Modlitwa w Konstytucjach Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych

Chciałbym tutaj przeprowadzić pewien rodzaj ćwiczenia; ćwiczenia, które ukaże, w jaki sposób możemy czytać i zgłębiać nasze Konstytucje. Do zawartych w nich słów odnoszę się z wielkim szacunkiem, ponieważ słowa te przekazują idee. Słowa są bardzo ważne. Jeśli zgubiłbym choćby jedno z nich, przekazałbym mylną treść. Jeśli używałbym słów bez zrozumienia, mógłbym przekazać komuś – kto akurat je rozumie – coś, czego ja akurat nie mam na myśli.

Nasze Konstytucje zawierają siedem rozdziałów. Siódmy dotyczy organizacji i władzy, a szósty procesu formacji. Poza tymi dwoma rozdziałami, pięć początkowych dotyczy wartości, które wnosimy do Kościoła i świata z racji powołania nas przez Boga. Powołanie nie zrodziło się dlatego, że było naszym pomysłem, ani też dlatego, że sami postanowiliśmy coś zrobić. My wszyscy, którzy zostaliśmy powołani przez Boga, aby coś uczynić, zostaliśmy wezwani, by realizować to, co On chce, a nie to, co my chcielibyśmy dla Niego uczynić. Adekwatne jest tu stwierdzenie św. Jana od Krzyża:

„Jakie dobro wyniknie dla ciebie z tego, że ofiarujesz Bogu to, co chcesz mu dać, jeśli On chce od ciebie czegoś innego?”

św. Jan od Krzyża

Tak więc każdy z nas został wezwany do tego, aby Bogu coś ofiarować i to ukazuje powód naszego powołania.

Pierwszy rozdział Konstytucji dotyczy tożsamości, wartości i zaangażowania. Drugi omawia naśladowanie Pana Jezusa w Świeckim Karmelu Terezjańskim, tzn. przyrzeczenia składane przez ludzi świeckich. Rozdział trzeci – zatytułowany Świadkowie doświadczenia Boga – dotyczy modlitwy w życiu karmelity świeckiego. Rozdział czwarty nosi tytuł: W służbie Bożego planu, a piąty jest na temat Maryi, Matki Jezusa. Karmel jest bowiem Zakonem Maryjnym w Kościele. Nosimy Jej szatę. Centrum pięciu rozdziałów – które omawiają cele powołania ludzi świeckich – stanowi rozdział o modlitwie. Spójrzmy, czym jest modlitwa w życiu świeckiego karmelity wg trzeciego rozdziału Konstytucji.

Nie mówię tu o recytowaniu modlitw, ponieważ wszyscy potrafimy odmawiać je z pamięci. Mówię na przykład: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna…”, ale jednocześnie myślę: „hm, czy zabrałem ze sobą…”, „aha, muszę się umówić…”. Tak, wszyscy potrafimy odmawiać modlitwy i przyznajemy, że faktycznie je odmawiamy. Odmawianie modlitw ma wartość, ale nie o tym się mówi w rozdziale trzecim. Modlitwa dla karmelity jest czymś innym.

Wszyscy chrześcijanie, a szczególnie katolicy są wezwani do tego, aby się modlić. Ewangelia wg św. Łukasza ukazuje nam modlitwę w życiu Jezusa. Ten Ewangelista odnosi się nieustannie do Jezusa, który się modli. Przywołuje on dwa różne sposoby Jezusowej modlitwy. Wiemy, że Żydzi udawali się do świątyni siedem razy dziennie, aby się modlić. Toteż, kiedy czytamy w Ewangelii o Jezusie, który przebywa w obrębie świątyni, spaceruje dokoła niej lub wchodzi do niej, albo w Dziejach Apostolskich o Apostołach, wchodzących lub wychodzących ze świątyni, to znaczy, że udawali się tam po to, aby odmawiać modlitwy liturgiczne. Jezus włączał się w modlitwę liturgiczną swojego ludu. Bo wierni Żydzi udawali się na modlitwę siedem razy dziennie.

Ewangelia św. Łukasza ukazuje nam również Jezusa modlącego się w sposób odmienny od przyjętego rytuału, co dobrze zauważyli Apostołowie. Oni umieli się modlić, gdyż nauczyli się modlitwy już jako małe dzieci. Nauczyli się odpowiednich ruchów i właściwych słów w czasie modlitwy. Jednak wg Ewangelii św. Łukasza – jak myślę jest to rozdział 11 – uczniowie, obserwując modlącego się Jezusa, proszą Go: „Panie, naucz nas modlić się”. O co prosili? Nie prosili Jezusa, by nauczył ich jakichś gestów bądź pomógł zapamiętywać słowa. Te rzeczy były im już znane. Prosili Go o coś, co musieli zauważyć w Jego modlitwie do Ojca; o coś, czego nie znali, nie pojmowali i nie posiadali w modlitwie liturgicznej. Oni dostrzegli relację, jaką Jezus utrzymywał z Ojcem. Dostrzegli to coś… i powiedzieli: „Panie, naucz nas modlić się”. I Jezus spełnił ich prośbę, bo Ewangelia przytacza Jego słowa: „Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze…”. My teraz odmawiamy modlitwę Ojcze nasz prawie od dzieciństwa, znamy ją tak dobrze, że nawet nie zdajemy sobie sprawy jak szokującym było objawienie przez Jezusa Apostołom, że mogą wejść w taką relację z Bogiem i zwracać się do Niego Abba, Ojcze.

Dziś jest dla nas rzeczą oczywistą, że posiadamy więź z Bogiem, tym niemniej jest to szokujące. Święci byli tym zdumieni. Św. nasza Matka Teresa była poruszona faktem, że mogła żyć w tak bliskiej relacji z Bogiem, iż na początku Zamku wewnętrznego [Twierdzy wewnętrznej] stwierdza:

Najsmutniejszą sprawą dla człowieka jest nieuświadamianie sobie, że możemy rozmawiać z Bogiem samym.

św. Teresa od Jezusa

Z Bogiem samym jesteśmy w stanie rozmawiać!

Toteż słowo „modlitwa”, zarówno w Konstytucjach, jak i w ogóle w Karmelu, można nieomal zawsze zastąpić słowem „relacja, więź”. Znane jest określenie modlitwy św. Teresy:

„Modlitwa myślna, to moim zdaniem, częste, po wielokroć powtarzane spotkanie w relacji przyjaźni sam na sam z tym, o którym wiemy, że nas kocha”.

św. Teresa od Jezusa

Jest to określenie modlitwy myślnej, określenie relacji z Bogiem.

Spróbujcie zastąpić w pismach św. Teresy słowo „modlitwa”, którego używa, zwrotem „więź z Bogiem”, a wówczas zrozumiecie wagę modlitwy w życiu karmelitańskim; że jest to relacja z Bogiem. My odmawiamy modlitwy, sprawujemy Eucharystię i Liturgię Godzin, zgodnie z przepisami liturgicznymi, ażeby jednoczyć się z całym Kościołem w celebrowaniu obecności Jezusa wśród nas i uwielbianiu Boga.

Jednak w Konstytucjach, szczególnie w rozdziale trzecim, mówi się o innej modlitwie. Jest to modlitwa, którą Apostołowie dostrzegli w relacji z Bogiem. Pierwszym krokiem na tej drodze jest być świadkiem doświadczenia Boga – jak mówi tytuł tego rozdziału – a nie świadkiem doświadczeń Boga. To ogromna różnica!

Jeśli mielibyśmy zamiar być świadkami doświadczeń Boga, wówczas przejawialibyśmy zainteresowanie wizjami, objawieniami, przesłaniami i innymi doświadczeniami Boga, jakich różni ludzie, święci i wspaniali święci, doznawali. Jednak nie zostaliśmy do tego powołani! Nie zostaliśmy powołani do tego, by być świadkami objawień, wizji, lokucji, doświadczeń i zjawisk. Jesteśmy powołani do dawania świadectwa o tym, że Bóg jest. Z tej racji całe nasze życie, w każdym jego wymiarze, ma być doświadczeniem więzi z Bogiem. Niektórzy ludzie mogą być z jakichś względów zaproszeni do doświadczania Boga w wyjątkowy sposób, ale my wszyscy jesteśmy powołani do życia w szczególnej relacji z Bogiem. Niestety, ludziom brakuje tego, co jest zwyczajne, a nie tego, co nadzwyczajne. Brakuje im zwyczajnej więzi z Bogiem, którą nawiązuje się w życiu sakramentalnym, przez codzienną modlitwę, a nawet samo odmawianie codziennych pacierzy. Bóg naprawdę potrzebuje świadków.

Gdy stając przed wami lub wygłaszając kazanie w kościele, mówię o wartości ofiary w życiu chrześcijańskim, możecie zareagować: Co za piękne kazanie! Jednak przez głowę może przemknąć wówczas cicha myśl: Czyż on wie, co to znaczy wychowywać piątkę dzieci? Czy on wie, co znaczy mieć żonę lub męża, który domaga się czasu, sił i energii? Jestem w stanie wygłosić dobre kazanie na temat ofiary i będzie ono prawdziwe. Jednakowoż moja siostra może podejść i wypowiedzieć się o wartości ofiary. Wówczas nie będziesz już mógł się wymigać, mówiąc „ależ co ona może wiedzieć o wychowywaniu piątki dzieci”, ponieważ ona właśnie piątkę dzieci wychowuje! Świat nie potrzebuje więcej kaznodziejów i mówców. Świat potrzebuje świadków – ludzi czynu; ludzi, którzy są świadkami ważności modlitwy, świadkami życia i istnienia Boga.

Z tej właśnie racji waszym powołaniem jest być świadkami. W zeszłym tygodniu omawiałem wyżej wspomniany rozdział w Rumunii, posługując się językiem włoskim, a ktoś tłumaczył moje słowa na język rumuński. Słowo „świadkowie” po rumuńsku brzmi marteri, podobnie jak w języku greckim [i oznacza świadków, męczenników]. My potrzebujemy męczenników, nie tych, którzy przelewają krew i żyją krótko. Potrzebujemy męczenników, którzy trwają i dają oparcie całemu naszemu życiu w społeczeństwie i kulturze, w której wiele spraw jest nieuporządkowanych, a wiele wartości zachwianych. Potrzebujemy męczenników, świadków ważności Boga, świadków doświadczenia Boga.

Pierwsze zdanie w numerze 17 Konstytucji stwierdza, że „powołaniem Karmelu Terezjańskiego jest zobowiązanie, aby żyć w posłuszeństwie Jezusowi Chrystusowi”. Pozwólcie, że wskażę na ważkie według mnie słowa. Oczywiście jest ich kilka. Pierwsze to powołanie, będące wezwaniem, które wymaga zaangażowania się. Trzeba się oddać. Może powiesz: No dobrze, oddam swój wolny czas… Nie, nie potrzebujemy twojego wolnego czasu, potrzebujemy twojego czasu. Bóg potrzebuje twojego czasu, abyś oddał się przeżywaniu życia. Jest to powołanie do życia życiem. Nie jest to powołanie do modlitwy… bo nie jesteś powołany, aby się modlić, ubierać się w brązy i załatwiać wiele spraw na zewnątrz. Jesteś powołany, aby przeżyć życie, powołany, aby żyć czymś. Żyć relacją z Bogiem. Czynisz to, gdy udajesz się do pracy, gdy przebywasz ze swoją rodziną, gdy gotujesz obiad, gdy się modlisz, gdy idziesz na spotkanie wspólnoty Świeckiego Karmelu. Żyjesz tą relacją cokolwiek wykonujesz i właśnie wtedy jesteś karmelitą. Nie musisz dokonywać czegoś szczególnego, żeby nim być. Nie musisz porzucać twoich zajęć, ale masz przeżywać to, co robisz żyjąc w posłuszeństwie i wierności Jezusowi Chrystusowi. Masz przeżyć życie. Jest to zobowiązanie do przeżywania życia „w posłuszeństwie Jezusowi Chrystusowi, rozmyślając we dnie i w nocy Prawo Pańskie i czuwając na modlitwach” (Reguła, nr 2 i 8).

Pojawia się tu od początku modlitwa jako coś, co charakteryzuje karmelitę. Modlitwa jako rozważanie Prawa Pańskiego dniem i nocą. Gdzie znajduje się Prawo Pańskie? W Piśmie Świętym! Pierwszą bowiem rzeczą, którą Konstytucje wkładają do twej ręki dla podtrzymania osobistej więzi z Bogiem na modlitwie jest Pismo Święte. Dobrze wiecie, że we Mszy Świętej – podczas gdy czytana jest Ewangelia – uczestniczymy w postawie stojącej. Również podczas Jutrzni i Nieszporów stoimy, odmawiając Benedictus (pieśń Zachariasza) i Magnificat (pieśń Maryi). Dlaczego zachowujemy postawą stojącą? Ponieważ słowa te pochodzą z Ewangelii. Stoimy, bo tak właśnie zachowują się świadkowie. Uczestniczymy w tych aktach w postawie stojącej, bo jesteśmy świadkami prawdy Ewangelii. Kiedy recytujesz pieśń Maryi lub pieśń Zachariasza wstajesz, żeby dać świadectwo. To jest symbol tego, czym twoje życie ma być, ono ma być świadectwem dawanym Jezusowi.

Rozważanie Prawa Pańskiego dniem i nocą. Prawo Pańskie zostało nam dane do ręki przez Pismo Święte, a pierwszym owocem informacji, której ono udziela, jest formacja naszych umysłów i serc. Chcesz wiedzieć, co Bóg myśli? Czytaj Pismo Święte! Chcesz wiedzieć, co Bóg sądzi o wydarzeniach w świecie przez Niego stworzonym? Czytaj Pismo Święte!

To jest jedyna księga modlitwy napisana przez Ducha Świętego. Każdy z modlitewników został ułożony przez kogoś innego, ale Pisma Święte są – by tak rzec – relacją z Bogiem inspirowaną Duchem Świętym. Gdy wchodzę do obcego kościoła, szukam w nim najpierw wiecznej lampki, aby odnaleźć tabernakulum i upewnić się o obecności, o rzeczywistej obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Jestem pewien, że wszyscy zachowujecie się podobnie jak ja.

Biblia jest natchnionym Słowem Boga w twoim domu. Biblia jest obecnością Ducha Świętego w formie natchnionych słów. Być może masz już specjalne miejsce w twoim domu na Biblię, będącą Słowem Bożym… To Prawo Pańskie jest pierwszą rzeczą, daną ci – jak powiada Zakon – do nawiązania osobistej relacji z Bogiem. Uznaj obecność i rozpoznaj obecność samego Ducha Świętego, nie jesteś sam! On cię nie opuścił! Bóg jest obecny w twoim domu przez swoje Słowo. Zostajemy obdarowani relacją z Bogiem. Bóg przychodzi do nas w swoim Słowie. Wnikamy w Pismo Święte, otwieramy się na obecność Boga i Ducha Świętego w Słowie Bożym, i zwracamy się ku temu, co karmi i podtrzymuje naszą relację z Nim. On się nam udziela, możemy dotknąć Jego Słowa. Jeżeli jesteś sam, czytaj Słowo na głos, wówczas twoje usta je wymawiają, twoje oczy je widzą, a twoje uszy je słyszą. Słowa Boga, myśli Boga przenikają w ciebie. Nie jesteś sam.

Św. Teresa „wierna tej zasadzie Reguły karmelitańskiej”, wskazała „modlitwę jako fundament i podstawowe zadanie swej rodziny zakonnej”. Fundamentem nie jest odmawianie modlitw. Tym fundamentem życia karmelitańskiego, życia karmelitańskiego terezjańskiego jest relacja z Bogiem, która jest nam przekazywana w Jego Słowie i którą przeżywamy na co dzień. Jest to więź z Bogiem poprzez Pismo, które otrzymaliśmy. To ono nas karmi i posila.

Kolejne zdanie w numerze 17 Konstytucji stwierdza, że z tej racji

„świecki karmelita jest wezwany do starania się, by modlitwa przenikała całe jego życie, aby mógł chodzić w obecności żyjącego Boga(…)”

Konstytucje Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych

Kluczowym słowem w tym zdaniu jest „staranie się”. Czym jest owo staranie się? Nie oznacza odnoszenia sukcesów, ale usiłowanie. Tak więc „wierni – jak św. Teresa – tej zasadzie Reguły”, z powyższych powodów świeccy karmelici powołani są do tego, by – wytrwale starali się – przepajać modlitwą całe swoje życie. Nie jesteście powołani do tego, by posiadać doskonałość, ale do tego, żeby kroczyć drogą ku doskonałości, dlatego że [sami z siebie] nie możecie jej posiąść przed Bogiem.

Wobec tego nie dokonasz tego dzieła sam przed Bogiem. Możesz być doskonały z Bogiem, ale nigdy przed Nim. Bo do udzielenia Bogu odpowiedzi konieczna jest Jego łaska, a do poruszenia nas z miejsca – Jego moc. Z tej racji winniśmy trwać w więzi z Bogiem, aby wzrastać w życiu modlitwy. Dlatego też jesteśmy wezwani do starania się, do codziennej otwartości na wysiłek. Jeśli zmagam się dziś, a jutro już nie, to jaki sens ma dzisiejszy wysiłek? Jednak zmagam się codziennie, wytrwale usiłuję, próbuję. Wszystko czynię w tym celu, aby chodzić w obecności Boga Żywego, w obecności Bożej. W ten sposób dajemy świadectwo obecności Boga, że trwamy w Jego obecności.

Kiedy chodziłem do katolickiej szkoły w Filadelfii, wszyscy chłopcy gromadzili się w jednej sali w budynku Sióstr Józefitek, a dziewczynki – w drugiej. Chłopiec z pierwszej ławki w klasie zabierał ze sobą dzwoneczek i kiedy zegar wskazał godzinę dziewiątą – bez względu na to, co mówiła właśnie siostra – dzwonił i oznajmiał: „Przepraszam Siostro, przepraszam cała klaso, nadszedł czas błogosławieństwa godziny”. Na te słowa Siostra kierowała zachętę: „Przypomnijmy sobie, że jesteśmy w Bożej obecności”, wszystkie zaś dzieci odpowiadały: „Uwielbiajmy Jego Boski Majestat”. Następnie Siostra odmawiała pierwszą część Ojcze nasz, a dzieci drugą, po czym odwracała się i kontynuowała lekcję. Wówczas chłopiec przekazywał dzwoneczek następnemu uczniowi. Gdy nadchodziła godzina dziesiąta, on czuwał i dzwonił: „Przepraszam Siostro, przepraszam cała klaso, nadszedł czas błogosławieństwa godziny”. Siostra znów kierowała zachętę: „Przypomnijmy sobie, że jesteśmy w Bożej obecności” i ceremonia powtarzała się dzień w dzień przez osiem lat. Przerywaliśmy lekcję co godzinę i przypominaliśmy sobie o Bożej obecności.

Kto z was posiada telefon komórkowy? Ilu z was wysyła esemesy? Być może powinniście zdecydować się na przesyłanie sobie zachęty: „Pamiętajmy, że jesteśmy w obecności Bożej”. Być może wpłynęlibyśmy na zmianę czyjegoś okropnego dnia i zmartwień związanych ze zdrowiem, pracą, rodziną. Taką wiadomością uświadomimy innym fakt, że żyją w obecności Boga, że wszyscy jesteśmy zaproszeni do życia w Bożej obecności. Jak Eliasz, który chodził w obliczu Boga i dawał świadectwo, że jest Jego sługą. My też jesteśmy Jego sługami. Musimy to głosić jedni drugim. Jeżeli będziemy pamiętać, że trwamy w Jego obecności, będziemy też żyli zgodnie z tą świadomością. Jeśli o tym zapomnimy, Boża obecność nie będzie kształtować naszego życia. Wobec tego przypominajmy samym sobie – i sobie nawzajem – o praktyce chodzenia w obecności Bożej.

Z tej racji

„świecki karmelita jest wezwany do starania się, by modlitwa przenikała całe jego życie, aby mógł chodzić w obecności żyjącego Boga (por. 1 Krl 18,14), poprzez ciągłe ćwiczenie się w wierze, nadziei i miłości…”

Konstytucje Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych

Te trzy cnoty teologalne zostały w nas wlane we Chrzcie świętym. Wówczas zostaliśmy uświęceni łaską Ducha Świętego. To w Nim pokładamy ufność, że umocni nasze życie w wierze, nadziei i miłości. …„w taki sposób, aby całe jego życie było modlitwą, poszukiwaniem jedności z Bogiem. Celem jest osiągnięcie integracji doświadczenia Boga z doświadczeniem życia” (Konstytucje, nr 17), tak, aby żyjąc doświadczać obecności Boga. Bóg nie musi nam dawać wizji, możemy też nie usłyszeć fizycznie Jego głosu, ale rozpoznamy Jego obecność. Będziemy wiedzieć, że On jest i damy temu świadectwo swoim życiem, ponieważ będziemy żyć inaczej.

Doświadczenie uczy, że gdy zaczyna się dziać coś złego i przez chwilę zapomnimy o Bogu, wówczas również zaczynamy tracić nadzieję i narzekać, gubimy się i nie wiemy co będzie dalej. Wszyscy jednak dobrze wiemy, że z chwilą, w której pomyślimy o Bogu, sprawy zaczynają się układać lepiej. Czujemy się silniejsi. Czujemy, że możemy coś uczynić i choć nie wiemy jeszcze co uczynimy, nadzieja już nas wypełnia. Gdy myślimy o Bogu i gdy zwracamy się do Niego, wówczas świadczymy naszym życiem o Jego obecności, a „celem tego jest – jak mówią nasze Konstytucje – osiągnięcie integracji doświadczenia Boga z doświadczeniem życia: być kontemplatykami na modlitwie i w wypełnianiu swojej misji” (nr 17).

„Być kontemplatykami na modlitwie i w wypełnianiu swojej misji”. Jesteśmy wezwani do kontemplacji, a nie do odmawiania klasztornych modlitw. Istnieje różnica między kontemplatykiem a osobą żyjącą w klasztorze. Osoba żyjąca w klasztorze może, ale nie musi być kontemplatykiem. Większość kontemplatyków nie żyje zresztą za klauzurą. Często myli się te dwie sprawy i sądzi, że kontemplatyka można rozpoznać po wyglądzie. Jednak wiele osób, które wyglądają na kontemplatyków, jest jedynie w drodze do kontemplacji.

Mniszki są powołane do kontemplacji w środowisku życia klauzurowego. Ja natomiast jestem karmelitą, a nie mniszką i nie żyję za klauzurą. Oczywiście, w naszych klasztorach i domach istnieje pewna przestrzeń objęta klauzurą, której celem jest zabezpieczenie życia wspólnotowego. Musimy jej strzec, gdyż nasze budynki mogłyby z czasem stać się ogólnodostępne i utracić tę wyłączną dla wspólnoty przestrzeń. Nie jestem osobą ściśle klauzurową, chociaż jestem w stu procentach karmelitą. Wy również jesteście stuprocentowymi karmelitami, choć nie żyjecie w klasztorze. Wasze powołanie rozwija się w domu, w rodzinie, w miejscu pracy, na terenie parafii i diecezji. W tym środowisku integrujecie doświadczenie Boga z doświadczeniem życia, stajecie się kontemplatykami, ponieważ, aby stać się kontemplatykami – tak jak mniszki i tak jak my – także wy macie wypełnić swoją misję w świecie, choć nie w ten sam sposób, w który my ją wypełniamy i nie tak, jak wypełniają ją mniszki. Świat naprawdę was potrzebuje. Potrzebuje osób oddanych kontemplacji, którzy żyją w świecie, a nie wyglądają jak osoby zakonne; wyglądają zaś jak ludzie, którzy doceniają wartość Boga w swoim życiu.

Konstytucje w nr 18 podają jeszcze inną definicję modlitwy. „Modlitwa to dialog przyjaźni z Bogiem”. Modlitwa nie jest, chociaż może być w znacznej mierze, próbą przekonania Boga do własnych pragnień. Może nawet próbą jakiegoś przekupstwa, jeśli targujemy się z Bogiem w choćby w tych oto słowach: Uczynię to, gdy Ty spełnisz tamto. Na modlitwie wchodzimy w dialog z Bogiem. To dialogowanie jest ważne, nawet wtedy, gdy staramy się Go „przekupić”. W istocie rzeczy Boga nie da się przekupić, ale On może zmienić nasze myślenie.

Święty Tomasz z Akwinu stwierdza, że celem modlitwy wstawienniczej jest zmiana naszego myślenia, a nie próba zmiany myślenia Bożego. Istotne jest to, że wchodzimy w dialog przyjaźni z Bogiem. Prawdopodobnie nie ma małżonków, wśród których nie zaistniałyby kłótnie i spory. W dialogu przyjaźni wypowiadamy szczerze nasze myśli i słuchamy tego, co druga osoba ma nam do powiedzenia, nawet jeśli się z nią nie zgadzamy. Następnie przepracowujemy razem te niezgodności, aby w dalszym ciągu budować przyjaźń. Przyjaźń jest nawet cenniejsza od dialogu, ale dialogu nie da się prowadzić bez prawdziwej przyjaźni. Jesteśmy więc zaproszeni do wejścia w dialog przyjaźni z Bogiem.

Nikt nie rozmawiał szczerzej z Bogiem niż prorocy. Spośród nich, lubię bardzo Jeremiasza, który potrafił nawet zirytować się na Boga: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” (Jer 20,7). Jakiż jestem głupi! Gdy odczuwa się pretensje i czyni wymówki w rodzaju: „co ty robisz?”, wówczas dialog z Bogiem nie odbywa się w gładkich słowach: „Panie, jaki Ty jesteś wspaniały!”. Oto wchodzisz w dialog przyjaźni z Bogiem. Z głębi serca mówisz do Boga. Mówisz bez głośnych słów. Mówisz w sercu. Rozmawiasz z Nim.

Z tego powodu modlitwa, dialog przyjaźni z Bogiem, powinna być karmiona Jego Słowem. Właśnie Pismo Święte, a nie dzieło jakiegoś świętego czy też kogoś innego, stanowi podstawowy podręcznik do naszej modlitwy. Szczególnie Ewangelie […]. Nowy Testament i cała Biblia służy za bazę dialogu przyjaźni z Panem.

Czytając proroków zauważmy – bo to jest niezwykle ważne – że w ich żywej relacji z Bogiem i wypełnieniu Jego woli było miejsce na irytację i frustrację. Tak było również w przypadku św. Teresy od Jezusa. Z pewnością znacie tę oto jej reakcję:

„Panie, jeśli w taki sposób traktujesz swoich przyjaciół, nic dziwnego, że masz ich tak mało!”

św. Teresa od Jezusa

Relacje proroków z Bogiem były oparte na przyjaznej rozmowie, która nie była udawana czy pozorowana, lecz prawdziwa. Taki właśnie sposób obcowania z Bogiem, może doprowadzić nas pewnego dnia do głębokiej szczerości wobec Niego. On tę naszą szczerość przyjmie. Nie oddamy Mu samych siebie, jeśli będziemy grać, nie będąc sobą.

Szczere stawanie przed Bogiem może dokonywać się przede wszystkim w świetle słów Pisma Świętego. Polubiłem modlitwę myślną wiele, wiele lat temu podczas pobytu w klasztorze. My zakonnicy, poświęcamy dwie godziny na rozmyślanie, jedną rano, a drugą wieczorem. Nie posiadamy dzieci, rodziny, nie musimy wychodzić do pracy, dlatego przez dwie godziny dziennie oddajemy się modlitwie myślnej. Większość z was nie dysponuje zapewne dwoma godzinami w ciągu dnia, macie jednak codziennie przeznaczony jakiś czas na modlitwę wewnętrzną, zgodnie ze Statutem, prawdopodobnie 30 minut. Jeśli nie możecie oddać się modlitwie przez pół godziny łącznie, możecie podzielić ten czas na krótsze odcinki – na przykład dwa razy po 10 i dwa razy po 5 minut – aby sprostać temu zadaniu. W jaki sposób zagospodarować te 10 minut? Jeżeli ustawisz zegarek na 10 minut, możesz podjąć próbę modlitwy. Powiesz sobie: jestem sam, w domu nie ma nikogo, wyłączę radio, będę nasłuchiwał… Ale niestety, ogarnia cię drzemka… Gdy natomiast na te 10 minut weźmiesz czytanie z Ewangelii na następny dzień, możesz wsłuchać się w to, co Pan chce ci przekazać.

Nie bierz Biblii do ręki po to, żeby znaleźć coś, co chciałbyś sam przeczytać. Pozwól raczej, żeby liturgia cię formowała. Codziennie wyznaczone są dwa czytania podczas Mszy, a w niedzielę trzy. Teksty pierwszych czytań w dni powszednie rozłożone są na lata parzyste i nieparzyste. Możesz więc wykorzystać te teksty w ciągu dwóch kolejnych lat, a w trzecim roku zatrzymać uwagę na Ewangelii. Istnieje wiele innych sposobów rozważania czytań mszalnych, ale pójście tropem liturgii, wdraża w modlenie się Ewangelią.

Podczas takiej codziennej modlitwy, możesz nauczyć się więcej od księdza, który odprawia Eucharystię, ponieważ w trakcie medytacji Duch Święty otwiera oczy twego serca i napełnia twój umysł. Możesz nie słyszeć Jego głosu, ale On ci się udziela. Nasze Konstytucje stwierdzają, że modlitwa „powinna karmić się Jego Słowem, aby ten dialog mógł realizować się, ponieważ „mówimy do Boga, gdy się modlimy; słuchamy Go, gdy czytamy Boże słowa” (nr 18). Cenię sobie to sformułowanie, zaczerpnięte z Konstytucji dogmatycznej o Objawieniu Soboru Watykańskiego II: „Słuchamy Go, gdy czytamy Boże słowa”. To znaczy, że nie słyszymy Boga uszami, ale że słyszymy Go oczyma, gdyż On objawia się nam najpewniej w Piśmie Świętym. My widzimy przeto Jego słowa i słyszymy to, co On ma nam do powiedzenia. Słuchamy Go.

W waszych parafiach, szczególnie w okresie Wielkiego Postu, z pewnością są organizowane spotkania biblijne, czytanie Pisma Świętego i refleksje nad Ewangelią. Myślę, że warto w nich uczestniczyć, aby pogłębiać rozumienie Słowa Bożego i dostrzec to, co ono mówi. Chcę tu wspomnieć św. Hieronima, aby wyrazić to jeszcze jaśniej, tę wspaniałą postać w historii Pisma Świętego w Kościele katolickim i tłumacza Biblii na łacinę. W dniu jego wspomnienia, 30 września, czytamy w liturgii jego słowa:

„Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”.

św. Hieronim

Innymi słowy, oznacza to, że znajomość Pisma Świętego prowadzi do poznania Pana Jezusa […].

Następne zdanie Konstytucji brzmi: „Słowo Boże będzie karmić kontemplacyjne doświadczenie świeckiego karmelity i jego misję w świecie” (nr 18). Otóż tak, Słowo Boże będzie karmić, będzie pokarmem, obdarzy energią i siłą. Niewiele osób spożywa pokarmy, bez zastanawiania się, co zjeść. Przecież skład posiłków ustalamy wcześniej. Mając rodzinę, musimy je planować. Z tego wynika, że musimy również przygotowywać plan czytania Słowa Bożego, aby karmić się nim regularnie. Konstytucje wyznaczają Pismu Świętemu taką właśnie rolę. Jest to stały pokarm, którego potrzebujemy, aby „karmić kontemplacyjne doświadczenie Boga” i stać się kontemplatykami. To się dokona – nie tyle dzięki poświęconemu czasowi, lecz – dzięki otwarciu oczu na Słowo Boże.

Kolejne zdanie w numerze 18 stwierdza:

„Słuchanie Słowa, oprócz osobistej kontemplacji, powinno prowadzić do dzielenia się doświadczeniem Boga we wspólnocie Świeckiego Zakonu”.

Konstytucje Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych

Jest to bardzo ważne stwierdzenie, które dotyczy celu naszych spotkań. Nie chodzi jedynie o osobiste doświadczenie. Nie zostaliście przecież powołani do tego, aby być karmelitami prywatnie, ale w łonie wspólnoty. Nawet ci, którzy [z uzasadnionych powodów] są daleko od wspólnoty, stanowią jej część.

Wspólnota to bardzo ważny symbol. Pustelnik nie oznaczał nigdy –według św. Teresy – kogoś, kto żyje sam. Pustelnie, które ona zakładała, były umiejscawiane na terenie klasztoru. My żyjemy w żywej więzi z Bogiem, który mieszka w nas, w pustelni naszych serc, w pustyni naszych dusz. Lecz żyjemy także w relacjach z innymi ludźmi i to właśnie Słowo Boże powinno karmić nasze kontemplacyjne doświadczenie we wspólnocie. Odwołując się zatem do omówionej symboliki, można – podczas wspólnotowych celebracji i spotkań – intronizować Słowo Boże i obok świętej księgi zapalić świecę, aby przypominała o obecności Boga w swoim Słowie. Nie można zgłębiać nauki św. Teresy od Jezusa i św. Jana od Krzyża – tak samo jak całej duchowości karmelitańskiej – bez odwoływania się do Pisma Świętego. Wszak Pismo Święte zajmuje czołowe miejsce w naszej formacji karmelitańskiej i modlitewnej. Słowo Boże, w którym Bóg objawia nam siebie samego, powinno stanowić centrum naszego spotkania i być umieszczone na widocznym miejscu, jako symbol więzi z Bogiem, która jest najważniejsza. Z tego względu Konstytucje stwierdzają, że „słuchanie Słowa… powinno prowadzić do dzielenia się doświadczeniem Boga we wspólnocie Świeckiego Zakonu”. Nie schodzimy się tylko po to, żeby ze sobą pogawędzić. To nie jest celem naszych spotkań. Tym celem jest budowanie przyjaźni ze sobą, a pogawędzić możemy dopiero wtedy, gdy zaprzyjaźnimy się ze sobą. Jest to bardzo ważny wymiar wspólnych spotkań, które służą pogłębianiu doświadczenia Boga w sobie nawzajem.

Wspomniałem już o wysyłaniu esemesów, które mogą przypomnieć komuś o Bożej obecności. Przychodzimy na spotkania, aby uświadamiać sobie nawzajem, iż są inni ludzie, którzy usiłują robić to samo, co my robimy. To nas umacnia i dodaje nam odwagi. To umacnia nas w powołaniu, ponieważ, jeśli ty usiłujesz coś czynić i ja również staram się uczynić to samo, możemy uświadomić sobie nawzajem, że modlitwa codzienna napotyka trudności. Nie jest bowiem łatwo wygospodarować codziennie określony czas na modlitwę. Modlimy się jednak, bo wiemy, że inni także się modlą.

Pewnego razu, podczas Kongresu Świeckiego Zakonu, podeszła do mnie jedna z naszych członkiń i opowiedziała mi o swoim zachowaniu względem innej współsiostry ze wspólnoty, która zawsze uczestniczyła w spotkaniach wspólnoty, ale wówczas nie była już w stanie brać w nich udziału ze względu na wiek i obłożną chorobę. Nasza członkini dzwoni do niej codziennie o godz. 8 rano i modli się z nią razem przez telefon. Jutrznię rozpoczynają wezwaniem: – Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu. – Panie pośpiesz ku ratunkowi memu”, a po jej zakończeniu odkładają słuchawki. Dzwonią do siebie ponownie o godz. 18 i odmawiają Nieszpory.

Podobnie i wy jesteście wezwani do tego, aby się jednoczyć i dzielić doświadczeniem osobistej relacji z Bogiem, a nie żeby sobie móc pogawędzić. Pogawędka jest bardzo ważna, temu służy przyjaźń, temu służy czas podczas kongresów przeznaczony na rozmowy, poznawanie się i wyrażanie sobie uczuć. Jeśli wszakże zabrakłoby spoiwa scalającego wspólnotę, czyli relacji z Bogiem, utracilibyśmy coś bardzo cennego, co w równym stopniu stanowi część naszego życia modlitwy. Na modlitwie wspólnota stara się rozeznawać drogi Boże, podtrzymuje zapał ku nawracaniu się i ugruntowuje życie w odnowionej nadziei. Łatwo nawrócić się na jeden dzień, trudniej zaś nawracać się codziennie, dlatego też nieustannie potrzebujemy siły do nawracania się. Powróciwszy do domu, mamy podjąć się naszych obowiązków przez resztę miesiąca. Po dwóch czy trzech tygodniach okazuje się, że staje się to trochę trudne. Być może uchylamy się wtedy od załatwiania pewnych spraw, do czasu kolejnego spotkania, na którym nabierzemy nowych sił. Potrzebujemy się nawzajem. Z tego też powodu Bóg powołuje nas do wspólnoty, a nie dlatego, że lubimy się nawzajem, bo możemy się lubić lub nie lubić, to jest drugorzędne. My natomiast miłujemy się nawzajem. Bóg powołuje nas do wspólnoty po to, abyśmy mogli umacniać się wzajemnie w naszym powołaniu!

W nr 19 Konstytucji czytamy:

„Uprzywilejowane miejsce w karmieniu życia modlitwy świeckich karmelitów zajmuje studium i czytanie duchowe Pisma Świętego oraz pism naszych Świętych, szczególnie tych, którzy są Doktorami Kościoła: św. Teresy od Jezusa, św. Jana od Krzyża i św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Również dokumenty Kościoła są pokarmem i natchnieniem do podjęcia zobowiązania pójścia za Jezusem”.

Konstytucje Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych

Nasz podstawowy księgozbiór, służący życiu modlitwy, stanowi zatem Biblia, dzieła Świętych Karmelu, Katechizm Kościoła Katolickiego i dokumenty Kościoła. Jeśli posiadasz taki księgozbiór, masz wiele do przeczytania. Jeśli zaś nie czytasz, nie masz powołania, by być karmelitą. Zagłębiając się natomiast w tę lekturę, nieustannie budujesz i potwierdzasz swoją tożsamość karmelitańską. Wówczas nie odczuwasz zdezorientowania co do tego, kim jesteś. Każdy z nas, jak myślę, posiada w swoim domu fundamentalne pozycje tego księgozbioru. A Pismo Święte zajmuje w nim zawsze miejsce najistotniejsze.

Numer 20 Konstytucji stwierdza, że 

„świecki karmelita postara się o przeznaczenie szczególnego czasu na modlitwę jako momentu większej świadomości Bożej obecności i wewnętrznej przestrzeni na osobiste i intymne spotkanie z Nim”

Konstytucje Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych

I znowu, taka modlitwa nie zaistnieje, jeżeli się jej wpierw nie zaplanuje. Modlitwę trzeba zaplanować i uczynić ją częścią swojego harmonogramu. Czas trzeba sobie zorganizować.

Większość z was ma wiele codziennych zobowiązań. Ze swej strony chciałbym przysporzyć wam nieco czasu, którego potrzebujecie do wypełnienia swoich duchowych zobowiązań w Świeckim Karmelu. Po pierwsze powiedzmy parę słów o medytacji. Modlitwa wewnętrzna jest czymś najważniejszym, czymś, czemu możesz oddawać się codziennie. W tym celu nie musisz nigdzie wychodzić. Możesz odprawić ją w domu. Przeznaczasz na nią – zgodnie ze wskazaniami Statutu – 30 minut. Ponadto masz odmówić jeszcze Jutrznię i Nieszpory (Konstytucje, nr 24). Przy umiarkowanej recytacji, Jutrznia może ci zająć około 7 minut. Powiedziałem: przy umiarkowanej recytacji, jeśli zaś chcesz ją wydłużyć, potrzebujesz na to – rzecz jasna – więcej czasu. Jeśli więc Jutrznia i Nieszpory trwać będą około 15 minut, a modlitwa wewnętrzna pół godziny, w sumie zajmie ci to 45 minut. Oprócz tego masz udać się jeszcze na Mszę Świętą. Mnie wystarczy wstać i zejść do zakrystii, ty natomiast musisz zebrać się, wyjść z domu i dotrzeć do kościoła. Przyjmijmy, że średnio zabierze ci to 10 minut. Potem sama Msza. Jej długość zależy od księdza w dni powszednie. Niektórzy księża odprawiają ją ekspresowo w 20 minut, inni zaś w pół godziny, a nawet godzinę. Jakby nie było przyjmijmy, że Msza trwa przeciętnie pół godziny. Dojście do kościoła i powrót zabierają 10-20 minut. Tak więc potrzebujemy około 45 minut, oprócz wspomnianych wyżej 45 minut na modlitwę wewnętrzną, Jutrznię i Nieszpory. W sumie daje to półtorej godziny. Aha, oprócz tego mamy spełnić codziennie jakiś akt pobożności maryjnej, na co należałoby dorzucić jeszcze 10 minut (na przykład na odmówienie tajemnicy różańca).

Ile czasu potrzeba zatem codziennie, żeby dochować wierności swoim obowiązkom? Jeżeli popadniesz w przesadę w ich wypełnianiu, a masz pracę i rodzinę, wówczas zaczniesz je zaniedbywać. Musisz więc być rozsądny i przewidujący. Może sądzisz, że Jutrznia trwająca krócej niż 20 minut jest uchybieniem. Właśnie, że nie! Uchybieniem może okazać się właśnie te 20 minut przeznaczone na Jutrznię. Być może twoim zobowiązaniem jest po prostu pozwolić słowom Jutrzni wpływać do serca, a później, w ciągu dnia, pozwolić Duchowi Świętemu działać w tobie. Nie musisz zatrzymywać się na każdym słowie i wydobywać ze wszystkich zdań znaczenia. Jutrznia i Nieszpory, które odmawiasz, nie są modlitwą osobistą, lecz modlitwą liturgiczną, ponieważ są modlitwą Kościoła. To nie jest modlitwa ani moja, ani twoja. Odmawiamy ją jednak dlatego, że powinna być odmawiana. Gdy po przebudzeniu, Ojciec Święty odmawia Jutrznię w Rzymie, my tę samą Jutrznię odmawiamy w Polsce, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, na Łotwie i Filipinach. Zakon karmelitański łączy się ze wszystkimi modlącymi. Gdziekolwiek byśmy nie byli, wszyscy odmawiamy te same modlitwy poranne.

Na wypełnienie waszych zobowiązać potrzebujecie – jak powiedziałem – do dwóch godzin dziennie. Nie zawsze macie tyle czasu, jako ludzie pracujący i zajęci. W tych warunkach trzeba więc starać się wypełnić swoje zobowiązania możliwie najlepiej. Zdarzy się, że pewnego dnia nie będziesz w stanie wziąć udziału we Mszy Świętej z jakichś powodów. Może to być choroba, przeziębienie, brak środka komunikacji. Być może nie będziesz nawet w stanie odmówić Jutrzni czy Nieszporów. Możesz jednak oddać się wówczas modlitwie wewnętrznej. Możesz wykorzystać czas na przebywanie sam na sam z Bogiem, w swoim sercu i umyśle. Być może nie jesteś w stanie poświęcić temu pół godziny, ale trwając w więzi modlitwy, starasz się na ile możesz, wypełnić twoje zobowiązania. A wypełniając te obowiązki, trwasz w żywej relacji z Bogiem.

Powyżej omówiłem zaledwie kilka punktów naszych Konstytucji, aby zapoznać was bliżej z tym, co one podają i zasugerować sposób ich odczytywania. Co wyrażają te zdania? Jakie mają znaczenie? Na bazie tych tekstów, możecie docenić wartość waszego powołania w Kościele. Znaczenie tego powołania dla życia osobistego jest chyba jasne. Ale nie pojmie się rzeczywiście wartości powołania, bez zrozumienia tego, czym ono jest dla Kościoła i Zakonu. Zrozumienie swego powołania i zobowiązania, aby być ludźmi modlitwy, uszlachetnia nas w oczach Bożych. Dostrzeżenie zaś tej godności, którą Pan Bóg obdarzył nas w powołaniu, sprawia, że staje się ono słodkim jarzmem, lekkim brzemieniem i zadaniem wypełnianym z radością. Przeciwnie, brak zrozumienia swej wielkiej godności sprawia, że powołanie może być odczuwane jedynie jako zbędny balast. Konstytucje chcą nam uświadomić w ten sposób wartość i cel powołania ludzi świeckich.

Aloysius Deeney OCD (były delegat generalny ds. Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych)

Udostępnij:FacebookTwitter