Zaufanie Bogu od pierwszych chwil fundacji połączone z konkretnym stylem życia (małe wspólnoty, ubóstwo, praca, miłość siostrzana, relacje z ludźmi godnymi zaufania…) czyniło wspólnoty terezjańskie predysponowane do wspólnego pokonywania tego, co trudne. „Ład panujący w naszych klasztorach, ograniczona liczba sióstr i dochód, dający się osiągnąć z pracy ręcznej, znacznie nam ułatwiają utrzymanie się w trudnych nawet warunkach; i wreszcie, że Bóg nie opuszcza nigdy tych, którzy Mu służą” (F 18,1). To są te dwa żagle, które Teresa rozwija w sercu sióstr a które pozwalają im płynąć nawet pośród największych burz. Jak mało potrzebowały, aby rozpoczynać kolejną fundację. Same by temu nie podołały, ale wspólnie tak. Jedna wspierała drugą w chwilach zwątpienia czy kryzysu. Ubóstwo pozwalało być szczęśliwymi z czymś „małym”. Czasami słyszę od ludzi starszych, że kiedyś, gdy ludzie nie posiadali tylu rzeczy co dziś, byli bardziej szczęśliwi, spokojni. I jakaś prawda w tym jest. W nas często brakuje zarówno tego zaufania we wszystkim Panu Bogu, jak i wspólnoty, która żyje według jasnych, nierozmytych zasad ewangelicznych.

Święta wie, że nie każdy podoła trudom takiego życia, dlatego za każdym razem dobiera starannie siostry i przygotowuje wspólnotę do samodzielnego rejsu. Najpierw, idąc w ślady za Jezusem wybierającym Dwunastu, omadla osobno siostry. „W gorącym polecaniu Panu tej sprawy wybrałam wreszcie… Wybór dzięki żarliwym modlitwom okazał się bardzo szczęśliwy” (F 28,17). Od początku uczyła towarzyszki fundacji, że wszystkie siostry, począwszy od tych najmłodszych, powinny czuć się odpowiedzialne za wspólnotę. „I każda nowo wstępująca niechaj z takim zapałem zabiera się do pracy, jak gdyby od niej dopiero zaczynało się to przywrócenie pierwotnej Reguły Najświętszej Panny, Pani naszej” (F 27,11).Nie wystarczy ufundować klasztor, potrzeba zatroszczyć się o odpowiednie życie. Wskazówki, jakie zostawia swoim siostrom odnośnie życia też idą po tej linii. Dla Świętej zmaganie z trudnościami własnej natury to nieunikniony element formacji w Zakonie. Człowiek musi się skonfrontować z własną słabością w drodze do uświęcenia. Jako że szczególny wpływ na to mają przełożeni, Święta zostawia przyszłym przeoryszom wskazówki. Niektóre z nich znajdujemy również w Księdze fundacji. Przestrzega np. że własna miara co jest trudne, a co nie jest, może by złudna, dlatego „Trzymajmy się stale tej zasady, że co dla nas byłoby ciężkie i trudne, tego nie powinnyśmy nakazywać drugim” (F 18,6). Zaleca przeoryszom rozsądek w nakładaniu na innych trudności. To one niejako mają dozować trud formacji dla danej siostry „wedle stopnia zdolności i gorącości ducha, jakich Bóg której użycza” (F 8,6). Jeśli przeorysza nałoży na daną siostrę za wielki do uniesienia ciężar, to naraża ją na potrójne niebezpieczeństwo: „łatwo może w tej duszy wzniecić trwogę i wtrącić ją w zniechęcenie i upadek na duchu” (F 18,10).

Podobnie było z braćmi i klasztorem w Duruelo. Najpierw poszukiwania odpowiednich kandydatów i przekonywanie ich do swojego dzieła. A potem zabiera ze sobą pierwszego karmelitę bosego, św. Jana od Krzyża, do Valladolid „celem objaśnienia mu całego naszego sposobu życia, aby dobrze poznał wszystkie szczegóły” (F 13,5). I tak było wielokrotnie. Święta szuka osób, które poniosą razem z nią trud dzieła odnowy Karmelu, szczególnie gdy przyjdą trudności. Tak właśnie rozumie powołanie o. Mariano Azaro: „Bardzo wyraźnie zapowiadają to gwałtowne przeciwności, powstające obecnie z powodu wznowienia pierwotnej Reguły, która właśnie w tych trudnościach i walkach skuteczną w nim ma podporę, bo dzięki rozumowi, układności i świątobliwemu życiu swemu, wysokie ma poważanie i znaczenie u wielu osób możnych, które przez szacunek dla niego sprzyjają nam i opieką swoją nas otaczają” (F 17,10).

3.4. Dyskrecja

Czytając o jej szerokich kontaktach i zasięganiu języka u tak wielu osób, można by mieć wrażenie, że Matka z każdej decyzji dotyczącej fundacji klasztoru czyniła informację publiczną. To nie prawda. Inna cecha, która charakteryzuje działalność fundacyjną Świętej to dyskrecja, pilnowana szczególnie na etapie przygotowania i w momentach, kiedy zaczęły pojawiać się trudności. Problemy rozwiązywała jeśli tylko się dało „na własnym podwórku”. Jeśli nie było potrzeby, to nie martwiła nawet współsiostry. Robienie z problemów sprawy publicznej, zawsze komplikuje rozwiązane. (por. np. F 31, 30). To ważna cecha dla nas dzisiaj. Zbyt często opowiadamy o naszych krzyżach osobom zaufanym, bardziej szukając pocieszenia, zrzucenia ciężaru niż faktycznego rozeznania w zawężonym gronie przyjaciół, „ludzi godnych zaufania”.

Podsumowanie

W tym miejscu, można by zrobić kolejną chwilę zadumy i zapytać się: Jak pośród moich trudności wykorzystuję ten wielki dar, jakim jest wspólnota? A może wciąż próbuję iść sam?

4. Znajdź przykład do naśladowania

W człowieku, który mądrze, odważnie i konsekwentnie niesie swój krzyż jest jakieś piękno urzekające innych. Historie tych odważnych ludzi były natchnieniem dla malarzy, poetów czy muzyków. Przekazywano je kolejnym pokoleniom, aby podnosić ducha i poszerzać horyzonty.

Kiedy nasza Święta opisuje historie swoich pierwszych klasztorów i wspólnot, posłuży się dokładnie tą samą pedagogią. Pośród kronikarskiego opisu znajdziemy historie wielu osób, które mają zapalić do gorliwości i podnosić na duchu przyszłe pokolenia karmelitańskie.

4.1. Jezus Chrystus

Najpiękniejszą historią jest życie samego Jezusa Chrystusa, którą w Karmelach siostry przekazywały sobie z ust do ust. Jego życie jest najlepszą motywacją do zmierzenia się z trudnościami. Teresa modli się „nie godzi się uciekać od cierpienia. Herbem Twoim pięć ran Twoich; to, córki, powinno być i naszym godłem, jeśli mamy odziedziczyć Jego królestwo” (F 10,11). I dalej: „jak prawdziwi rycerze Jezusa Chrystusa i książęta Jego Kościoła, taki święty Piotr i święty Paweł, nie tą drogą chodzili, którą wy idziecie. Czy może sądzicie, że dla was ma być osobna, nowego rodzaju droga do nieba? Mylicie się. Prawdziwą drogę oto Pan wam ukazuje” (F 10,11). Stąd wypłynie jej pedagogia w spojrzeniu kontemplacyjnym podczas modlitwy: „Żądam tylko, byście na Niego patrzyły” (D 26,3); „Patrzcie na Ukrzyżowanego, a wszystek trud tej walki wyda się wam lekki.” (7M 4,8).

4.2. Bohaterzy karmelitańscy

W narrację Księgi Fundacji zostały wplecione liczne historie karmelitańskich bohaterów, których Święta znała osobiście (braci, sióstr, fundatorów), a o których według niej warto pamiętać i naśladować. Wyjaśnia, że czyni tak „licząc na to […], że te, które po nich przyjdą, czytając te rzeczy, wezmą sobie z nich pobudkę do naśladowania takich dobrych początków i przykładów” (F 20,15). W tej długiej litanii bohaterów karmelitańskich godnych naśladowania znaleźli się min.: siostry z pierwszej grupy fundacyjnej, jako wzór w znoszeniu ubóstwa i wszelkich przeciwności w radości i solidarności (por. F 1,2); Doña Casilda de Padilla jako wzór postawy wobec trudności ze wstąpieniem (por. F 11); Doña Beatriz Oñez jako wzór cierpliwego znoszenia chorób (por. F 12); dwa przykłady na to, że posłuszeństwo jest siłą wobec trudności i gwarantem pełnienia woli Bożej (por. F 5,8nn); pierwsi bracia z Duruelo (por. F 13,4; 14,1n); siostry z Toledo (F 16); o. Marian Azaro (por. F 17,7-8); Catalina Godinez z jej historią przemiany duchowej, cierpienia i powołania (por. F 22); o. Hieronim Gracian (por. F 23); Catalina de Cordona; z Sewilli s. Maria od św. Jozefa, przeorysza (F 25,7) i s. Beatrycza, pierwsza nowicjuszka (F 26,3-16); Catalina de Tolosa (por. F 31,30).

Podsumowanie

Wniosek nasuwa się sam: warto znaleźć wśród świętych Kościoła, postaci biblijnych , naszych przodków czy współcześnie nam żyjących, takich, którzy będą nas zapalać, przypominać o tym, co najważniejsze, poszerzać spojrzenie, przekonywać przykładem, że można pokonać nawet te największe trudności. Nie tylko dzieci zapalają się historiami bohaterskich czynów. Myślę, że uważny czytelnik dzieł naszej Świętej Matki, jedną z pierwszych rzeczy, jakie by zrobił to zakup i częsta lektura Żywotów świętych pańskich.

5. Przystąpić do wypełniania woli Bożej

Po tym jak Pan da nam poznać swoją wolę, powinniśmy przystąpić do dzieła w sposób zdeterminowany i odważny, nie działając na oślep, ale stawiając przemyślane kroki, nie naiwnie, ale sprytnie i zapobiegawczo, szukając odpowiednich „sposobów, aby rozwiązywać problem” (F 7,8). Czerpiąc potrzebne siły z wiary, że Pan Bóg przeprowadzi nas przez każdą pustynię. Spróbujemy scharakteryzować Teresowe wędrowanie przez pustynię.

5.1. Determinacja

Wiele kłopotów spada na nas przez brak zdecydowania i determinacji. Odkładamy to, co ważne na potem i w końcu wszystko na raz spada nam na głowę. Teresa działa w sposób szybki, zdecydowany i konsekwentny. Mając sprawę przemodloną i rozeznaną, prze do przodu i nie odpuszcza, bez względu na trudności, jakie mogą się pojawić. Podstawą takiej postawy jest jej niezłomna wiara i zawierzenie Bogu. Sugestywnym przykładem jest sytuacja, gdy Generał Zakonu o. Rubeo w rozmowie z biskupem nie zgadza się na fundację klasztoru męskiego. Teresa jednak upewniając się na modlitwie, że General się myli, pisze do niego po niespełna czterech dniach list błagalny, w którym przedstawia racje za fundacją braci: „że wielka stąd będzie służba Boża, że trudności przewidywane nie są dostatecznym powodem do zaniechania takiej dobrej sprawy” (por. F 2,5). Oczywiście przekonuje go. Przy fundacjach, chce jak najszybciej doprowadzić do odprawienia Mszy Świętej inauguracyjnej, „zwlekając bowiem i ociągając się, aż się wszyscy dowiedzą, daje się przez to ludziom powód do różnych sądów i gadań, a diabeł korzysta z tego i wznieca zamieszanie i trudności, którymi choć nic nie wskóra, zawsze jednak sieje niepokój(F 29,9).

My chyba zbyt często zatrzymujemy sie gdzieś na początku lub w trakcie drogi. Czasami powinniśmy sie zapytać: Czy tak naprawdę chcę wyjść z tej trudnej sytuacji? Szczera odpowiedz pokaże, że niekiedy tylko mówimy, narzekamy jak nam ciężko, płaczemy, ale nic poza tym nie robimy, albo też chcemy, ale szybko się zniechęcamy. Teresa uczy determinacji i cierpliwości w wychodzeniu z sytuacji konfliktowych.

5.2. Odwaga

To człowiek często boi się wielkich wyzwań i panikuje wobec trudności. Któż z nas się nie boi krzyża, cierpienia, odrzucenia, samotności, niezrozumienia…? Święta nie była aniołem, żeby jej to było zabrane. Była świadoma jak człowiek reaguje w podbramkowych sytuacjach, gdzie trzeba wykazać się odważnym działaniem, jak okazuje się małoduszny, boi się opinii innych. „Zaprawdę, nie Twoja w tym wina. Panie mój, jeśli nie umieją wielkich rzeczy zdziałać ci, którzy Cię miłują; winna temu jedynie małoduszność i tchórzostwo nasze. Nie umiemy się zdobywać na mężne postanowienia, zawsze pełni tysiącznych strachów i względów ludzkich, i dlatego Ty, Boże mój, nie działasz w nas cudów i wielmożności Twoich” (F 2,7). Święta zawsze szła do przodu, nie poddając się trudnościom. „Nigdy, o ile pamiętam, nie uchyliłam się od podjęcia fundacji z obawy cierpienia” (F 18,5). Przyznaje się, że lęk nie był jej obcy. „Szczególnie na początku. Zwykłam się bać tylko przed dokonaniem fundacji, skoro ją obejmę w posiadanie, trudności wszelkie i przeciwieństwa potem powstające mało już mię straszą” (F 21,8). Przed podjęciem się fundacji Teresa często odczuwała słabość, która ogarniała jej schorowane ciało, psychikę, a czasem i ducha. „Nieraz, w chwili gdy chodziło o nową jaką fundację, niewypowiedzianego doznawałam znękania i ucisku, czując się tak słaba i zbolała, że w celi nawet nie mogłam inaczej wytrzymać, jak leżąco” (F 18,4). Często doświadczamy czegoś podobnego, gdy czujemy ciężar rzeczy, która się zbliża, a którą trzeba się zająć. I ciężko wtedy się przemóc, i wszystko boli, i chcemy odsuwać obowiązek na później.

Co robiła Święta? „W tym udręczeniu moim zwracałam się do Pana, żaląc się Mu, dlaczego każe mi czynić, czego zrobić nie zdołam” (F 18,4). I Bóg odpowiadał, „zawsze mi tyle dał siły, że choć z trudnością, mogłam się zabrać do rzeczy i taki mi wlewał zapał do serca i takie zajęcie się sprawą mi zleconą, iż zupełnie już jakoby zapominałam o sobie. (…) W tym wszystkim jasno widziałam, że Pan sam dodawał mi siły” (F 18,4).

5.3. Plan działania

Być zdeterminowanym i odważnym nie oznacza działania na oślep, kierowania się emocjami czy zdaniem innych. Do wprowadzenia woli Bożej w życie potrzebny będzie mądry plan działania. Tak to zawarł Stworzyciel w strukturze duchowo-cielesnej człowieka.

Św. Teresa znając wolę Bożą była gotowa, aby w jednej chwili jechać na drugi koniec Hiszpanii. Jednocześnie jednak stawiała konkretne warunki do realizacji projektu. Plan działania obejmował zasadniczo czynności: uzyskać zgodę miasta, uzyskać zgodę biskupa miejsca, znaleźć odpowiedni dom, wypertraktować dobrą cenę, znaleźć pieniądze, sprowadzić siostry, wprowadzić się i urządzić dom (por. F 31,14). Święta ma jasne zasady, których się zawsze trzymała i bez pewności, że będą spełnione nie ruszała w drogę. Gotowa była zerwać rozpoczęte rozmowy z fundatorami czy miastem. Świadczy to, że jej rozeznanie woli Bożej nie było powierzchowne, ale dotyczyło konkretów życia: „Wymagam więc od fundatorów, by im zapewnili pożywienie, ubranie i wszystkie potrzeby domowe i możność troskliwego pielęgnowania chorych. W razie bowiem braku tych rzeczy potrzebnych, różne stąd wynikają złe następstwa” (F 20,13). Jest w tym uparta i stanowcza. „Ja zawsze trzymałam sie i trzymam tej zasady” (F 20,13). Zawsze dążyła, aby dzieło Boże (fundacja) „nie cierpiało niedostatku rzeczy do utrzymania jego niezbędnych” (F 31,48). Nawet jeśli sprawa ma się przedłużyć o kilka lat i jeśli jej imię na tym ucierpi ona jest konsekwentna w wymaganiach (por. F 24,3). Nie opiera się na zdaniu i obietnicach innych. Musi być pewna, że warunki będą spełnione. W tych konwersacjach, dogadywaniu się często pada owo terezjańskie „na to się zgodzić nie mogłam”(F 27,6).

5.4. Nie czekać na gotowe

Choć warunki dla powstania nowej fundacji były jasno przez Świętą określone, nie oznacza to, że przyjeżdżała na gotowe, że wymagała niewiadomo jakich pałaców. Gdy Bóg w sercu mówił, że nie można czekać, a okoliczności sprzyjały, zaczynała od czegoś bardzo małego, ubogiego. Wystarczy przeczytać na spokojnie z wykorzystaniem wyobraźni opis pierwszego klasztoru braci w Duruelo (por. F 13,4). Zaś o klasztorze w Toledo powie: „więcej niż wszelkie inne trudności dolegała mi kwestia upoważnienia, bo byłam pewna, że skorobyśmy tylko zdołały się usadowić, Pan dalszym potrzebom zaradzi, jak to już w poprzednich fundacjach uczynił” (F 15,5).

W zakładaniu kolejnych fundacji kierowała się zasadą: „jak najszybciej objąć nowy dom, potem będziemy martwić się o resztę”. Stad często będą musiały zakasać rękawy do ciężkiej pracy od pierwszych godzin. Taki obrazek widzimy choćby w Medina del Campo: dom w gruzach, rozwalające się ściany i dach, i one zmęczone, pracujące całą noc, aby z rana mogła być odprawiona godnie w tym miejscu pierwsza Msza Święta. Wykorzystują to, co było (nawet stare gwoździe ze ścian) a resztę pożyczają lub dostają od dobrodziejów.

Dla Teresy wypełnianie woli Bożej pośród trudności życia nie kończy się na modlitwach i słowach pokrzepienia od Boga, na rozmowach z biskupami, spowiednikami czy radnymi miast, na znalezieniu domu czy zatroszczeniu się o utrzymanie. Święta zabiera się tak jak inne siostry za tę najzwyklejszą pracę, którą trzeba wykonać w klasztorze, aby normalnie zacząć żyć. I jak pisze „Bóg mi użyczał tej wielkiej łaski, że do pracy i trudu zawsze byłam pierwsza i niewypowiedzianą w tym znajdowałam dla siebie przyjemność” (F 19,6). I dodaje, że nie chodziło o powierzchowne jedynie doprowadzenie domu do użytku.„W każdym domu sama obmyślałam i urządzałam wszystkie, aż do najdrobniejszych, szczegóły do spokojnego i z powołaniem naszym zgodnego życia służące, jak gdybym miała sama w nim mieszkać aż do śmierci” (F 19,6). Za takim postępowaniem kryje się postawa duchowego ubóstwa. Jak powie o swych ubogich siostrach w Toledo: „niedostatek ich wzbogaca w dobra wewnętrzne” (F 15,15).

Ten sam duch zaszczepiony został w sercu pierwszych braci bosych. Na fundację klasztoru macierzystego domu w Duruelo Jan od Krzyża jechał jedynie w towarzystwie murarza. Dom był w opłakanym stanie. Pierwszego dnia dwaj mężczyźni zabrali się do doprowadzenia domu do używalności. Wieczorem, po ciężkiej pracy Jan udał się do wsi szukać pożywienia. Wrócił z chlebem, którego po latach, przebywając w Andaluzji wspomina jako o niezapomnianym smaku. Kiedy dom został ogarnięty, Jan dekoruje go prostymi krzyżami i obrazkami. Tak mało potrzeba do szczęścia, kiedy jest się prostym i posiada wiarę.

5.5. Spryt

Jezus mówiący o nadstawianiu policzka, oddawaniu płaszcza, a przede wszystkim dający się niesprawiedliwie ukrzyżować, nie wprowadza nas na drogę naiwności. Chce, abyśmy kochając mądrze i ofiarnie jednocześnie zawsze byli „sprytni jak węże”.

Taka jest nasza Święta karmelitanka. Nie pozwala się innym zapędzić w kozi róg. Jest przebiegła w wypełnianiu woli Bożej (por. np. F 28,13). Dlatego historia fundowania Karmeli przypomina często film sensacyjny. Święta domy przygotowane pod fundacje zajmuje najczęściej nocą, kiedy potencjalni przeciwnicy, mieszkańcy miasta smacznie śpią. Stawiała ich przed faktem dokonanym, kiedy to rozlegał się o poranku następnego dnia dzwon klasztorny zwołujący na inaugurującą Mszę Świętą. Historia ta powtórzy się wielokrotnie (np. Medina del Campo: F 3,7). Innym razem musiała postawić ludzi na nocnej straży, aby pilnowali klasztoru i Najświętszego Sakramentu (por. F 3,13). Wiedziała, w jakim świecie sie porusza: „Bo żyjemy w takim świecie, iż musimy dobre mieć baczenie, co o nas mogą pomyśleć inni, jeśli chcemy, by słowa nasze miały jaki skutek” (F 8,7).

5.6. Osobisty kontakt

Nie ma to jak osobisty kontakt, spotkanie, rozmowa, kiedy można sobie wszystko jasno wytłumaczyć. Bazowanie na domysłach, zasłyszanych opiniach zawsze utrudnia nam rozwiązywanie problemów.

Taką postawę przypomina nam nasza XVI-wieczna Święta. Fundacja, która zdawała się nie mięć końca to Sewilla. Winę ponosił głownie biskup, bardzo nieprzychylny od samego początku do Teresy. Jednak po spotkaniu z Matką jego spojrzenie diametralnie się zmienia. „W końcu dał się przekonać i zgodził się na wszystko, o co prosiłam i aby wszystko tak się zrobiło, jak tego żądałam. Od tego czasu stale nam pozostał przychylny i w każdym zdarzeniu okazywał nam swoją łaskę i życzliwość” (F 24,20). O wątpliwościach co do kandydatek w Villanueva de la Jara pisze: „wszakże nie znając ich z widzenia, nie mogłam nabrać przekonania, czy posiadają one te przymioty, jakich my wymagamy w naszych klasztorach” (F 28,9). Ona musi dotknąć, spotkać się, przekonać z bliska.

Podobnie jest z rzeczami związanymi z fundacją. Wie, że trzeba sprawę dobrze, racjonalnie przemyśleć, nie iść za pierwszym natchnieniem lub naleganiem innych. Święta szuka tego, co lepsze dla sióstr. A człowiek czasami zbyt pochopnie postępuje. Dlatego na przykład przed fundacją w Karawace zbiera informacje na temat proponowanego miejsca pod nowy klasztor: jego położenia, dojazdu, żyzności ziemi (por. F 27,3). Sama musi zobaczyć dom (por. Burgos: F 31,35).

5.7. Zapobiegliwość

Bezmyślne pakowanie się w kłopoty to specjalność człowieka po grzechu Adama i Ewy. A przecież Chrystus nas uczy, że naszym powołaniem jest żyć w pokoju, a nie w permanentnym stanie walki. Czas zmagania się nigdy nie będzie dla chrześcijanina celem samym w sobie, ale środkiem do zaprowadzenia pokoju.

Święta Fundatorka jeśli tylko była w stanie, starała się uniknąć problemów w realizowaniu woli Bożej. Zmierza do tego, aby siostry mogły zacząć spokojnie żyć zgodnie ze swoim kontemplacyjnym powołaniem. Czytając Księgę Fundacji widzimy przykłady takiego dojrzałego postępowania: jak skrupulatnie wybierała działkę pod dom na klasztor, aby siostry w przyszłości się nie męczyły (np. odmówiła w Valladolid gdyż: był za blisko rzeki, za daleko od miasta: F 10,3-6); domy już wybudowane musiały być w dobrym stanie, aby siostry nie musiały skupiać się na remontach (por. F 25,4); myślała o zabezpieczeniu utrzymania w przyszłości (np. F 9,2; 14,8); wykorzystywała sprzyjające okoliczności (por. F 31,14). Święta unika trudności również w sferze relacji i wspólnoty. Starała się, jeśli tylko było to zgodne z wolą Jesusa, stwarzać wspólnoty bezproblemowe. Stąd jest taka zapobiegawcza. Przejawia się to choćby w jej stanowczości w kryteriach, jakie stawia wobec kandydatek, co tak szczegółowo opisuje w 7 rozdziale Księgi Fundacji. Wie, że trzeba być stanowczym już od samego początku, jeśli potem nie chce się mieć wielkich problemów.

My często za mało potrafimy być stanowczy wobec siebie samych i wobec innych. Stanowczy w życiu według tego, co dobre dla mnie i moich bliskich i zgodne z wolą Bożą. Ileż to razy odstępujemy od pewnych zasad, idziemy na układy z naszą słabością, za co potem cierpimy. Teresa uczy nas, że możemy uniknąć wiele trudności, których Pan Bóg nie chce. Wyraźnym przykładem tego jest jej konfrontacja z księżną Eboli, z którą „ciężkie miała przejścia” (F 17,13). Powodem było to, że „księżna domagała się rożnych rzeczy z naszymi ustawami niezgodnymi” (F 17,13). Chodziło o zbyt mały klasztor, o utrzymanie sióstr i przyjęcie do klasztoru osoby bliskiej księżnej, bez początkowej formacji. Święta pisze, że gotowa była „odjechać i zrzec się fundacji niż takim zadaniom [księżnej] się poddać” (F 17,13). Ostatecznie Święta postawiła na swoim. Konflikt z księżną będzie miał swoje apogeum kilka lat później, gdy zaraz po śmierci męża postanowi wstąpić do Karmelu w Pastranie. Historia kończy się potajemnym, nocnym przeniesieniem do innego klasztoru, aby uniknąć niepotrzebnego cierpienia sióstr. „W takim stanie rzeczy, widząc, że biedne siostry, przez nią prześladowane, ciągłe cierpią udręczenie i niepokój, użyłam wszelkich dróg i sposobów, aby przełożeni zgodzili się na opuszczenie tego klasztoru” (F 17,17). Wiedząc, jakie będzie zagniewanie księżnej i jakie ma ona wpływy na dworze Królewskim, nie boi się, ani nie żałuje swojej decyzji, bo takie cierpienia sióstr nie były zgodne z wolą Bożą, stad nie miały sensu: „Ja jednak ucieszyłam się z niego, widząc koniec ich utrapień i spokój odzyskany” (F 17,17).

Podsumowanie

Można tylko się domyślać ile trudności Święta pokonała czy uniknęła dzięki takiemu mądremu, odważnemu i przemyślanemu działaniu. Jezus uczy wykorzystywać wszystkie wewnętrzne władze w wypełnianiu woli Ojca.

6. Bądź pokorny

Na drodze, którą przemierzamy zastawiona jest pułapka zwana pychą: „ja wiem, co powinienem zrobić”, „niech nikt mi się nie wtrąca”, „i będę bronił tego zdania do końca życia”. Chrześcijanin (choćby był święty) musi zrozumieć, że nie zawsze będzie panował nad wszystkim, że będzie musiał co jakiś czas przyznać się do pomyłki, do porażki. Również tego uczy nas św. Teresa z Awili.

Jest pokorna. Z jednej strony ufa Bogu i odnajduje Jego wolę, ale jednocześnie nie jest zamknięta na to, że sprawa może ostatecznie rozwiązać się inaczej niż ona myślała na początku. Najbardziej znanym przykładem z Księgi Fundacji jest sprawa ubóstwa klasztorów. Przy pierwszej fundacji wałczyła o to pisząc prośby nawet do papieża, a później daje możliwość utrzymania przez fundatorów. Przy fundacji w Burgos, już na samym początku można powiedzieć, że kompromituje się wobec innych, kiedy po rozeznaniu woli Bożej, stwierdza, że nie pojedzie. Argumenty, które za tym przemawiały były bardzo sensowne: zły stan zdrowia, zimowa, mroźna pogoda, wątpliwości, co do zgody od miasta. I niespodziewanie Pan „w jednej chwili” zmienia wszystko, daje nowe światło, które sprawia, że na fundację (swoją ostatnią) wybiera się osobiście (por. F 31,11-12).

Bo pełnienie woli Bożej nie zamyka człowieka, ale daje wewnętrzną wolność na zmiany. Święta potrafi czytać daną sytuację, warunki i rezygnować ze swojego, wcześniej rozeznanego spojrzenia. Potrafi słuchać innych i podejmować nowe decyzje. W tym jest wielkość Teresy, do której często nie dorastamy, gdy potrafimy upierać się przy swoim zdaniu, nawet dobrze rozeznanym, nie dając możliwości Bogu kierować naszym życiem. Pokora Świętej zasadza się nie na zapatrzeniu we własne zdolności czy inteligencję, ale na świadomości, że to „Bóg chciał, aby te fundacje przyszły do skutku i dlatego wspierał mię, jako wybrane ku temu swoje narzędzie” (F 27,16). Przy niektórych fundacjach Teresa ma wszystkiego dosyć. Ogarnia ją wielkie zniechęcenie, które czyni „duszę bezwładną” (F 29,3). Co wtedy czyni i co radzi na taki stan? „Jedynym w takiej niedoli lekarstwem to cierpliwość, uznanie nędzy swojej i zdanie się na wolę Bożą, aby On uczynił z nami co i jak Jemu sie podoba” (29,3). Czyli pokora i wiara są tutaj kluczowe.

Podsumowanie

W nasze kroczenie za Jezusem są wpisane upadki i gubienie drogi. Tylko człowiek pokorny będzie potrafił wejść z powrotem na szlak. Czy potrafię już stawać przed Bogiem z moją słabością czy może wciąż jeszcze chcę być przed Nim zawsze idealny?

7. A po wszystkim

Załóżmy, że trudność, z którą się zmagaliśmy została pokonana. Wpierw, jak uczy nas św. Teresa, rozeznaliśmy jak to, co nas spotyka ma się do woli Bożej, a potem przy wsparciu innych uporaliśmy się z przeszkodą. Czy to już koniec naszego chrześcijańskiego wysiłku? Patrząc na przykład Świętej z Awili bardzo ważne okazuje się, co uczynimy po przezwyciężeniu danej trudności. Można to zebrać w czterech słowach: podziękuj, odpocznij, przypatrz się i zapamiętaj.

7.1. Podziękuj

Wdzięczność za otrzymane łaski jest wyrazem dojrzałości chrześcijańskiej. Tam gdzie jej brakuje człowiek próbuje wkładać koronę chwały sobie samemu. A Pan jak to wyśpiewała w Magnificat Maryja „strąca władców z tronu a wywyższa pokornych”.

Święta uczy swoje siostry i nas zarazem, że należy dziękować za to jak Pan potrafi „z małych początków tak wielkie rzeczy wyprowadzić” (F 13,7). Wielokrotnie swoje relacje kończy zadziwieniem nad Bożym miłosierdziem, nad tym jak potrafił uczynić rzeczy po ludzki niemożliwe. Opowieść o fundacji w Duruelo kończy taka oto modlitwa dziękczynienia: „O Boże wielki, ileż to w ciągu tych fundacji napotkałam podobnych, niepokonanych zdawało się trudności, a Pan przecie w boskiej łaskawości swojej tak je dziwnie łatwo uchylił! (…) Dziś jeszcze, gdy to piszę, na wspomnienie tych dziwów zdumienie mię ogarnia” (F 13,7). Dla człowieka wiary modlitwa wdzięczności sama ciśnie się na usta po pokonaniu kolejnych trudów życia. Teresa kładzie siostrom na serce również modlitwę za dobrodziejów, za wszystkich, którzy pomagali przy fundacjach (np. F 28,7; 31,29).

7.2. Odpocznij

Tak jak Pan Bóg odpoczął po dziele stworzenia (por Rdz 1), tak i człowiek winien uczyć się odpoczywać po większym wysiłku fizycznym, psychicznym czy duchowym. To ważne dla współczesnego człowieka żyjącego w czasach aktywizmu. Potrzebujemy wszyscy odpoczynku po pracy i trudzie, potrzebujemy mądrej rekreacji w dobrym towarzystwie, czasu dla siebie.

XVI-wieczna Hiszpania żyła innym, o wiele spokojniejszym rytmem. Ale ewangeliczna mądrość była ta sama: trudziłeś się to odpocznij, aby nabrać sił na kolejny dzien. Nasza Święta tak często wymęczona starała się dbać o tę równowagę. Po fundacji w Toledo pisze: „W pierwszy dzień Zielonych Świątek, siadając z rana z siostrami do posiłku w refektarzu, takiej doznałam pociechy na myśl, że żadnej już nie mam pracy i że przez te święta będę mogła choć chwilami cieszyć się spokojnie Panem moim, iż ta wielka słodkość, jaką czułam w duszy, prawie mi odbierała wszelką chęć do jedzenia” (F 17,1).

Jednocześnie trzeba powiedzieć, że podobnie jak Jezus i Jego uczniowie, tak i Teresa nie zawsze mogła odpocząć. Kiedy przychodziło kolejne wezwanie Boże do podjęcia się fundacji, była w stanie następnego dnia po inauguracji klasztoru spakować się i wyruszyć w meczącą drogę na kolejną placówkę. I tak pierwszy spokojny posiłek w Toledo został przerwany przez gońca od nowych fundatorów. A po najtrudniejszej fundacji w Sewilli historia się powtarza: „Po tym wszystkim, kiedy potrzebowałam użyć nieco odpoczynku, wypadało mi zaraz udać się w drogę” (F 26,1).

7.3. Przypatrz się

Prawda nie zawsze jest widoczna od razu, potrzeba spojrzenia wiary, aby zrozumieć to, co jest ukryte. Święta pisze: „Przypatrzcie się dobrze, a zobaczycie, że po większej części nie ludzie założyli te domy, jeno potężna ręka Boga” (F 27,12). Chce, aby inni zobaczyli i zrozumieli kto tak naprawdę stał za fundacjami w Karmelu, że ona sama nic by nie zdziałała, ale że „ręka Boga to wszystko zdziałała, (…) że jest to własne Jego dzieło” (F 27,12). A jeśli tak jest, to jest to dla nas argument do podjęcia trudu wiernego kontynuowania dzieła Bożego. „Czyż nie jest to nagląca dla nas pobudka, byśmy się starały, aby dzieło to najmniejszego przez nas nie doznało uszczerbku? Choćby to miało wymagać od nas życia, czci i pokoju” (F 27,12).

Trudności, które pokonujemy w naszym życiu, te wielkie i te codzienne wymagają tego przypatrzenia się oczyma wiary. Znajomość Boga, Jego wszechmocy, sprawia, że człowiek bardziej jest skory uwierzyć, że również dziś ten Bóg wszechmogący chce i może dokonywać w naszym życiu wielkich rzeczy. Święta mówi wprost: „im kto lepiej pozna Boga, tym łatwiejszymi stają mu się sprawy dla chwały Jego podjęte” (F 3,5).

W teologii duchowości chwila w ciągu dnia poświęcona takiemu wpatrywaniu się w działanie Boga w naszym życiu to rachunek sumienia. Wierność tej praktyce mogłaby obudzić w nas większą wyobraźnię i odwagę na Boskie scenariusze.

7.4. Zapamiętaj

Naszą kolejną stoczoną bitwę życiową powinniśmy zapamiętać z dwóch zasadniczych racji: bo pamiętanie o tym, jak Bóg nas prowadził przez pustynie będzie źródłem siły, gdy przyjdą kolejne zmagania a także, bo nawet po najwspanialszych dziełach czynionych w imię Boga przychodzi pokusa bezsensowności tego, co się zrobiło.

W rozdziale 27 Święta zwraca się bezpośrednio do sióstr – czytelniczek: „Pamiętajcie, w jakim ubóstwie, z jakim trudem powstało to, czym wy dzisiaj w spokoju się cieszycie” (w. 12). W duchu Psalmów chce, aby siostry zachowały tę świętą pamięć o cudach, które Pan Bóg zdziałał, chce, aby wracały do tych wydarzeń i rozmawiały o nich między sobą. Pamiętanie o wydarzeniach, w których szczególnie odczuliśmy Bożą pomoc, bardzo pomaga w trudnych sytuacjach w przyszłości. Pamiętanie i rozumienie, jak Bóg działał w naszej przeszłości, pozwala też odczytać pewną logikę Bożą, pedagogię w naszym życiu. Dla Teresy przy zakładaniu kolejnych fundacji stałym punktem odniesienia była pierwsza fundacja św. Józefa (por. F 3,5; F 3,6). Można by powiedzieć: im więcej trudnych sytuacji przejdziesz w życiu w duchu wypełniania woli Bożej, tym na jeszcze większe szczyty cię stać. Masz doświadczenie, mądrość, do których możesz się odwołać. To logika oczywista choćby w wspinaczce górskiej.

Drugi powód, dla którego warto dbać o tę świętą pamięć, to perspektywa zmierzenia się z pewną pokusą zwątpienia. Każdy z nas doświadczył kiedyś, że po podjętych decyzjach i działaniach nagle ogarnia nas wątpliwość: „Czy to była dobra decyzja?”; „A może powinienem to zrobić inaczej?”. Nasza Święta przeżywa coś podobnego. Po odważnym konfrontowaniu się z problemem, po zwycięskim doprowadzeniu dzieła do końca, po uzyskaniu błogosławieństwa od przełożonych, kiedy ludzie przestali kłaść kłody pod nogi, a siostry mogą zacząć spokojne życie karmelitańskie, Teresa przeżywa pokusę bezsensowności tego, co zrobiła: że to wszystko co rozumiała jako wolę Bożą w fundowaniu Karmeli to jej wymysł, że żadnej łaski Bożej do tego nie otrzymała, że tylko zwiodła siebie i innych. Takie odczucie przyszło chociażby zaraz po Mszy Świętej inauguracyjnej w Medina del Campo (por. F 3,11). Jak wspomina takich udręczeń wewnętrznych „kilkakrotnie w ciągu tych fundacji doznałam”(F 3,11). Ta walka wewnętrzna dla Teresy to najgorsze, co może ją spotkać, gorsze od wszelkich przeciwności zewnętrznych, czy cierpień, ponieważ dotykała najdelikatniejszej struny w sercu Teresy: pełnienia woli Bożej. Pamiętanie o działaniu Boga w przeszłości jest najlepszym lekarstwem na takie wątpliwości.

Zakończenie

Po przeczytaniu Księgi Fundacji widać jak na dłoni, że św. Teresie od Jezusa, fundatorce 17 klasztorów w XVI-wiecznej Hiszpanii nie brakowało trudności w życiu. Jej cierpienia duchowe i fizyczne można by śmiało rozdzielić między wszystkich czytelników tego artykułu i wciąż by przygniatały do ziemi.

Jak pokonywać trudności w życiu? Święta Karmelitanka z Awili nie daje nam prostej, metodycznej odpowiedzi na pytanie postawione w tytule artykułu. Sugeruje w to miejsce, że mieszkaniec twierdzy wewnętrznej zapyta inaczej: „Jak pełnić w życiu wolę Boga bez względu na to czy trudności są czy ich nie ma?”. Odpowiedź Teresy jak czytaliśmy jest na miarę Doktora Kościoła. Uczy nas bowiem bardzo dojrzałego, realnego i ewangelicznego podejścia do życia. Pokazuje, że w tym życiu walka, trudności, łzy, upadki i powstawanie to rzecz normalna. Jako mistyczka, czyli dojrzała chrześcijanka przekonuje nas, że w życie człowieka jest wpisany krzyż, a próba ominięcia go szerokim lukiem prowadzi zawsze do rozczarowania nie tylko po śmierci, ale i w tym życiu. Jednocześnie jest żywym świadkiem, że wychodzenie z problemów czy trudnych sytuacji jest wpisane w ten życiowy kod genetyczny człowieka. W naśladowaniu Jezusa z Nazaretu nie chodzi o to, żeby wszystkie trudności i cierpienia zniknęły, ale żeby zdobyć tę wyższość ducha nad tym, co w nas cielesne i słabe. W ostatnim rozdziale Księgi Fundacji, po opisaniu wszystkich perypetii fundacyjnych wyzna, że aby mieć odwagę do „znoszenia wielkich cierpień” potrzeba „wyższości ducha, którą daje tylko miłość Boga” (F 31,30), bo tylko „miłość, gdy jest doskonała ma tę moc” (F 5,10). To droga ku zbawieniu. „Byśmy na przyszłość nie dawały miejsca niepokojom i trwogom, ale byśmy raczej odważnie i mężnie szły naprzód po tych stromych i ostrych wertepach, jakimi są drogi tego życia. W końcu bowiem, idąc naprzód w pokorze, przez miłosierdzie Boże dojdziemy do onego miasta Jeruzalem” (F 4,4). Zachęcam do osobistej lektury Księgi Fundacji, książki pokrzepiającej ducha.

o. Józef Kucharczyk OCD

Udostępnij:FacebookTwitter